Dekalog eMMy – część I

Odkąd zdiagnozowano u mnie cukrzycę typu I i poinformowano mnie, że intensywna insulinoterapia jest dla mnie jedynym rozwiązaniem, zaczęłam przeszukiwać otchłań Internetu. XXI wiek i jest tylko jedno rozwiązanie?! Zawsze jest jakieś wyjście… Długo nie wiedziałam, czego szukałam. Później okazało się, że szukałam sposobu na siebie. Przepisu, który pomógłby mi określić, kim jestem i dlaczego zachorowałam.

Z każdym megabajtem informacji czułam, że nie będzie łatwo. Prawda jest taka, że gdybym była tym cholernym ideałem, który chce widzieć we mnie pani diabetolog, to nie zachorowałabym na cukrzycę. Ani na astmę. Ani na Hashimoto.

Nie znalazłam jednej definicji. Recepty też nie. Nadal szukam.

W pewnym momencie natrafiłam na wywiad z Małgorzatą Halber, moją idolką ze szklanego ekranu. Jakim szokiem było dla mnie odkrycie, że ta super mądra, błyskotliwa dziewczyna z „5-10-15”, „Vivy”, która zapoznała mnie z Beatlesami, kiedy byłam jeszcze na etapie „Puszka okruszka” Natalii Kukulskiej, przyznaje się, że to wszystko było dziełem alkoholu i narkotyków. Musiałam przeczytać jej „Najgorszego człowieka na świecie”. Mimo, że alkohol i narkotyki dla mnie nie istniały, czułam, że mogę znaleźć w tej książce coś dla siebie. Linijka po linijce, strona po stronie, utwierdzałam się w przekonaniu, że w pełni zasługuje na tytuł mojej bohaterki. I tak, jak kiedyś odkrywała przede mną arkana kolorowego świata muzyki, tak teraz, pokazała wszystkie odcienie szarości bycia uzależnionym.
Samotność w walce z nałogiem. W walce z samą sobą.
Czyli dokładnie to samo uczucie, które towarzyszyło mi ostatnio. Czyż nie walczyłam z samą sobą? Z nałogiem niezdrowego jedzenia?
Czułam, że jednak jest ktoś, kto przeszedł podobną drogę do mojej.

Dopóki się nie zaangażujesz, czujesz wahanie, widzisz szansę na wycofanie i brak Ci efektów. W chwili, kiedy decydujesz się zaangażować, budzi się również opatrzność.” – tak powiedział W. N. Murray, o przygotowaniach na wyprawę w Himalaje. Kurczę, ma chłop rację.
Dokładnie tak się czułam, podejmując się leczenia swojej cukrzycy typu I dietą, a nie insuliną. Totalne odstawienie insuliny i cukry 80- 90 glc 24h/7, to właśnie moje Himalaje…
Zaangażowałam się. Mimo wahania, przerażenia, braku wsparcia. Teraz, z perspektywy czasu mogę napisać, że rzeczywiście, wiele rzeczy zaczęło się układać.
Tak jak rowerzysta na tym zdjęciu, który dokonał tego, ponieważ nie wiedział, że się nie da. Miałam jedną myśl: UDA MI SIĘ!!! I choćby skały srały, dokonam tego!!!

nie-wiedzial-ze-sie-nie-da-demotowywatory-pl

W tym szalonym pomyśle, było (i jest) wiele trudnych, przerażających mnie rzeczy. Jednak na samym początku najgorsze było uczucie osamotnienia. Totalnego braku zrozumienia. Czułam się samotna. Jak cholera. Moi bliscy byli przy mnie, jednak przerażenie w ich oczach nie pomagało mi. O diabetologach nie wspomnę. Szukałam kogoś, kto by zrozumiał jak mi ciężko. I znalazłam właśnie w książce Małgorzaty. Dokładnie rozumiałam cierpienie głównej bohaterki. Zrobiło mi się lżej, jakby raźniej. Mimo, że książka jest o trudzie wychodzenia ze szponów alkoholu i narkotyków. Ale co to za różnica, czy słabością jest alkohol, zboża, nabiał? Zaburzenia jedzenia mają ten sam rdzeń emocjonalny co inne uzależnienia. W moich oczach, cukrzyka i alkoholika dużo łączy. Czy cukrzyca nie jest efektem zaburzonego jedzenia? Moja dieta bardzo różniła się od zbilansowanej i zdrowej paleo. Była zaburzona.

Mało tego, jak mówię komuś, kto choruje na cukrzycę, że wystarczy odstawić nabiał i gluten, to przerażenie, jakie widzę w jego oczach, można chyba porównać do przerażenia narkomana na głodzie. I niech mi ktoś powie, że my, cukrzycy, nie jesteśmy uzależnieni.

Przy zespole nieszczelnego jelita, do organizmu przedostają się kazomorfiny obecne we wszystkich produktach mlecznych. Jeden z dość powszechnie występujących u człowieka genów sprawia, że kazomorfiny przedostają się do receptorów opioidowych, co oznacza, że nabiał traktowany jest jak morfina: poprawia samopoczucie, ale jego zniknięcie z organizmu wywołuje głód narkotyczny.(…) gluten zawiera analogiczne związki zwane gluteomorfiną – to dlatego tak wiele osób nie potrafi go odstawić„Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne” dr Amy Myers

I wszystko stało się jasne. Musiałam znaleźć w sobie pokłady ogromnej odwagi. Jak ogromnej? Świetnie opisuje to poniższy fragment, który znalazłam w książce M. Halber. Tylko „przestać pić”, zamieniłabym na „przestać jeść gluten, nabiał”

Czy nieuzbrojony człowiek, który wchodzi do bandyckiej meliny, musi być odważny? Czy wymaga odwagi, by po trzydziestu latach inwalida odłożył laskę i zszedł bez pomocy po schodach? […] ile trzeba odwagi, żeby przestać pić, nawet wtedy, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że w ten sposób ratuje swoje życie. […] powiedzcie poecie, że nigdy nie będzie mógł snuć marzeń, historykowi, że nigdy nie będzie mógł badać przeszłości, mechanikowi samochodowemu, że nigdy nie weźmie do ręki swoich narzędziDick Selvig Don Riey, „Nie piję” przeł. Irena Doleżal – Nowicka, Warszawa, Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, 1994, s.77.

Chociaż czasami wydaje mi się, że alkoholik ma lepiej, ponieważ w ogóle nie może pić, a my (cukrzycy) jednak musimy coś jeść.

Pierwsze co zrobiłam, to określiłam swój cel.
Moim celem jest totalne wyleczenie się z cukrzycy typu I oraz cukry 80 – 90 glc na stałym poziomie bez insuliny 24h/7.
I dobrze, że ten cel sobie uświadomiłam, ponieważ nieraz, jak miałam wątpliwości, czy dobrze robię (zwłaszcza, gdy cukry wariowały), przypominałam sobie, po co ja do cholery się męczę. Nieraz się przewracałam i przewracam. Ale ile razy małe dziecko się przewraca, zanim zacznie stać i chodzić? Gdybym jako raczkujące niemowlę nie podejmowała w kółko i w kółko prób, nadal chodziłabym na czworakach. Dlatego potrzebuję tego dziecięcego uporu i braku ograniczeń.

padlas-powstan-popraw-korone-i-zasuwaj

Największy fun, to odnajdywać kolejne zasady, które ułatwiają mi niepodawanie insuliny.
Odkryć, że bita śmietana z mleka kokosowego *) nie wymaga kłucia, to jedno.
Spisać zasady, to drugie.
Ale kurczę, przestrzegać – to już osobna historia.
Prawda jest taka, że gdybym zdrowo się odżywiała przez całe życie, nie miałabym cukrzycy.
Jednak tak nie było. Stąd trudno mi cały czas trzymać się w ryzach i pilnować zasad, zwłaszcza, że nie lubię ograniczeń. Dlatego czasami jeszcze podaję sobie insulinę doposiłkową. Nie jestem ideałem, but „I’m pretty fucking close” 😉

Mój dekalog.
Dekalog osoby, która ma zdiagnozowaną cukrzycę typu I, powinna być na intensywnej insulinoterapii, ale trzymając się tych zasad, nie musi podawać zastrzyków z insuliny (ponieważ cukry są w normie).

  1. Odstawiłam nabiał. O tym, jak było mi trudno, już pisałam” Nabiałowy odwyk.
    Już mi łatwiej. Już kilka dni w lodówce stoi mleko dla gości.
    Nie ma mowy o żadnej rotacji. To tylko podtrzymuje u mnie chorobę.
    TOTALNIE odstawiłam.
    Jeszcze kiedyś zdarzało mi się pić śmietanę, ale już mnie nawet nie ciągnie.
    Nie jest źle. Weszło w krew.
    Niesamowitym fenomenem jest dla mnie dieta cukrzyka według zasad współczesnej diabetologii. Sam nabiał i zboża, i węglowodany. To tak, jakby alkoholika leczyć cukierkami z likierem w środku.
  2. Odstawiłam gluten.
    Jednak wczoraj, kiedy zjadłam kaszę jaglaną (30 gram z 20 gramami tłuszczu) i po 1 godzinie miałam cukier 230 glc!!! (po dwóch godzinach już 140 glc), postanowiłam całkowicie unikać zbóż.
    Niestety „produkty bezglutenowe” mi nie służą. Mam wrażenie, że chodzi o przetworzone składniki. Chleb bezglutenowy podnosi mi cukier (po godzinie). Zresztą, co to za fun, zjeść chleb bez masła i miodu? (Miód zjedzony ze zbożem, bądź w dniu kiedy jem zboża, winduje mi cukry do 300 glc, jedzony sam albo z sezamem – już nie**). Jak zjem kaszę gryczaną (30 gram z 20 gramami masła klarowanego – taka porcja nie wymaga podawania przeze mnie insuliny), to jest OK. Ale jak już sama zmielę tę kaszę na mąkę, to już gorzej, a nawet bardzo źle.
    I właśnie dzięki takim „eksperymentom” moja hemoglobina glikolowana jeszcze (!!) nie wynosi 4,0 jak u dr Bernsteina. Ponieważ, gdy rano zjem 30 gram ryżu z 20 gramami oleju kokosowego i cynamonem, to cukier po 1 godzinie wynosi 130 glc, po dwóch 110 glc. Więc stwierdzam, że na drugie śniadanie zjem „naleśnika” z mąki ryżowej. Mielę 30 gram ryżu, robię naleśnika (oczywiście bez białka jaja i bez mleka), a po godzinie mam 210 glc… Tak więc, moja glikemia jest prawidłowa, według zasad współczesnej diabetologii, jednak nie według dr Bernsteina. Ale już niedługo. No i dzięki bogu, coraz rzadziej zdarzają mi się takie cukry. Za każdą taką próbą, jestem mądrzejsza.
    marzyc-dokonac-zyciowe-net
  3. Nie jem owoców. W ogóle. Ani soków, ani wina, ani rodzynek w cieście. Ani-ani (Zakazany owoc).
  4. Powiedzieć rodzinie i znajomym, że nie jem owoców, zbóż i nabiału to jedno. Odmówić cioci i babci, jak przynoszą prezenty w postaci ulubionych czekoladek Milki lub ptasiego mleczka… to drugie.

Jeżeli idzie o funkcjonowanie w społeczeństwie, przyczyną wystąpienia choroby jest doświadczenie niszczenia poczucia własnej wartości i braku szacunku. Cukrzyk nie wierzy w siebie i zbyt często ma kontakt z tymi, którzy deprecjonują jego wartość bądź sam nadmiernie się krytykuje.Dieta Dobrych Produktów dr Ewa Bednarczyk – Witoszek

Jak dla mnie trafiła w sedno.
Kiedy sobie to uświadomiłam i zaczęłam zmieniać pewne rzeczy, nagle okazało się, że jest to piękny sposób na weryfikację moich znajomych.
Zauważyć, kto jest moim przyjacielem, nie przez gadanie a działanie było bardzo łatwo.
E., która nie lubi przychodzić w gości z pustymi rękami, odkąd mam cukrzycę, przynosi pięknie zawinięty we wstążeczkę pęczek marchewek z natką pietruszki i kalarepę.
D. przyniosła mi słoik smalcu wieprzowego własnej roboty. Rozczuliła mnie.
A tata? Czekoladę i wino…
Dziadek nie mógł zrozumieć, o co chodzi w tej mojej diecie…
Przecież placki ziemniaczane to warzywa!?! A ja jem tylko jeden placek?! I bez śmietany?! Ech…
Mimo, że staram się unikać imprez z kuszącymi mnie smakołykami, nie jestem mniszką zamkniętą na pustkowiu. Zresztą, zawsze można zamówić warzywa, albo samo mięso (np. stek). Poprosić, aby sosy były podawane osobno.
Odkąd sama zaczęłam się szanować, inni też zaczęli. Proste.
Proste, ale jak byłam dzieckiem, to tak nie wyglądało.

mozesz-byc-szczesliwy-happyactivelifestyle-blogspot-com

*) Wiem, że mleko kokosowe jest z puszki i powinnam całkowicie zrezygnować z tego typu rzeczy, ale czasami, raz na jakiś czas, je jem.

Puszkę 0,4 litra mleka kokosowego schładzamy w lodówce przez noc. Zbieramy warstewkę, która utworzyła się przez noc na mleku kokosowym wrzucamy ją do średniej miski. Wodniste mleko zostawiamy na dnie puszki. Trzepaczką albo mikserem ubijamy krem do uzyskania satysfakcjonującej konsystencji. Na ubitą pianę układamy łyżeczką cynamon, sól i stewię.„Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne” dr Amy Myers

Ja, całą puszkę razem z wodnistym mlekiem z dna, wrzucam do miseczki i ubijam mikserem. Dodaję do tego szczyptę sody oczyszczonej (usztywnia pianę) i cynamon albo karob dla smaku i koloru. Oczywiście pamiętając, że karob jest białkiem roślinnym.

**) Pisząc to, miałam na myśli jedną łyżeczkę miodu, ewentualnie dwie. Chodziło mi o cukry po 1 godzinie, informujące o reakcji alergicznej. Miód daje reakcje krzyżowe ze zbożami i dlatego wzrosty cukru we krwi po nim są większe, niż zawartość cukru w porcji.

Pierwszy wpis z tej serii: Ja i moja cukrzyca typu I
Następny wpis z serii – Dekalog eMMy – część II

eMMa
"Sweet tooth"
lp.pw@htootteewsamme

Podyskutuj o cukrzycy i jej leczeniu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!


Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.

Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

13 thoughts on “Dekalog eMMy – część I”

  1. Zapoznaj się z zasadami żywienia, które proponuje dr Jadwiga Kempisty lub Jerzy Zięba, znajdziesz ich wykłady na youtube:) polecam szczególnie te o jajkach i o olejach do smażenia:)

  2. Gdzie znajdę przykładowe jadłospisy Twojej diety? Jesz 3 razy dziennie czy więcej? Medycyna tradycyjna zaleca jedzenie co 3-4 godziny, a naturalna tylko 3 razy dziennie, że to niby naturalne. Proszę o jakieś konkretne zestawy, bo nie wiem już co i ile jeść…

    1. Agnieszko, w każdym moim wpisie staram się napisać chociaż jeden mój posiłek. To, co nie podnosi mi cukru, może podnosić Tobie. A to, co Tobie służy, może mi nie za bardzo. Dlatego tyle opisuję, jak sprawdzać co organizm w danym momencie potrzebuje.
      Jem zazwyczaj 5 razy dziennie.
      W takim razie, za jakiś czas napiszę przykładowe posiłki.
      A dzisiaj zjadłam:
      I śniadanie: 3 żółtka na 1 łyżce oleju
      II śniadanie: kiełki na patelnie na 1 łyżce oleju
      obiad: 2 białe kiełbasy z warzywami ( ogórki kiszone z rzodkiewką)
      podwieczorek: 3 żółtka na 1 łyżce oleju
      kolacja ( jeżeli jest to dzień, którym jestem BARDZO aktywna, i moje zapotrzebowanie na energię jest duże): 1 kiełbasa ( ta sama co na obiad) z warzywami ( ogórki kiszone z rzodkiewką ).

      1. Dziękuję, coś konkretnego 🙂 Czekam na dalsze wpisy, bo mam podobne przygody z glutenem, zbożami i nabiałem z powodu choroby trzewnej.

      2. eMMa niewiele tego, a nawet powiem, że bardzo maleńko. No i praktycznie zero węglowodanów co na dłuższą metę jest bardzo niekorzystne dla tarczycy. No chyba, że ładujesz się węglowodanami co któryś dzień i wówczas wchodzi insulina do posiłkowo?

      3. O mój Boże…i to wystarcza na cały dzień??? Dla mnie to wystarczyłoby na pół dnia tylko… 🙁 A mam hipoglikemie reaktywną…

  3. Mleczko kokosowe można zrobić samemu z wiórków, nie ma co pić z puszki. Są przepisy w internecie;)
    Powodzenia w Twojej walce, trzymam kciuki.

    1. Usik, bardzo dziękuję 🙂 Jakoś nie wpadłam na to. A długo już się zastanawiałam, dlaczego nigdzie nie mogę dostać mleka kokosowego w szklanym pojemniku 😛
      Dziękuję za wiarę w moją wygraną.

      1. Robiliśmy już z żoną dwa razy mleczko, naprawdę smaczne wychodzi, a najlepsze jest na ciepło:) ale niestety długo nie postoi, bo niepasteryzowane jest (podgrzewamy tylko do 60-70 stopni przed odciśnięciem). Później wiórki radzę nie wyrzucać, a wysuszyć porządnie i zmielić na mąkę – mają mniej tłuszczu (do mleczka przechodzi część) i niezła mąka kokosowa z nich wychodzi i dużo taniej niż kupowanie gotowej:)

        Powodzenia jeszcze raz:)

  4. Ojej, jak przeczytałam o Małgorzacie Halber to serce zaczęło mi mocniej walić! Przepraszam za te off topic 🙂
    Myślę, że takie deklaracje jak „nie jem owoców” brzmią dla wielu jak szaleństwo, ale trzeba pamiętać, że owoce to nature’s candy, czyli jednak cukierki!
    Tak samo, moim zdaniem, rzecz się ma z miodem, mix fruktozy z glukozą, zdecydowanie przeceniany jako pokarm o rzekomych własnościach leczniczych…trzeba by zjeść wiadro miodu, żeby skorzystać z dobrodziejstw substancji aktywnych biologicznie.

    1. Dla mnie większym ” szaleństwem” od deklaracji ” nie jem owoców” jest pozwolenie, aby pojawiły się powikłania cukrzycy (stopa cukrzycowa, amputacje palców, neuropatie, retinopatie). Ostatnio głośno było o problemach zdrowotnych Michała Figurskiego ( w jednym z wywiadów przyznał się, że cukry nie były jakie być powinny). A rok temu o śmierci Roberta Leszczyńskiego.

    1. Bardzo dziękuję za uwagę. Oczywiście, że wydaje się to dziwne. Za moment poprawię. Pisząc to, miałam na myśli jedną , ewentualnie dwie łyżeczki miodu. Miód daje reakcje krzyżową ze zbożami i dlatego wzrosty cukru we krwi po nim są większe, niż zawartość cukru w porcji.

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *