Tabletka Morfeusza

Wszystko o problemach z metabolizmem węglowodanów
Szczepan
Posty: 21
Rejestracja: sobota 03 11 2018, 05:49

Tabletka Morfeusza

Post autor: Szczepan »

Skoro jest nowy dział na forum 😁 to dopisze jeszcze kawałek mojej historii, może komuś pomoże podjąć decyzję albo chociaż zastanowić się nad tym🤔

Mam wielu znajomych z problemami cukrowymi. Po wykryciu cukrzycy myślałem, że jestem sam. Widziałem wprawdzie w szpitalu wojewodzkim innych chorych ale na własnym podwórku nie znałem nikogo. Nie trzeba było jednak dużo czasu by przekonać się, że cukrzycy są wszędzie. Większość z nich ukrywa się. Nie każdy chce się afiszować ze swoją boć co boć słabością. Najlepszym miejscem do poznania miejscowych cukrzyków jest szpital. Tam w kolejce do co dwumiesięcznej wizyty ustawiają się kolejki. Na ścianach poradni diabetologicznej można znaleźć wiele wskazuwek. Pompy isulinowe, aparaty do ciągłego monitoringu glikemii, paski do glukometrów, rodzaje insulin. Natłok sprzętu daje do myślenia🤔. Wszyscy w kolejce czekają na poradę pani doktor, która pomóże ustalić nowe wielkości wkłuć lub zwiększy mg zażywanych tabletek. Ale ja nie chcę takiego życia😟. Nie chcę być od tego uzależniony! Nikt jednak nie daje Ci wyboru. Masz robić jak wszyscy. Drogę wytycza PTD.

Pamiętam moją pierwszą wizytę w hipermarkecie po wyjściu ze szpitala. W samochodzie zmierzyłem sobie glikemię. Miałem cukier na poziomie 80. Wypiłem więc soczek z rurką, taki jaki dawali w szpitalu jeśli cukier masz za niski, zjadłem sezamka i ruszyłem po zakupy. Mój szoping nie trwał za długo, jakieś 40 minut. W samochodzie sprawdziłem cukier ponownie, glukometr pokazał 40😱. Jak to możliwe! Przecież nie kopałem rowów łopatą przez 3 godziny!. Wypiłem kolejny soczek, zjadłem kolejne sezamki, jednak w głowie zapaliła się pierwsza lampka z ostrzeżeniem – „coś tu nie gra”.

Pierwszy dzień po powrocie do pracy też nie przyniósł radości. Dużo ruchu, a cukry leciały na łeb i szyję. Do tego przy niskich cukrach i ciągłym ich podnoszeniem colą i ciastkami doszły dziwne drgawki😨. No to pieknie pomyślałem, jak tu skupić się na pracy skoro ze sobą mam takie problemy. O wielu rzeczach mówili w szpitalu, chodziłem tam przecież na wszystkie szkolenia, o tym jednak nic nie słyszałem😵.

Wieczorem zacząłem szukać w necie jak inni z tym żyją, a znalazłem …. nowy sens życia 🤣. Prawie wszystko co przeczytałem przeczyło temu co dotychczas nauczyłem się w szpitalu🙄Nowa wiedza była wypisz wymaluj jak z filmu Matrix, a ja poczułem się jak filmowy Neo. Przede mną stał Morfeusz z dwoma tabletkami – jedna oznaczała strzykawkę do końca życia, druga tabletka miała być drogą długą i wyboistą ale prawdziwą i pozwalająca żyć „prawie” normalnie. Nie miałem chwili wątpliwości „Wybrałem tabletkę numer 2”.

Osobiście nie znam nikogo kto robi tak jak ja czyli leczy się jedzeniem. Wszyscy cukrzycy, których znam leczą się strzykawkami i tabletkami. Z ich opowiadań wiem, że mają problemy z ustabilizowaniem glikemii. Wiem, że nie zwracają uwagi na jakość jedzenia. Liczą wymienniki i dozują insulinę z większym lub mniejszym skutkiem. Gdy mówię im, że można inaczej wzruszają ramionami, mówią „to nie dla mnie”, „nie mam na to czasu”, „to niemożliwe” itp itd. …..

Reklama wspiera rozwój strony:
'

aaaaq
Posty: 1916
Rejestracja: czwartek 26 01 2017, 11:58

Re: Tabletka Morfeusza

Post autor: aaaaq »

Szczepan pisze:
wtorek 06 11 2018, 16:32
Przede mną stał Morfeusz z dwoma tabletkami – jedna oznaczała strzykawkę do końca życia, druga tabletka miała być drogą długą i wyboistą ale prawdziwą i pozwalająca żyć „prawie” normalnie. Nie miałem chwili wątpliwości „Wybrałem tabletkę numer 2”.

Osobiście nie znam nikogo kto robi tak jak ja czyli leczy się jedzeniem. Wszyscy cukrzycy, których znam leczą się strzykawkami i tabletkami. Z ich opowiadań wiem, że mają problemy z ustabilizowaniem glikemii. Wiem, że nie zwracają uwagi na jakość jedzenia. Liczą wymienniki i dozują insulinę z większym lub mniejszym skutkiem. Gdy mówię im, że można inaczej wzruszają ramionami, mówią „to nie dla mnie”, „nie mam na to czasu”, „to niemożliwe” itp itd. …..
bardzo trafnie to ująłeś! :)
ja do tych klasycznych wymówek dodałbym jeszcze taką którą słyszę w domu - mam jedno życie i nie będę sobie przez całe życie odmawiać...i to w przypadku osoby która już bierze pakiet na nadciśnienie, a moim zdaniem cukrzyca to kwestia czasu...albo już jest, tylko nie jest zdiagnozowana. Czasu oczywiście też nie ma na to...
Ale nic na siłę, nie mam zamiaru nikogo nawracać ani zmuszać na siłę...każdy niestety musi sam dojrzeć do pewnych decyzji...

Awatar użytkownika
Grzegorz
Administrator
Posty: 311
Rejestracja: wtorek 15 12 2015, 17:22
Płeć:
Kontakt:

Re: Tabletka Morfeusza

Post autor: Grzegorz »

Szczepan pisze:
wtorek 06 11 2018, 16:32
się strzykawkami i tabletkami. Z ich opowiadań wiem, że mają problemy z ustabilizowaniem glikemii. Wiem, że nie zwracają uwagi na jakość jedzenia. Liczą wymienniki i dozują insulinę z większym lub mniejszym skutkiem. Gdy mówię im, że można inaczej wzruszają ramionami, mówią „to nie dla mnie”, „nie mam na to czasu”, „to niemożliwe” itp itd. …..
Szczepan,

Kolejny świetny post, powinieneś więcej pisać. Co do stabilizowania cukru i liczenia - nauka dawno udowodniła, że im wyższy cukier, tym większa nieprzewidywalność procesu. Łatwo wyliczyć dawkę insuliny, by zejść z 120 do 90, ale żeby zejść z 250 do 100, jest to niemożliwe - wylądujesz gdzieś pomiędzy 50 a 150. Mamy rzetelne badania na ten temat plus doświadczenia każdego cukrzyka.

Żeby tylko lekarze kierowali się nauką... :)

Pugi
Posty: 951
Rejestracja: piątek 12 01 2018, 19:30

Re: Tabletka Morfeusza

Post autor: Pugi »

Tak to już jest, że ludzie najbardziej na świecie nie chcą się zmieniać. Nawet jeśli ich zdrowie się sypie to pragną tabletki lub zastrzyku, który pozwoli na to aby wszystko zostało po staremu. Pamiętam jak do wspólnoty AŻ przychodzili ludzie i bardzo szybko rezygnowali bo tak naprawdę oczekiwali, że dostaną jakiś sposób czy może zaklęcie ;) które spowoduje, że schudną pomimo że dalej będą się obżerać. Bo dla nich jedzenie jest lepsze od alkoholu, zakupów, hazardu, seksu czy czegokolwiek co może przyjść do głowy. Perspektywa ciężkiej i często bolesnej pracy nad sobą, pracy, która praktycznie nigdy się nie kończy nie jest dla nich atrakcyjna. W końcu nie po to przez całe życie wypierali swoje problemy, spychali je do podświadomości i stosowali wszelkie możliwe mechanizmy obronne aby nie widzieć rzeczywistości taką jaka ona jest żeby raptem znowu zacząć się w tym grzebać.
Widzę tu wiele analogii. Rozumiem ich. Jednak sama przeszłam tą drogę, idę nią właściwie cały czas. Poznałam radość sukcesu i gorycz porażki. Dziś wiem o sobie więcej niż kiedykolwiek myślałam że mogę się dowiedzieć. Dziś mogę o tym mówić zachowując jednocześnie szacunek do siebie. Dziś potrafię się z siebie śmiać.
Dzisiaj wybieram życie bez tabletek i zastrzyków i choć pewnie jeszcze nie raz się potknę to będę próbować znowu.

Na pewnym poziomie świadomości ludzie nawet nie wiedzą, że mają wybór.

ODPOWIEDZ