Dlaczego eMMa jest nadal anonimowa?

Seria wpisów o leczeniu cukrzycy typu 1 dietą jest autorstwa eMMy "Sweet tooth" - gościnnej autorki na blogu PaleoSMAK.

Od momentu ujawnienia mojej historii (Ja i moja cukrzyca)  do dnia dzisiejszego nadal chcę pozostać eMMą Sweettooth. Możliwe, że kiedyś zmienię zdanie. Jednak na ten moment odpowiada mi ta anonimowość.

Mam wrażenie, że przez te kilka lat podałam tak wiele informacji o sobie, że jakby ktoś zobaczył mnie składającą zamówienie w restauracji, albo jedzącą na ławce w parku swój posiłek, zawierający głównie ogórki, nie byłoby mnie trudno rozpoznać.

Tak sobie myślę, że Lady Cucumber (cucumber po angielsku znaczy ogórek) brzmi bardziej światowo, niż eMMa Sweettooth. 😊

Lady Cucumber  

Ze względu na to, że co jakiś czas pojawiają się pytania dotyczące powodu mojej anonimowości, postanowiłam zebrać w jeden wpis co mną kieruje.

Pod wpisem Dekalog emmy Przemo napisał komentarz, w którym zasugerował, że jeżeli wyleczę się z cukrzycy, to powinnam rozgłosić to wszem i wobec, a na pewno Nobel będzie murowany.

Adi obstawiała raczej inny scenariusz: zmasowany atak ze strony koncernów farmaceutycznych i ośmieszenie.

Oczywiście jest to pytanie do wróżki bądź jasnowidza (jeżeli ktoś w nich wierzy), jednak wizja Adi według mnie jest bardziej prawdopodobna.

Julia pod tekstem Czy cukrzyk może jeść-majonez? zapytała, jakiej specjalizacji jestem lekarzem.

Odpowiedziałam, że nie diabetologiem.

Z kilku powodów postanowiłam być anonimowa. Pilnuję, aby jak najmniej danych o sobie podać, ponieważ mam nadzieję, że trudniej będzie mnie skojarzyć.

Możliwe, że przyjdzie taki moment, że nie będzie miało to dla mnie znaczenia.
Środowisko medyczne, wbrew pozorom, jest bardzo małe.

Ateora rozwinęła moją myśl, tłumacząc, że lekarz niepostępujący zgodnie z wytycznymi może zostać pozbawiony praw wykonywania zawodu (a ja tak bardzo lubię swój zawód, że nie chciałabym doprowadzić do takiej sytuacji).

„Znany jest przypadek pani pediatry dr Katarzyny Bross – Walderdorff, która wystąpiła na spotkaniu o szczepionkach w sejmie, gdzie wspomniała o swoich doświadczeniach, a także, że swoich dzieci rodzonych w latach 90tych nie szczepiła (…) i dziś jest przesłuchiwana i mają jej postawić zarzuty – nikt nie wie w jakiej sprawie, na razie jest wzywana i przesłuchiwana. Oczywiście robi to NIL (Naczelna Izba Lekarska).
Ona swym zachowaniem podważyła zasadność systemu narzuconego odgórnie przez kogoś, kto nie bierze odpowiedzialności za to, co się z nami stanie po tym, jak zastosujemy wytyczne.
(…) Także wcale się nie dziwię eMMie, że o tym nie pisze, bo to może być ryzyko, że „życzliwi koledzy” doniosą na nią do NIL, że nie leczy cukrzycy zgodnie z wytycznymi jakie powinna głosić.”

Cóż, nic dodać nic ująć.

Co prawda jest przecież dr Ewa Bednarczyk-Witoszek, był dr Kwaśniewski i kilku jeszcze innych lekarzy, którzy mają odwagę publicznie i głośno mówić o tym, o czym my tu piszemy.
Mało tego, leczą z dużym sukcesem tysiące pacjentów.

Ja tak odważna nie jestem. Ani razu nie powiedziałam/napisałam i ani razu nie powiem/nie napiszę, żeby ktoś odstawił insulinę. Ja opisuję moją historię i to, jakie mam cukry po danych produktach. Jak sobie radzę, a czasem nie radzę z dietą i cukrzycą typu I insulinozależną bez podawania sobie insuliny zewnętrznej.

Pod tekstem Co podnosi cukier? Szczepan zapytał, czy nie myślałam o videoblogu na YouTube

Odpowiedziałam, że o videoblogu nie myślałam. Nie mam parcia na szkło 😛
Wynika to z tego, że videoblog kojarzy mi się z rozpoznawalnością, a to w tym momencie nie jest moim celem.

Chodzi o to, że opisując moja historię, zależało mi na prawdzie. Byciu autentyczną. Mimo, że wielokrotnie już powtarzałam, żeby mi nie wierzyć. Żeby kwestionować wszystko co tutaj głoszę.  Dzięki anonimowości łatwiej mi się przyznać do moich demonów: zaburzeń odżywiania, jedzenioholizmu (Zobacz: Jedzenioholizm oraz Nazywam się Emma i jestem jedzenioholiczką).

Kolejna rzecz, która zaintrygowała Amselusa pod tekstem Jan Nadzieja, to dlaczego „Jan”, będąc „lekarzem”, nie wypisywał sobie recept pro auctore?

Cóż, domyślam się, że Jan podobnie jak ja, żeby mieć recepty na ryczałt, musi być pod opieką Poradni Diabetologicznej. Dla NFZ takie wizyty u diabetologa powinny być minimum co pół roku. Dzięki temu paski do glukometru, jak i badania, czy to hemoglobiny glikolowanej, czy to w Poradni Okulistycznej są refundowane.

Dlatego niestety kłamię, i mówię, że przyjmuję insulinę… Jest mi z tym okrutnie źle i nie mogę sobie z tym poradzić… Zmusiła mnie sytuacja… Jak powiedziałam, że nie przyjmuję insuliny, to pani diabetolog postawiła sprawę jasno: albo poddam się jej leczeniu (intensywna insulinoterapia i „zajadanie” niskich cukrów zbożami, węglowodanami), albo nie widzi sensu dalszej współpracy. Z tego powodu, zmieniłam poradnię diabetologiczną i zaczęłam kłamać…

Tylko ja wiem, ile czasu zajmuje mi odpowiadanie na maile. Tylko ja wiem, ile czasu zajmuje mi napisanie tekstu. Staram się odpowiadać zarówno na komentarze pod moimi wpisami oraz na maile jak najszybciej to możliwe. Robię to wszystko pro publico bono.

Do tego, żeby nie przyjmować insuliny zewnętrznej, nadal przestrzegam zasad (Dekalog eMMy: część I, II i III), planuję jedzenie, kupuję i przygotowuję posiłki na cały dzień. Tutaj nie ma mowy o żadnym odstępstwie.

Życie zawodowe, prywatne, hobby. Chodzenie po lekarzach ograniczyłam do totalnego minimum. A mimo to moja doba ma tylko 24 godziny.

Gdyby zależało mi na sławie i pieniądzach, od razu podałabym swoje prawdziwe imię i nazwisko. Robiłabym videoblogi itp.

Sławę, w moim przypadku widzę tak: zapraszają mnie do telewizji śniadaniowej, gdzie WSZYSCY profesorowie diabetologii udowadniają mi, że miałam złą diagnozę, albo że laboratorium się pomyliło. Zmuszają mnie do wykonywania tysiąca badań, biopsji itp itd, doprowadzając moje zdrowie psychiczne i fizyczne do ruiny, przy okazji odbierając mi bardzo dużo cennego czasu i prywatności niezbędnej do bardziej wartościowych dla mnie rzeczy.

Szkoda mi energii na taką walkę. Ja nikomu nie chcę nic wmówić, ani nikogo do niczego nie chcę przekonać. Opisuję swoją historię, ot i tyle.

Mam poczucie, że ci, co są gotowi, zapoznają się z moim podejściem do cukrzycy typu I, ocenią i zaakceptują lub odrzucą wedle swoich przekonań. Ci, którzy na nią nie są jeszcze gotowi, obrzucą mnie hejtem, a w najlepszym przypadku nie przeczytają moich wpisów.

eMMa
"Sweet tooth"
lp.pw@htootteewsamme

Podyskutuj o cukrzycy i jej leczeniu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!


Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.

Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

8 komentarzy do “Dlaczego eMMa jest nadal anonimowa?”

  1. Dziekuje za bardzo dobry wpis. Warto sie zapoznac z wpisami gdyz jak tak dalej pojdzie, tzn "eksperci" bede zanizac normy to bedziemy mieli dalszy wysyp ludzi, ktorych system bedzie kwalifikowal jako chorych z etykietami: cukrzykow, tarczycowcow, watrobiarzy, czy wysokocisnieniowcow itd. Korporacje medyczne i chemiczne oraz paliwowe przejely kontrole nad rzadami panstw i poprzez lobbgowanie ustaw, przymuszaja do stosowania procedur, wykorzystujac bardzo dobre oreze w postaci tzw Sluzby Zdrowia, ktora raczej powinna nazywac sie Sluzna Chorob lub Sluzba Korporacyna. Niestety wielu lekarzy ma "zwiazane rece" lub buzie, robi to do kaze system, bo inaczej musieliby sie pozegnac z zawodem. Mysle, ze wielu lekarzy tzw specjalistow doskonale widzi, ze efektow leczenia prawie nie ma i nie zanosi sie by byly. Swiaat zotal postawiony na glowie: zarazaja ci, ktorzy sie nie szczepia, chociaz wlasnie ci szczepieni maja "wtlaczane"wirusy, rowniez tzw zywe" i sieja niestety zmutowanymi wirusami. Pacjentom okologicznym mowi sie, ze dieta czyli to co spozywaja nie ma w ogole znaczenia w ich chorobie, ze "jesc trzeba wszystko i oby bylo smacznie" a po tzw wlewach oferuje sie ciasteczka lub eklery do konsumpcji, bo pacjent byl "dzielny". Juz nawet dzieci wiedza, ze zmutowane komorki rakowe, ktore wymknely sie spod patronatu ukladu odpornosciowego, uwielbiaja cukier i powodujace go zakwaszenie ustrojowe, no ale onkolodzy nie wspominaja o tym pacjentom. Nie wspominaja o fakcie, ze to uklad odpornosciowy nalezy wzmacniac bo ten mogl dzialac i chronic nasze organy urzymujac je w dobrej formie. Liczy sie tylko sprzedaz terapii i zyski dla klinik, szpitali oraz dla zespolow lekarskich.
    Szacun nalezy sie tym lekarzom, ktorzy staraja sie na ile to jest tylko mozliwe, oduczac ludzi bycia zaleznym od syntetykow, podczas gdy natura wciaz jest i daje nam rozwiazania. Oby jeszcze pacjentom chcialo sie chcec, dbac o siebie i oby nie ogarnialo ich lenistwo. Bo latwiej jest polknac pigulke ktore zniweluje bol lub objaw choroby niz wlozyc wysilek czesto dlugofalowy w uzdrowienie.

  2. W sumie nie wiem czy w takiej sytuacji jest dobre wyjście? Dobre czyli takie, że pacjent nie musi kłamać, ma dopasowaną do swej przypadłości leczenie, może funkcjonować bez kolekcjonowania kolejnych schorzeń, i lekarz nie okłamuje pacjenta? Znam wielu lekarzy, którzy nie stosują się do zaleceń które głoszą, bo wiedzą, że są nieskuteczne. Dlatego ja jeśli muszę wybierać jakieś terapie to pytam się lekarza co by zastosował u siebie?

    Z jednej strony chronimy Nasze zdrowie będąc anonimowo, z drugiej strony świata nie zmienimy anonimowo.
    Chyba trzeba by przekonać media do faktów, ale media czerpią zyski z reklam produktów około farmaceutycznych więc im się nie opłaca zmiana świata.
    Takich chorób, gdzie terapia jest źle dopasowana jest więcej. Zresztą dziwi mnie, że świat (ludzie) tak łatwo przyjął, że jest jeden sposób leczenia na każdą chorobę, skoro wszyscy ludzie są inni/różni od siebie? I tak farmacja sprzedaje nam te same leki na kolejne inne choroby.
    A nawet logika podpowiada, że jak mamy chorą tarczycę to 25-30% osób będzie się dobrze czuło na syntetykach, kolejne 25-30% na naturalnych, inne na zmianie odżywiania, i jeszcze inne metody.
    No ale póki co, żyjemy tu i teraz i musimy sobie jakość radzić w tej sytuacji abyśmy mieli za co żyć, i jeszcze siłę do życia.

    Ale marzy mi się sytuacja, że ludzie nie będą musieli kłamać aby dobrze się czuć. Marzy mi się sytuacja, że będziemy mogli swobodnie zgłaszać powikłania polekowe, poszczepionkowe i nikt tego nie będzie negował. I marzy mi się sytuacja, że terapie dopasowuje się skutecznie do pacjenta. A nie podaje się jeden sposób leczenia , a jak się nie podoba to wypad z gabinetu. Chciałabym aby lekarz był partnerem w Naszym zdrowiu a nie tylko przedstawicielem farmacji…

  3. jakie to wszystko prawdziwe Emmo…to trochę jak partyzantka, ale takie czasy😉 Ostatnio mialam zaproszenie na spotkanie Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, ale jaki byłby cel takiej wizyty…udowadniać, że idę wspak medycynie konwencjonalnej, że CT1 bez inse jest możliwy, że jest nas coraz więcej? Bardzo dobrze Cię rozumiem i …pisz częściej Emmo, jesteś dużym wsparciem dla nas i każdy Twój artykuł cieszy😉

    1. Masz rację Gosia! My też idziemy swoją drogą i nie zamierzamy jej zmieniać.
      Jest nas coraz więcej, da się bez insuliny jak najbardziej 🙂 Wszystko zależy od podejścia i organizmu chorego. Moja córka dodatkowo okres dojrzewania i tu czasem wspomagany się ale nie znosi zastrzyków. Walczymy dalej o lepsze życie. Pozdrawiamy 🙂

      1. Alicja, dziękuję, że masz jeszcze siłę i czas o tym pisać w komentarzach. Pozdrawiam Ciebie i córkę.

    2. Gosiu,to ja dziękuję za wsparcie. Każde Wasze dobre słowa w komentarzach cieszą. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *