Dziennik żywieniowy Pugi

Wszystko o problemach z metabolizmem węglowodanów
Pugi
Posty: 951
Rejestracja: piątek 12 01 2018, 19:30

Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: Pugi » poniedziałek 12 11 2018, 14:05

Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem założenia dziennika żywieniowego i uznałam, że to miejsce będzie optymalne.
Mam cukrzycę typu II od jakich 10 lat. Obecnie nie przyjmuję żadnych leków przeciwcukrzycowych ani insuliny. Na początku się leczyłam i miałam garść tabletek do każdego posiłku - na wszystko. Na nadciśnienie, na dnę moczanową, na depresję itd, no i metformax oczywiście. Pomimo poprawienia się moich wyników dostałam zalecenie brania tych tabletek dalej. Po jakimś czasie stwierdziłam, że coś tu jest nie tak i podziękowałam za takie leczenie. Od tych 10 lat nie chodzę do lekarza i nie biorę tabletek. Nie mierzyłam też poziomu cukru (i nie zalecam w tym względzie aby ktokolwiek mnie naśladował). Stwierdziłam w każdym razie, że moje zdrowie zależy ode mnie, a że ze mną nie wszystko było w porządku to i zdrowie to odzwierciedlało. W każdym razie z czymkolwiek się pojawiałam u lekarza to pierwsze zalecenie brzmiało: schudnąć. Jasne że tak. Sama niczego bardziej nie pragnęłam. Ale otyłość to też choroba a czy jakiś lekarz mnie próbował leczyć z otyłości. Owszem, proponowali mi operację zmniejszenia żołądka ale ja nie żołądek mam chory tylko raczej głowę :lol: a głowy nie dam sobie uciąć. Obraziłam się więc na oficjalną medycynę i przestałam się u nich leczyć.
Jednak ostatnio okazało się, że moje cukry bywają na poziomie 240 na czczo i trochę się przestraszyłam. Poszłam do lekarza aby poprosić o receptę na paski do glukometru a on stwierdził, że nie może mi ich wypisywać na 30 % dopóki nie przyniosę zaświadczenia od diabetologa. Wyszłam ze skierowaniem i receptą na metformax, którego jednak na razie nie biorę. Zapisałam się w lipcu do diabetologa i mam wyznaczoną wizytę na marzec 2019. Dałam więc sobie czas do marca aby zrobić z tym porządek i nie do końca mi się to udaje.

W swojej diecie kieruję się zaleceniami dr Ewy Bednarczyk Witoszek, jednak nie jest to dieta idealna w moim wykonaniu bo nie uzyskuję spektakularnej poprawy stanu zdrowia. Nie dziwi mnie to, bo ja w swoim życiu nadużyłam już chyba wszystkiego i pewnie wiele produktów mnie uszkadza a ja nie do końca potrafię je rozpoznać. Lubię też mieszać różne warzywa w jednej sałatce a EBW zaleca posiłki o jak najmniejszej ilości składników. To mieszanie utrudnia rozpoznanie "sprawców".
Spożywam jeden rodzaj białka na dobę (czasami dwa ale wtedy drugie jest roślinne), ograniczam węglowodany do 50 gr dziennie (przynajmniej się staram), nie jadam traw (no, bardzo rzadko), stosuję IF, rotuję jadane produkty. Jak mi się coś jeszcze przypomni to dopiszę :)
Będę tu wpisywać swoje codzienne posiłki i efekty pomiarów cukru. Jeśli macie ochotę to zaglądajcie i wpisujcie swoje sugestie bo ja wciąż poruszam się jak dziecko we mgle. Myślę jednak nieśmiało, że innym też może to pomóc.
Zapraszam.
Ostatnio zmieniony wtorek 20 11 2018, 07:01 przez Pugi, łącznie zmieniany 3 razy.

Reklama wspiera rozwój strony:
'

Pugi
Posty: 951
Rejestracja: piątek 12 01 2018, 19:30

Re: Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: Pugi » poniedziałek 12 11 2018, 14:10

Białko - wołowina.
Na czczo cukier 136. Waga 132 kg.
10.30 flaczki wołowe i kawa z olejem kokosowym. Węglowodanów 4,5 gr. Cukier po tym 143.
15.00 sałatka: 100 gr sałaty masłowej, 196 gr pomidora, 7 gr czosnku, 1 awokado, 3 łyżki oliwy z oliwek. Węglowodanów 21,2. Po sałatce powód do świętowania. Na glukometrze 99. Poniżej 100 jeszcze nie miałam od kiedy zaczęłam mierzyć cukry.
17.00 powtórka, flaczki. Po godzinie 139.
Nie idealnie ale zawsze nie 200.
Ostatnio zmieniony poniedziałek 12 11 2018, 19:35 przez Pugi, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
Grzegorz
Administrator
Posty: 307
Rejestracja: wtorek 15 12 2015, 17:22
Płeć:
Kontakt:

Re: Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: Grzegorz » poniedziałek 12 11 2018, 14:16

Pugi,
Myślę, że czytelnikom przyda się informacja, jaką masz cukrzycę (w sensie jakiego typu), od jak dawna i czy podajesz insulinę.

Pugi
Posty: 951
Rejestracja: piątek 12 01 2018, 19:30

Re: Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: Pugi » poniedziałek 12 11 2018, 15:26

Grzegorzu, dopisałam ;)

aaaaq
Posty: 1887
Rejestracja: czwartek 26 01 2017, 11:58

Re: Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: aaaaq » poniedziałek 12 11 2018, 17:26

kawał dobrej roboty Pugi :)
Będę trzymać kciuki.
mam tylko nadzieję, że nadal będziesz odwiedzać wątek DDP :)

Co do sałatek wieloskładnikowych - też kiedyś miałem taki problem, ale z czasem on jakby się zmniejszył, prawie całkowicie zniknął. Zmieniło się też moje podejście...coś na zasadzie - jak się nie ma co się lubi to się lubi to co ma...
spróbuj robić sałatki małoskładnikowe z tego co najbardziej lubisz, a potem w ramach eksperymentów wymieniaj składniki na inne...z czasem smaki też się zmieniają...

Pugi
Posty: 951
Rejestracja: piątek 12 01 2018, 19:30

Re: Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: Pugi » poniedziałek 12 11 2018, 18:39

Pewnie, już odwiedziłam. :D

Szczepan
Posty: 20
Rejestracja: sobota 03 11 2018, 05:49

Re: Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: Szczepan » poniedziałek 12 11 2018, 21:26

Cześć Pugi

Ja na twoim miejscu zrzuciłbym trochę kilo. Wiem, że łatwo powiedzieć ale da się to zrobić, a w cukrzycy to podstawa. Na jakiś czas odstawilbym mięso. Warzywa i owoce poniżej 800 kalorii na dzień (o ile dobrze pamiętam z diety Dabrowskiej) na mnie działały niesamowicie(nie czułem głodu). Kilogramy leciały strasznie. Był moment, gdy sam się tego przestraszyłem. Spróbuj. Ja miewałem dni w których jadłem przez cały dzień - 2 grapefruity, pół brokuła, 2 jabłka mały pojemniczek mieszanki sałat. Chociaż uwielbiam jeść. Czułem się doskonale. Tylko pierwsze 2/3 dni były ciężkie.

Ustabilizujesz wagę, ustabilizujesz organizm, ustabilizujesz cukry. Pozdrowienia

Awatar użytkownika
Grzegorz
Administrator
Posty: 307
Rejestracja: wtorek 15 12 2015, 17:22
Płeć:
Kontakt:

Re: Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: Grzegorz » poniedziałek 12 11 2018, 22:27

Szczepan, obawiam się, że ta rada nie ma zastosowania dla osób, które mają przeszłość z impulsywnym objadaniem się. Sama Pugi przyznała, że ma problem z głową, więc głodowanie raczej nie dla niej. Takie osoby pogłodują kilka dni, a potem w nocy włamią się do piekarni cukierni i zjedzą 20.000 kcal.
Każdy się zgodzi, że utrata wagi się bardzo przyda w cukrzycy, ale u niektórych osób nie jest to takie proste. Często ograniczenie węglowodanów, a jedzenie białka i tłuszczu wystarcza. Niestety niektórzy nie chudną z powodów hormonalnych albo za dużego stresu. Kluczem do utraty wagi wtedy jest poprawa snu, zajęcie się tarczycą i podwzgórzem - przy jednoczesnym ograniczaniu węglowodanów i takim oszukiwaniu mózgu, by czuł się szczęśliwy. U różnych ludzi to różnie wygląda, ale trzeba jeść coś, co zajmuje dużo miejsca, by mózg miał sygnał o pełnym żołądku, a także pokarmy dające poczucie sytości (tłuszcz i białko) i nawet czasem coś, co wydaje się słodkie (np. ksylitol). Wtedy trzeba dokładnie przeczyścić dom i wyrzucić wszystko, co ma dużo węglowodanów, np. z czekolad mieć tylko 90% i więcej. Niestety trudne, jak się mieszka z rodziną.

Pugi
Posty: 951
Rejestracja: piątek 12 01 2018, 19:30

Re: Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: Pugi » wtorek 13 11 2018, 08:01

Cześć Szczepan!
Ja na swoim miejscu też zarzuciła bym trochę kilogramów :mrgreen: Nawet już zrzuciłam. Ważyłam 160, a teraz 130.
Właściwie całe moje życie to jedno wielkie odchudzanie od trzynastego roku życia. Wypróbowałam już chyba każdą dostępną dietę i wiele z nich było naprawdę skutecznych. Do czasu aż sukces mnie uśpił albo stało się coś co odwróciło moją uwagę od ciągłego kontrolowania się, np dziecko zachorowało i ani się spostrzegłam jak waga już leciała w górę i żadną siłą nie mogłam tego zatrzymać. Zdarzało mi się chudnąć 20, 30, 45 kg. Tyle, że mój organizm uważa że może przetrwać i nie grozi mu śmierć głodowa jak ma duże zapasy a chudnięcie odbiera jako zagrożenie życia. Ratuje mnie od śmierci prowadząc do śmierci. Błędne koło.
Pisałam już kiedyś o NGM i totalnej biologii.
Doszłam do tego w jaki sposób zapisał się ten program ale nie jestem w stanie go wykasować.
Na poście Dąbrowskiej schudłam w ciągu 6 tygodni 18 kg. A po skończeniu postu przybrałam z nawiązką. Dobrze się na nim czułam bo zawsze się dobrze czuję kiedy chudnę. Ale też niezbyt komfortowo z tego powodu, że jedzenie było dość obrzydliwe. Nie dlatego, że nie lubię warzyw i owoców. Wręcz przeciwnie ale tamten reżim i zastosowanie się do wszystkich zaleceń sprawiały, że miałam odruch wymiotny na sam widok zupki warzywnej w tym wydaniu.
Miałam też jakiś czas temu doświadczenie z RAW. I tutaj oprócz tego że chudłam i czułam się super to i jedzenie mi smakowało. Dlaczego przerwałam? Z powodu mojego uzależnienia. Dlaczego teraz go nie stosuję? Bo ostatnio koktajl z zielonej pietruszki i kiszonego ogórka podniósł mi cukier i sok z dyni z dwiema łyżkami soku z winogron też podniósł mi cukier. A wypicie koktajlu z sałaty bez dodatku banana czy jabłka czy daktyla to naprawdę żadna przyjemność. Cóż, wtedy gdy jadłam te wszystkie surowizny nie mierzyłam cukru.
Ale próbuję dalej...
Dzięki za Twój wpis. Zmiany będą jakieś. Być może ograniczę mięso bo jedząc je czuję się jak kanibal ale też najbardziej świruję na jego punkcie. Wiem o czym mówię bo przez 12 lat byłam wegetarianką. Tęsknię za tym okresem ale nie miało to wpływu na chudnięcie.
Teraz staram się trzymać tych zasad co EmmA czyli DDP a ten system dopuszcza wszystkie diety, byle służyły.

Pugi
Posty: 951
Rejestracja: piątek 12 01 2018, 19:30

Re: Dziennik żywieniowy Pugi

Post autor: Pugi » wtorek 13 11 2018, 09:48

Grzegorz, wykazałeś się sporą wiedzą na temat kompulsywnego objadania się. Ja wolę nazywać rzecz po imieniu i używam zwrotu kompulsywne obżarstwo. Tak to właśnie wygląda jak piszesz.
Ja nie włamuję się w nocy do piekarni. W ogóle jedzenie w nocy mnie nie dotyczy, tego Siła Wyższa postanowiła mi oszczędzić. Ale ostatnio opisywałam w wątku DDP moje zmagania z żeberkami, które upiekłam a sama w tym dniu miałam jakieś inne białko. Jak mnie skręcało w czasie gdy mąż jadł obiad. Jak one mnie wołały z lodówki. Jak nie mogłam się na niczym skupić ani myśleć o niczym innym.
Jak nie dawały spać a jak już dały to mi się śniły. Aż wpadłam na pomysł, żeby swoją porcję wziąć do osobnego pojemniczka i... stoi w nim do tej pory. To mnie uspokoiło.
Przestałam czuć zagrożenie, że dla mnie zabraknie i zginę śmiercią głodową :lol:
Teraz mogę już razem z Wami pośmiać się z tego ale gdy to się dzieje to wierzcie mi, nie jest wtedy do śmiechu.
Relaks jest bardzo ważny, masz rację. Stosuję różne techniki już od 31 lat. Zaczęłam gdy przygotowywałam się do porodu mojego najstarszego syna. Potwierdzam, jest bardzo skuteczny i pomógł mi w bardzo wielu sytuacjach życiowych. Jednak w kwestii chudnięcia jest w moim, podkreślam moim przypadku niewystarczający. Mój stres jest bowiem tak permanentny, leżący u samych podstaw mojego istnienia, że wciąż wraca pomimo mojej ustawicznej pracy nad nim. Samo uświadomienie sobie skąd się bierze nie pomogło. Jednak cierpliwie wyciągam go na powierzchnię mojej świadomości, wydłubuję go po kawałeczku, oświetlam i obserwuję. Nawet go polubiłam w pewnym sensie i czuję wdzięczność bo on przecież ma na celu uchronić mnie przed śmiercią.
Zauważam jednak pewne zmiany. Wygląda on już mniej przerażająco i paraliżująco jak kiedyś więc kto wie, może kiedyś, może już niedługo zupełnie pozwolę mu odejść.
Dziękuję za wpis. Poczułam się zrozumiana przez Ciebie a to dla mnie ważne.

ODPOWIEDZ