Jan Nadzieja

Jest Jan Brzechwa, którego wiersze uwielbiałam jako dziecko. Nadal czasami do nich wracam (Zakazany owoc).
Jest Jan Sebastian Bach, którego utwory bardzo często mnie uspakajają.
Jest Jan Matejko, którego obrazy są niesamowitym źródłem wiedzy historycznej.

Niedawno poznałam Jana, który dał mi ogromną nadzieję. Z tego też powodu postanowiłam nazwać go: Janem Nadzieją.

Kiedy zdiagnozowano u mnie cukrzycę, bez trudu zalazłam w Internecie znane osoby z tą chorobą. Okazało się, że jest ich bardzo dużo. Kilkoro z nich poznałam osobiście. Dali mi nadzieję, że można z tą chorobą żyć, i to całkiem przyzwoicie. Zdobywać nawet medale na olimpiadzie.
Kiedy postanowiłam odstawić insulinę i żywić się tak, żeby się nie kłuć, znalezienie osób z takim podejściem graniczyło z cudem. Znalazłam doniesienia naukowe, artykuły, książki, w których jest udokumentowane, że tą metodą wyleczono z cukrzycy typu I. Nie miałam jednak możliwości, aby podejść i zapytać o to wszystko, do czego doszłam sama metodą prób i błędów.
W sumie to się nie dziwię. Tacy ludzie cieszą się powrotem do zdrowia i szkoda im czasu oraz energii na przebijanie się przez grube mury hejtu i zasad współczesnej diabetologii.

Szkoda, że jeszcze trudniej jest znaleźć lekarzy, według definicji z „Przysięgi Hipokratesa”:

Zdrowy tryb życia i sposób odżywiania się zalecał będę wedle swoich sił i osądu, mając na względzie pożytek cierpiących, chroniąc ich zaś przed szkodą i krzywdą.

Natomiast Thomas Edison powiedział :
Lekarz przyszłości nie poda żadnych lekarstw, ale zmotywuje pacjenta do dobrego wykorzystywania jedzenia, świeżego powietrza i ćwiczeń.

7 najlepszych lekarzy

Dlatego tak bardzo się ucieszyłam, kiedy Jan zostawił swój komentarz pod moim wpisem
Ja i moja cukrzyca typu I. Od razu napisałam do niego maila.
Z jednego maila, zrobiło się kilka. Za zgodą Jana postanowiłam zamieścić naszą korespondencję.

Hej, ja mam cukrzyce typu I od 2010 roku, jestem po medycynie, nie biorę insuliny.

eMMa: BARDZO Ci dziękuję, że zostawiłeś komentarz na stronie.
Jak napisałam, chętnie poznam Twoją historię.
Sześć lat to BARDZO dużo!! GRATULUJĘ!!!
Czy będę mogła opublikować nasze maile?

Jan: W zasadzie jest mi wszystko jedno. Grunt, aby poszło w świat.
Fajnie by było, gdyby ludzie zmienili podejście i trochę świadomość do cukrzycy.
Fajnie to opisałaś u siebie.
Mimo, że sam jestem lekarzem uważam, że niektórzy z branży medycznej mają wąskie pole patrzenia i uważają, że insulina to jedyna droga. Nie wiem na ile bezpieczna jest taka metoda, jaką ja sam siebie prowadzę, ale liczy się efekt. Niewielu ludzi z cukrzycą typu 1 może się pochwalić hemoglobiną glikolowaną: 5.9% po sześciu latach choroby 🙂

eMMa: 5,9% – pięknie 🙂
Czy ktoś Cię prowadzi?
Znasz kogoś, kto jest w podobnej sytuacji i kierował dietą?

Jan: Tak, mam lekarza diabetologa, który wie, co robię – na początku nie do końca był zadowolony (tu właśnie nawiązuję do Twojego tekstu – lekarz mówił, że to źle, żeby tyle ćwiczyć, że węglowodany są bardzo potrzebne i nie da się tak żyć).
Po jakimś czasie Pani doktor zaczęła nabierać przekonania do mnie. Fakt też jest taki, że byłem uparty, miałem po prostu lęk przed insuliną, gdyż jestem osobą aktywną fizycznie straszliwie bałem się hipoglikemii.
Sporo rzeczy pokrywa się z Twoją historią opisaną na stronie.

Wszystko zaczęło się w 2010 roku – to był sam początek stycznia.
Objawy miałem książkowe. Początkowo nie wiedziałem, co się dzieje.
Trwało to kilka dni, może tydzień. Straciłem na masie kilka kilogramów (żeby nie skłamać: około sześć). W końcu pojechałem do lekarza, gdzie glukometr pokazał tylko literkę „h”, po skierowaniu do laboratorium wyszło, że miałem 895 mg% glikemię.
Lekarze zastanawiali się, skąd i jak to możliwe, że normalnie funkcjonuję, no ale wyszło na to, że się zaadaptowałem w jakiś sposób.
Oczywiście dla mnie szok, nie zdawałem sobie sprawy, czym jest cukrzyca.
Na początku masakryczny dół. Niechęć do wszystkiego, wydawało mi się, że jestem gorszy od reszty. Generalnie czułem się jak śmieć. Jak przynieśli mi glukometr i peny to wtedy myślałem, że będę tego badziewia używać dzień w dzień.
Po wyrównaniu glikemii wyszedłem ze szpitala jako świeżak.
Co z tego, że uczyłem się na Uniwerku Medycznym na kierunku lekarskim.
Teraz sam byłem pacjentem, jedyną przewagą była chęć poznania tej choroby czy jak to tam nazwać.
Wychodząc ze szpitala miałem ustalone: 32j insuliny na dobę, rano 8j Levemir, wieczór 8j Levemir, reszta Novorapid doposiłkowo rozbite na 3 iniekcje.
W domu z przerażenia jadłem mało, a insulinę brałem, jak mi kazali. Przez to miałem hipoglikemię 36 do 40.
Stwierdziłem, że tak nie może być, poszedłem wtedy do starszej znajomej internistki. Powiedziała, żebym zmniejszał ilość insuliny.
W międzyczasie czytałem o diecie. Powolutku wprowadzając w życie. Po kilku dniach brałem 16j insuliny i wciąż miewałem hipoglikemię.

eMMa: Jaka to dieta? Jak ją znalazłeś?

Jan: Dieta polegała głównie na eliminacji węglowodanów, szczególnie prostych. Unikałem tych złożonych, bo wtedy widziałem wyraźny efekt na glukometrze. Wprowadziłem sporą ilość gotowanego mięsa i duszonych ryb. Wyszukiwałem też warzywa, które mają niski IG i są po prostu smaczne.

W międzyczasie moja mama złapała kontakt do pewnego doktora – od tego wszystko się zaczęło.

eMMa: Czy myślisz, że możemy napisać imię i nazwisko tego lekarza?

Jan: Chyba wolałbym jednak, żeby pozostał anonimowy.

Doktor ten nakierował mnie na zdrowe życie, odpowiednią ilość ruchu fizycznego, no i uzupełnianie niedoborów. Dostałem od niego sporo materiałów na temat żywienia i zalecenia, jakie suplementy mam przyjmować.

eMMa: Ponieważ minęło już sześć lat, czy nadal uważasz, że jego zalecenia są skuteczne?
Czy jest szansa, żebyś je sobie przypomniał?

Jan: Większość zaleceń stosuje do dziś, oczywiście główny nacisk na dietę i wysiłek fizyczny.
Jeśli chodzi o uzupełnianie suplementów to bywa różnie, staram się nie robić przerw, gdyż wtedy to ma sens, żeby stale uzupełniać niedobory.
Były to omega 3, wapń, magnez, cynk, enzymy z ananasa.

eMMa: W jakiej dawce?

Jan: Dokładnych dawek zleconych przez doktora niestety nie pamiętam, jak tylko znajdę odpowiednie materiały, to od razu dam znać. Mówił też, że chciałby, żebym był mimo wszystko pod kontrolą diabetologa.

eMMa: Czy to oznacza, że nie jest diabetologiem?

Jan: Doktor, który przekazał mi wskazówki na temat diety i stylu życia nie jest diabetologiem – o ile dobrze pamiętam, jest specjalistą w dziedzinie chorób wewnętrznych.

Zupełnie przypadkiem znalazłem diabetologa, który po zobaczeniu moich cukrów kazał mi także zmniejszyć insulinę mówiąc, że prawdopodobnie zaczyna mi się „miesiąc miodowy”.
Około tygodnia brałem 2j Levemir wieczorem (całodobowa insulina).
Poszedłem na wizytę, jak zobaczył, że mam dobre cukry, kazał odstawić zupełnie Levemir i trzymać dietę.
Jeden z fajniejszych dni w moim życiu – jak dowiedziałem się, że mogę żyć bez insuliny. Po trzech miesiącach poszedłem znów na kontrolę, miałem hemoglobinę koło 5,5%. Doktor stwierdził, że to długi miesiąc miodowy, ale na wszelki wypadek zlecił mi badania, żeby się upewnić czy to cukrzyca typu jeden. Oczywiście wyszło, że to typ 1. Od tego momentu chodziłem do diabetologa tylko po paski, hemoglobinę robiłem średnio co 3-4 miesiące. Uprawiałem duże ilości sportu, starałem się wykluczyć kompletnie węglowodany.
Jadłem głownie mięsko przygotowane przez siebie, surowe warzywa. Ludzie patrzyli na mnie jak na idiotę, jak jadłem swoje posiłki, ale miałem to w dupie, bo w sumie nie ich zdrowie tylko moje.
Taka sielanka trwała do początku 2015 roku. Mianowicie zmieniła mi się sytuacja w życiu i najzwyczajniej w świecie się zaniedbałem, przestałem ćwiczyć, przez co miewałem większe glikemie. Po zrobieniu hemoglobiny miałem 6,7%.
Pierwszy raz taka duża hemoglobina, szok. Diabetolog powiedziała, że widocznie miesiąc miodowy się skończył. Ja przez słabe nastawienie trochę ją popaprałem i położyłem się do szpitala w celu „ustawienia mnie na insulinie”.
Jak powiedzieli, tak zrobili. Brałem około 20 jednostek na dobę.
A cukry jak rożne były, tak pozostały.
No ale nic. Robiłem tak dwa, może trzy miesiące. Potem wyjechałem w góry w okresie wakacyjnym. Był to pierwszy bardziej intensywny ruch od pół roku, więc zaczęły się spadki, Moja narzeczona ratowała mnie kilkukrotnie jakimiś tabletkami czy płynną glukozą, miałem oczywiście glukagon ze sobą. Po powrocie z gór nastąpił przełom, który był spowodowany złym podaniem insuliny.
Oglądaliśmy film, w kilka osób. Piliśmy piwo, ja wypijałem z reguły dwa piwa na wieczór – po piwie glikemia mi z początku wzrastała do maks 200 mg%, potem ładnie leciała do 120 mg% i tak się trzymała, pech chciał, że podałem sobie 12 j Lantusa i wbiłem się w naczynie jakieś widocznie większe. Z tych 200 cukier spadł mi w przeciągu kilku minut do 43, ewakuowano mnie na SOR.
Tamtego wieczoru stwierdziłem, że znów wracam do diety i wysiłku.
Z dnia na dzień odstawiłem insulinę bez konsultacji z diabetologiem, kupiłem cały szereg suplementów, zacząłem znów starannie przygotowywać posiłki i ćwiczyć od godziny do kilku dziennie. Piszę, że kilku, ponieważ każdy ruch tak traktuje, np. jazdę na rowerze po 3-4 godziny, jak tylko był czas. Przez to zdarzenie z tym Lantusem wyrobiłem sobie nerwicę, miałem lęk przed hipoglikemią, mimo że nie brałem insuliny, badałem glikemię po 10-15 razy na dobę. Lekarz, który wypisywał mi recepty, posądził mnie o to, że je sprzedaje. Z czasem jak zobaczyłem, że w trakcie wysiłku glikemia nie spada mi poniżej 65 mg%, lęk zaczął odchodzić. Teraz jest dobrze, ćwiczę codziennie, pracuje jako lekarz.
Przez 6,5 roku cukrzycy insulinę brałem około 6 miesięcy, cukier powyżej 200 mg% miałem koło 10 razy przez cały ten okres, ostatnio robiłem hemoglobinę to miałem 5.9%.

eMMa: Niesamowite. Bardzo dziękuję, że chciałeś się tym podzielić.
Niesamowite jest to, że każdy z nas jest inny, a mimo to, życie, jakie wybraliśmy – podobnie trudne.
Ja niestety nie mam dobrego diabetologa. Paski bardzo często muszę kupować bez recepty, jeżeli chcę sprawdzać cukry tak często, jak bym chciała.
Dałeś mi ogromną nadzieję.

Jan: Generalnie to większość lekarzy krzywo się patrzy i mówi, że bez insuliny nie ma życia. U mnie po sześciu latach jest nieźle, nie wiem, co będzie za następne sześć.
Ja mam nadzieję, że takie informacje nie zaszkodzą ludziom, bo z nieodpowiednim zachowaniem ktoś może zrobić sobie krzywdę – mam na myśli, zła dietę albo nieumiejętność wyeliminowania węglowodanów…

eMMa: A czy bardziej nie szkodzą zasady współczesnej diabetologii wykluczające nasz sposób podejścia?
Co to znaczy „nieumiejętność wyeliminowania węglowodanów”?

Jan: To jest dość trudne pytanie – uważam, że poziom diabetologii jest wysoki, jednakże uważam, że nie można wierzyć tylko w farmakologię i trzymać się sztywno zasad. Ponoć medycyna to sztuka – nie wszystko poznano. Myślę, że to po prostu jedna z metod prowadzenia cukrzycy typu 1, nie mam pojęcia, czy sprawdza się u wszystkich. Jedynym sposobem żeby to sprawdzić, to właśnie szukać takich osób jak my, poznawać ich historie, analizować, eliminować błędy dietetyczne .
Jeśli chodzi o nieumiejętność wyeliminowania węglowodanów miałem na myśli to, że dieta, którą stosuję (poniekąd robię to na własne ryzyko), nie wiem niestety jak wpłynie na mój organizm. Nie można nic robić gwałtownie. Na pewno trzeba robić to stopniowo, badać glikemię, analizować „zachowanie” swojego organizmu. Bo przecież robimy to po to, by było nam lepiej a nie gorzej 🙂

Wszystko jest możliwe

eMMa
„Sweet tooth”

* fragment Przysięgi Hipokratesa, źródło pl.wikipedia.org

** ja, najbardziej czego się bałam (po odstawieniu insuliny), to że po wysiłku moje cukry będą tak niskie, że się nie obudzę. Nie zapomnę tego strachu (Miesiąc miodowy). Ale tak jak u Jana, i każdego zdrowego człowieka, mój organizm świetnie sobie z tym poradził. Jednak ile mnie to kosztowało strachu i nerwów, to tylko wie ten, kto to przeżył. Teraz wiem, że było to niepotrzebne. Cóż, trudno o spokój, kiedy diabetolodzy straszą, że najnormalniej w świecie cukry tak mi spadną, że zamknę oczy na zawsze.

Pierwszy wpis z tej serii: Ja i moja cukrzyca typu I
Następny wpis – Związek mojej cukrzycy z paleo


Podyskutuj o cukrzycy i jej leczeniu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!

Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.


Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

7 myśli nt. „Jan Nadzieja”

  1. Droga eMMo! Czytam Twoje wpisy od samego początku. Nie mam cukrzycy, choruję na Hashimoto i ciągle szukam przyczyny.
    Wyrazy uznania dla Twojej determinacji.
    Piszę dziś, ponieważ od jakiegoś czasu czytam książki Waltera Lasta niemieckiego biochemika, naturopaty, żywieniowca, terapeuty, obecnie na emeryturze. Wiele z jego zaleceń już wcieliłam w życie i jestem Tym człowiekiem coraz bardziej zafascynowana. Dziś przypadkiem wpadł mi w ręce ten oto artykuł http://www.health-science-spirit.com/diabetestreatment.html i pomyślałam, że może chciałabyś się z nim zapoznać (o ile już go nie znasz). Last jest też autorem książki „Jak wyleczyć się z cukrzycy”. Pozdrawiam.

    1. Droga Malgoniu, bardzo dziękuję za informację o W. Last’cie.
      Nie słyszałam o nim wcześniej.
      Niesamowite jest to, że w tym artykule 90% pokrywa się z tym, co ja robię.
      Jeszcze piękniejsze jest to, że kolejna osoba (czarno na białym) twierdzi, że o wyleczeniu cukrzycy typu I nie decyduje staż choroby!!
      Jedynie: im dłużej się choruje, tym dłużej organizm potrzebuje czasu, żeby wyzdrowieć. Ale to już wiele autorów podkreśla ( ja też o tym wspominałam).
      Obowiązkowo kupię, przeczytam i opisze swoje wnioski.
      Jeżeli chodzi o Twoje Hashimoto, to jestem przekonana, że skoro szukasz to znajdziesz przyczynę. Prędzej czy później.
      Pozdrawiam serdecznie

      1. Walter Last to naprawdę wielki, mądry człowiek. Bardzo się cieszę, że mogłam pokazać Ci coś czego jeszcze nie znasz, może troszkę Ci to pomoże w Twojej walce
        Obecnie, na skutek lektur jego autorstwa zażywam askorbinian z MSM oraz boraks (próbuję w ten sposób pozbyć się mykotoksyn i stanów zapalnych). Liczę na to że będzie to kolejny krok do przodu. Dobrego dnia!

  2. Ja choruje od 10 lat i jako dziecko nie mialam pojecia o leczeniu cukrzycy dieta niestety i uważam ze w moim przypadku odstawienie insuliny byloby zabojstwem chyba juz za dlugo choruje. Nawet gdg jem posilki wylacznie bialkowo tluszczowe to musze sobie podac z 2 j ale lepiej podawac 2 niz 7( kiedy jem wegle) Coz życzę wam zdrowia i dobrych cukrów :*

    1. Avi, w każdej sytuacji, kiedy nie przestrzega się pewnych zasad i cukry są powyżej 135 mg/dl, odstawienie insuliny jest zabójstwem.
      Jeżeli zeszłaś z 7 j do 2j, to jest to ogromny sukces!!
      Jan sam powiedział, że w pewnym momencie zaprzestał odpowiedniej diety, sportu i suplementacji, dlatego musiał wrócić do intensywnej insulinoterapii.
      Dlatego tak wiele opisuję, co jem, kiedy, w jakich ilościach, żeby dać organizmowi szanse na regenerację. Nadal wierzę, że jest to możliwe.
      Ja również życzę zdrowia i dobrych cukrów.

  3. Cóż, wiele zależy od stażu w chorobie, ja na cukrzycę zachorowałem 17 lat temu, jako dziecko. Od 2 lat zainteresowałem się dietą paleo, ale nie sądzę, żebym mógł przeżyć bez insuliny. Owszem, mogę skomponować posiłki tak, by nie dostarczać sobie insuliny krótkodziałającej, ale bez bazy – Lantusa – się nie obejdzie. Może gdybym w czasie remisji zaczął… Ale wtedy nikt nie słyszał o takich cudach 😉

    1. Zawsze będę powtarzał. Dieta nisko-węglowodanowa i metformina – świetny lek, prosto z natury.

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *