Zakazany owoc

Entliczek – pentliczek, czerwony stoliczek,
A na tym stoliczku pleciony koszyczek.
W koszyczku jabłuszko, w jabłuszku robaczek (…)
Entliczek Pentliczek, Jan Brzechwa

Mój ulubiony wierszyk, który przypominałam sobie pod koniec wakacji, gdy zbierałam jabłka w ogródku. Jak tylko pojawiały się, niepryskane, najzdrowsze jakie mogą być – prosto z drzewa. A jak był robak albo ślady dziobów ptaków na skórce, wiedziałam, że jest to podpis: gotowe do spożycia, potwierdza: Matka Natura.
Robaczywe jabłko
Przez dwa miesiące byłam jak ten robaczek z wierszyka:

a w karcie (…) jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami,
Duszone są jabłka, pieczone są jabłka
I z jabłek szarlotka, i kompot, i babka!
Entliczek Pentliczek, Jan Brzechwa

Celebrowałam każde jabłko, które zebrałam. Były to jedyne owoce, które mnie nie uczulały.

W pewnym momencie weszła do Polski moda na konserwanty, pestycydy, wzmacniacze smaku, które zaczęły stanowić nieodzowny skład owocu. Od tego czasu pojawiła się u mnie alergia. Reakcja natychmiastowa: usta opuchnięte jak u glonojada (czyli jak u większości polskich celebrytek), wysypka.
Czasami śmiałam się, że mogę być testerem zdrowego żywienia.
Najbardziej zdziwiłam się, jak w sklepie ze zdrową żywnością, (gdzie za jedno jabłko zimą trzeba zapłacić 5 zł, bo ekologiczne i niby niepryskane) ekspedientka powiedziała: „Pani, teraz to wszyscy wszystko pryszczą. Tylko te ekologiczne mają zdrowszą chemię, ale i droższą, stąd ta cena”.
A to ciekawostka: zdrowsza chemia…

Po cytrusach, jak wymyłam płynem do mycia naczyń, sparzyłam wrzątkiem, moja reakcja była mała albo znikoma. Skąd wiedziałam, że uczulają mnie konserwanty a nie owoc? Wystarczyło, że pojechałam do Grecji. Jadłam pomarańcze prosto z drzewa – nawet nie musiałam myć skórki, nie były niczym pryskane i nie miałam żadnej rekcji uczuleniowej. Zresztą jak coś jest zbierane jak jest zielone, to żeby pięknie wyglądało na półkach sklepowych, potrzebuje kąpieli w regulatorach wzrostu oraz innej chemii. Podobno niektóre „wspomagacze” potrafią poparzyć ręce pracownikom, którzy zbierają takie plony.

Od zachorowania na cukrzycę dowiedziałam się jednej z tysiąca podstawowych zasad: najmniej cukier podnosi owoc ze skórką, obrany – już więcej, obrany i pokrojony – jeszcze więcej. A rozciapany, ugotowany, starty, przerobiony na sok – to najbardziej.
Ja bym jeszcze dodała: a wcale, jak się go nie zje!

Z sokami nigdy nie miałam problemu. Nie przepadałam za nimi. Byłam nauczona pić wodę.
Ale do owoców, to mnie ciągnęło.
Do czasu… zauważyłam, że owoce podnoszą mi cukry, a już jedzone w dniu z białkiem zwierzęcym (będę jeszcze o tym pisać) np. z kurczakiem, cukry nie schodziły poniżej 200 glc.

Zauważyłam, że po owocach potrafię mieć wysokie cukry po godzinie i po dwóch, i następnego dnia rano.
Gdzieś przeczytałam, że skoro je się tłusto, to owoce nie służą i organizm potrzebuje trzech dni, by przejść z diety tłustej (np. dr Kwaśniewskiego) na „raw food” (surowe owoce i warzywa).
Oglądałam na youtube filmiki, jak na diecie „raw food” leczą w Stanach z cukrzycy. Jednak mają własne uprawy, a ja z własnych upraw mam tylko jabłka.

Postanowiłam zrezygnować z owoców.
Herbata zielona z żurawiną, herbata z cytryną… musiały pójść w odstawkę.

Aż pewnego razu, TRACH!! poszło więzadło krzyżowe w kolanie.
O matko, jaka byłam wkurzona. Byłam okropnie wściekła na siebie, że skoczyłam tak niefortunnie.
Głupi skok, a konsekwencje dla mnie straszne: leżenie w łóżku i oszczędzanie nogi. Najbardziej żal mi było treningów boksu.
W końcu znalazłam sport, który mi odpowiadał.
Pokochałam go, za to, co dawał mojemu ciału i psychice. Dwie godziny katorżniczych ćwiczeń. Czułam, że żyję. Cukry po nich miałam 70 glc. No i rękawice… Dopiero przyszły z Pakistanu. Byłam w nich tylko na kilku treningach, nawet nie zdążyłam ich spocić. Ani się nimi nacieszyć.
Ale teraz, to sobie mogę pomarzyć… rehabilitacja, operacja, z rok albo i dłużej nie będę gotowa na takie treningi.
(po zdiagnozowaniu u mnie cukrzycy, wypisując mnie ze szpitala, razem z rozpiską, ile insuliny mam podawać i jak ją zwiększać (!), dostałam informację, że ze sportem to muszę się wstrzymać minimum pół roku… wytrzymałam pół… tygodnia).

Dwa tygodnie leżenia z nogą w górze. A później kolejne o kulach jak inwalida.
Ja, ja która w najgorszym samopoczuciu robiłam 5 km, bo mnie nosiło. Jedyną moją aktywnością była wyprawa do łazienki. Zajmowało mi to na początku tyle, co przebiegnięcie sporego dystansu i byłam równie spocona.

Ale jak już leżałam taka poobijana, to wmawiałam sobie, jak zawsze gdy dopada mnie coś, co mnie zwala z nóg: Pamiętaj, wszystko jest po coś. Nie zmienisz już tego. Stało się.
Nie pomagało.
Teraz wiem, że było to po to, żebym mogła jeszcze bardziej zweryfikować dietę i trafić na paleo protokół autoimmunologiczny. Co to za sztuka zjeść coś, co podnosi cukier i pójść na trening. Żadna. Sztuką jest się nie ruszać, a mieć cukry w ryzach.

I codziennie sobie powtarzałam :

Problemy, zabawnekartki.pl

Tyle, że ja z tymi kulami i cukrami, nie mogłam sobie na początku poradzić… Ech…

Postanowiłam wykorzystać sytuację i dać się porozpieszczać, skoro byłam mało sprawna i obolała.
Przyjechała moja siostra – przeciwniczka mojej diety z dużą ilością tłuszczów, wegetarianka, fanka diety „raw food”.
Pomyślałam, co mi szkodzi – kupi, przyniesie, wymyje, poda – co ja będę wybrzydzać.

Rano banan – cukry niezłe, ale już 130- 140 glc. Czyli jak dla mnie, nie do końca dobre. Później 150 gr borówki amerykańskiej – cukry 300 glc po godzinie i po dwóch. Czyli muszę podać insulinę… Przecież nie wstanę i nie pobiegnę… :/
No dobra, może to dlatego, że mam stan zapalny, a wtedy cukry szaleją i podaż insuliny musi być większa. Tak, na bank to jest powód. Jak to sprawdzić? Wystarczyło, że usmażyłam na jednej łyżce oleju 150 gr (opakowanie) mieszanki kiełków na patelni z solą – cukry były do 135 glc. Uff… jest OK. Czyli to nie stan zapalny. A na brzuchu, po podaniu insuliny siniak… Trafiłam w naczynko… teraz to wyglądam jak po niezłym wypadku: brzuch siny, kolano jak bania, łydka fioletowa…

No dobra, dzień drugi: ranne cukry… szkoda gadać. Po bananie, kiwi – masakra, po borówkach – też, grejpfrut- w nim nadzieja, bo najmniej podnosi cukier (sparzony, wymyty w sodzie). Też kiepsko. Znowu insulina. Doposiłkowa, krótkodziałająca. Bazy (długodziałającej ) nie podawałam już od roku. Ale jak tak dalej pójdzie, to będzie trzeba… Zjadłam wieczorem sałatę, rzodkiewkę, ogórki małosolne – cukry do 135glc, czyli to jednak nie stan zapalny.

Eksperymentowałam cztery dni z owocami. Cztery dni musiałam podawać insulinę, żeby zbijać cukry. Stwierdziłam: koniec eksperymentów!!! Owocom dziękuję.
Według powszechnej opinii, w owocach jest bardzo dużo witamin i trzeba je jeść.
Ciekawe, bo ja tam widzę samą chemię. Jem warzywa. W nich też są witaminy, no i nie podnoszą mi tak cukrów.

W pierwszych tygodniach po zdiagnozowaniu cukrzycy, kiedy chodziłam po diabetologach, dietetykach moja lista rzeczy, których nie mogłam jeść, tylko rosła (a i tak była całkiem krótka w porównaniu do tej z dzisiaj), w rozpaczy i z niemocy wykrzyczałam:
To co ja, do diaska, kurczę, mam jeść?!
Tego nie mogę, tamtego nie mogę, mam olej pić?!?!
Teraz wiem, że nie minęłam się dużo z prawdą…

Szkoda mi trochę tych owoców, ale…

(…) ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta!(…)
Entliczek Pentliczek, Jan Brzechwa

eMMa
„Sweet tooth”

Pierwszy wpis z tej serii: Ja i moja cukrzyca typu I
Następny wpis z serii: Gdy poranne wstają zorze


Podyskutuj o cukrzycy i jej leczeniu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!

Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.


Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

6 myśli nt. „Zakazany owoc”

  1. Hej tez jestem cukrzykiem…i niestety nasza choroba nie nalezy do latwych:/ … Tez jem paleo ale czesto musze podać 1-2 jedn.. Ba posiłek.

  2. Już się w tym wszystkim pogubiłam… A co sądzisz o np. takim rozkładzie dziennym posiłków osoby u której podejrzewa się Hashi lub inną chorobę autoimmunologiczną? (w trakcie diagnozy na razie).
    I posiłek: 3 duże lub 4 mniejsze jaja na maśle klarowanym (dużo masła)+ niewiele warzyw (ogórki kiszone)
    II posiłek: 2 duże banany/inne owoce
    III posiłek kawałek mięsa + dużo warzyw różnych, w tym korzeniowych
    Jeśli to wychodzi kalorycznie ok, to takie kompozycje są w porządku według Ciebie? Mam na myśli pod kątem działalnia insuliny…

    1. Rzeczywiście, można się w tym wszystkim pogubić. Jednak wiele rzeczy pokrywa się z protokołem autoimmunologicznym, zgodnie z którym, białka jaj są wykluczone. Mam wrażenie, że chorującym na cukrzyce pod tym względem jest łatwiej, ponieważ poziom cukru wiele weryfikuje. Jak już napisałam wyżej, owoce mi nie służą. Nie wiem, jak Tobie.
      Ale o tym, dlaczego tego samego dnia nie powinno się jeść jajek razem z „kawałkiem mięsa” ,napiszę w przyszłym tygodniu.

    2. Całościowe podejście do opanowania chorób autoimmunoloigcznych znajdziesz w pozycji Amy Myers „Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne. Samodzielna praktyka i leczenie”.
      Na krajowym rynku to chyba jedna książka, która zawiera wyjaśnienie objawów, planu jak opanować układ odpornościowy (zaczynamy zawsze od jelit) i jakie wspracie suplementami zastosować gdy jest taka potrzeba, oraz przykładowe przepisy.

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *