Czy cukrzyk może jeść majonez? Czy majonez podnosi cukry?

Odpowiedź jest taka sama jak na pytanie Czy cukrzyk może jeść budyń? Czy budyń podnosi cukry? – czyli: zależy jaki, kiedy i komu.
Decyzja o odstawieniu insuliny przy cukrzycy typu I insulinozależnej niesie ze sobą spore wyzwania, ale daje za to ogromne korzyści. Żeby jednak cukry nie przekraczały 135 mg% „troszkę” trzeba zmienić podejście do jedzenia.

Z wielu rzeczy warto zrezygnować (nabiał, zboża, owoce), a niektóre wystarczy ciut ograniczyć. Nie trzeba na szczęście rezygnować ze wszystkiego.
Ostatnio odkryłam, że majonez może być paleo. Mało tego, zrobiłam sałatkę z majonezem, która trzyma mi cukry bez konieczności podawania insuliny zewnętrznej.

Czy cukrzyk może jeść majonez?

O tym, jak zrobić samemu majonez, przeczytałam na blogu olgasmile.com.
Niestety za pierwszym razem zbagatelizowałam komentarze. Dopiero jak kolejny raz poniosłam porażkę, wylewając kolejną porcję jaj i oleju, postanowiłam dokładnie przeczytać wszystkie wskazówki, również te zawarte pod tekstem.

Główne składniki majonezu to żółtka i olej. Żółtka według zasad Diety Dobrych Produktów dr Witoszek zaliczam do tłuszczów. Nie należy ich jadać codziennie, ponieważ po pewnym czasie (u mnie 2,5 dnia) zaczynają podnosić mi cukry zarówno poposiłkowe jak i poranne.

Jeżeli chodzi o olej, to najlepsze są zdrowe tłuszcze. Jednak wszystko jadane codziennie, w nadmiarze, może podnosić cukry. Najlepiej posmarować danym tłuszczem okolicę skóry pod okiem na noc. Jeżeli rano skóra będzie opuchnięta, zaczerwieniona – ten olej nam nie służy*. Ja robię demakijaż oczu na noc olejem. Co kilka tygodni innym. W ten sposób wiem, kiedy powinnam zmienić tłuszcz.

Na swojej stronie Olga Smile podaje przepisy na majonez bez musztardy (sama jest uczulona na gorczycę), bez jajek, z tofu. Można więc eksperymentować.
Ja, jak odkryłam, że 20–30 g majonezu trzyma mi cukry, czułam się, jakbym przez trzy dni miała Święta Wielkanocne.
Rano zjadłam jajka na twardo ze skwarkami (100 g) i majonezem. Białko jajka jest produktem białkowym zwierzęcym, więc tego dnia, ze względu na cukry poranne nie było mowy o mięsie (Gdy poranne wstają zorze). Skwarki zaliczamy do tłuszczów, nie do produktów bogatobiałkowych.

Na kolejny posiłek sałatka z selera naciowego pokrojonego w kosteczkę, ogórki małosolne, skwarki, 20–30 g groszku zielonego i 20 g majonezu.
Seler naciowy nie podnosi mi cukrów, więc nie mam ograniczenia w ilości.
Groszek zielony jest białkiem roślinnym.

W tym dniu, ze względu na odkrycie majonezu, jadłam tylko jajka na twardo, majonez i skwarki.
Ponieważ już od trzech lat pilnuję zasad rotowania, jedzenia danego produktu maksymalnie przez dwa i pół dnia oraz jedzenia jednego białka zwierzęcego dziennie (ewentualnie dwóch roślinnych: Dekalog eMMy część I, II, III i Gdy poranne wstają zorze), zauważyłam, że odpowiedź mojego organizmu zmieniła się na przestrzeni tego czasu. Wynika to z faktu, że im bardziej nadużywamy danego produktu, tym szybciej uzyskujemy po nim odpowiedzi w postaci wzrostów cukrów ponad normę*.

Jeszcze pół roku temu wystarczyła godzina, żebym wiedziała, czy jajka będą mi służyć dzisiaj czy nie. Teraz zdarza mi się, że po godzinie mam cukry 100-120 mg%, a dopiero po 12-13 godzinach dostaję odpowiedź organizmu na dany alergen. Dlatego rozpiska dr Witoszek, po jakim czasie jaki produkt może dać skok cukru, jest cały czas ważna (Dekalog eMMy część II).

Kolejnego dnia jajka zamieniłam na kiełbasę z indyka. Pokroiłam w kostkę 80–130 g indyka, 20–30 g groszku zielonego, seler naciowy i ogórek małosolny bez ograniczeń i dodałam 20 g majonezu. Takie były moje dwa posiłki.
Na kolejne dwa posiłki zjadłam omlet z samych żółtek ze skwarkami.

Te dwa majonezowe dni będę mogła powtórzyć nie wcześniej niż za 21 dni. Ale i tak jest nieźle. To tak, jakby mieć Wielkanoc raz na miesiąc 😛

* sugestia Pani Doktor Ewy Bednarczyk–Witoszek.

Chciałabym przypomnieć, że ja odstawiłam insulinę na własne ryzyko. Od tego momentu niewielkie odstępstwo od diety może spowodować wzrost cukrów do niebezpiecznego poziomu, mogącego grozić nawet śmiercią.
Jeżeli wiemy, że nie mamy pełnej kontroli nad dietą, to KARYGODNYM jest odstawienie insuliny.
Nawet jedno ciasteczko może okazać się ogromnym ryzykiem (zwłaszcza na początku).
Oczywiście, będąc na insulinie, zjedzenie nadprogramowego kawałka tortu też może przynieść podobny skutek.

eMMa
"Sweet tooth"
lp.pw@htootteewsamme

Podyskutuj o cukrzycy i jej leczeniu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!


Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.

Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

10 myśli nt. „Czy cukrzyk może jeść majonez? Czy majonez podnosi cukry?”

  1. eMMa, zapytałam o inne kraje, żeby zrobić rozeznanie czy w innych krajach lekarze/pacjenci mają swobodny wybór terapii? Musimy zmienić system w PL bo on szkodzi nam wszystkim. Czy to jest normalne, że nie możesz mówić otwarcie o terapii jaką stosujesz choć jest skuteczna? Być może wtedy dostęp do wymiany doświadczeń byłby swobodniejszy, i mogłabyś się szybciej wyleczyć.

    Przecież to nie jest normalne, że dr Bachański nie może leczyć skutecznie marihuaną padaczkę lekooporną, bo tak ktoś zdecydował, a dzieci cierpią.

    Zięba zaczyna organizować spotkania dedykowane dla lekarzy, mam nadzieję że tam lekarze będą się wspierać.
    Bez buntu/inicjatywy Was lekarzy ten szkodliwy system będzie dalej działał.

    Oj nawet nie wiesz jakbym chciała być wszechwiedząca choćby tylko na własne potrzeby:-) Wtedy rozwiązałabym resztę własnych problemów zdrowotnych:-) Will Rogers mawiał, że "Każdy z nas jest ignorantem w jakieś dziedzinie" dlatego poszukuję, uczę się, czytam i eksperymentuje aby unikać błędów w drodze do samo-uzdrowienia:-)
    pozdrawiam serdecznie:-)

    1. Ateora, na pewno w Szwecji też – to jest dopiero skupisko firm farmaceutycznych, ale w Szwecji lekarze to nie ciemnota, oni tam odgórne zalecają dietę wysokotłuszczową tak jak Polska wysokowęglowodanową…
      Tak samo "amerykańscy naukowcy" przyznali, że tłuszcze lepsze od węglowodanów… także światełko w tunelu widać.

      Kursy dietetyki klinicznej Ajwen – tam szkolą się nawet zwykli ludzie, ale też lekarze, można się sporo dowiedzieć, ja planuję w przyszłości (uzupełnienie studiów)

      1. Julia, z tymi naszymi lekarzami to ja nie wiem jak to jest, bo jak rozmawiam z tymi starszymi z dość dużym doświadczeniem to sami jedzą tłuszcze zwierzęce, jedzą eko, ale nie powiedzą tego pacjentom, nawet jeśli widzą że infekcja wynikła z odżywiania. Nie wiem czy to wynika z nieśmiałości, że nie wypada ludziom w talerz zaglądać czy mają inne powody. Także jakąś świadomość wpływu odżywiania niektórzy mają. Jest grupa, która robi wielkie oczy, że żywność na nas wpływa i nawet nie jest zainteresowana materiałami.
        A nasi lekarze przepisują tabletki jak cukierki – ojciec "pochwalił się", że ma nowe leki, lekarz przepisał preparat na zabijanie cholesterolu bez badania poziomu, a jak zbadał to się okazało że ma 160, i lekarz zmniejszył dawkę z 20 do 10….

        W Holandii zarówno lekarze jak i pacjenci mają duży dystans do leków, i tam zanim lekarz przepisze preparat to mija dużo czasu, obserwacji itd. Holendrzy nie wierzą w leki. Ale nie wiem czy tam są NIL, bo mnie te organizacje zastanawiają. Mam wrażenie, ze one nie służą ani pacjentom, ani lekarzom.

        Oj tak, Ajwen robi kawał dobrej roboty, wiele materiałów jest też dostępnych free, podobnie zresztą jak u Zięby czy na Tłustym Życiu.

        Czy lekarze nie widzą, że mamy jedną z najwyższych śmiertelność noworodków – Europejski Konsumencki Indeks Zdrowia. Przymusowo szczepimy w pierwszej dobie, na zachodzie szczepią nieobowiązkowo, kalendarz dopasowany indywidualnie do dziecka. Szczepionki to jeden z wielu czynników, ale lekarze nawet nie biorą pod uwagę, ze one mogą nie wszystkim służyć? Nie mamy ratyfikowanej Konwencji Bioetycznej i testuje się u nas najwięcej szczepionek z całej UE: https://clinicaltrials.gov/ct2/results/map/click?map.x=417&map.y=140&term=Vaccines%20Poland
        Może się to komuś opłaca taka ilość testów?

        I też pojawia się problem, ze sami lekarze są przepracowani, przemęczeni, brakuje lekarzy, i ten system w PL będzie jeszcze bardziej niewydajny. Najgorzej, że my sami to finansujemy…

      2. I jeszcze mam takie wrażenie, że jakby lekarze choćby tyle czasu poświęcali na samoedukację co na stosowanie tytułomani w swoim obszarze to mielibyśmy całkiem znośny poziom leczenia.

    1. Julio, żałuję, ale nie diabetologiem 😛
      Z kilku powodów postanowiłam być anonimowa. Pilnuję, aby jak najmniej danych o sobie podać, ponieważ mam nadzieję, że trudniej będzie mnie skojarzyć.
      Wolałabym jeszcze nie odpowiadać na Twoje pytanie.
      Możliwe, że przyjdzie taki moment, że nie będzie miało to dla mnie znaczenia.
      Środowisko medyczne, wbrew pozorom, jest bardzo małe.
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za to pytanie, oraz wiele innych Twoich cennych komentarzy 🙂

      1. Środowisko medyczne jest hermetyczne. Za to, że lekarz nie postępuje zgodnie z wytycznymi może zostać pozbawiony praw wykonywania zawodu. Znany jest przypadek pani pediatry dr Katarzyny Bross – Walderdorff, która wystapiła na spotkaniu o szczepionkach w sejmie, gdzie wspomniała o swoich doświadczeniach, a także że swoich dzieci rodzonych w latach 90tych nie szczepiła (pierwsze zaszczepiła bo były wtedy szczepienia w 3ciej dobie życia, a kolejne były w pierwszej dobie i nie szczepiła) i dziś jest przesłuchiwana i mają jej postawić zarzuty – nikt nie wie w jakiej sprawie, na razie jest wzywana i przesłuchiwana. Oczywiście robi to NIL.
        Ona swym zachowaniem podważyła zasadność systemu narzuconego odgórnie, przez kogoś kto nie bieże odpowiedzialności za to co się z nami stanie po tym jak zastosujemy wytyczne.
        I nawiąże do wspomnianego przez eMMa "własne ryzyko" – zalecenia lekarzy wykonujemy na własne ryzyko, jak nam coś dolega po tabletkach to lekarz "umyje ręcę", i leki odstawiamy też na własne ryzyko czy też odpowiedzialność.
        Także, wcale się nie dziwię eMMie, że o tym nie pisze bo to moze być ryzyko, że "życzliwi koledzy" doniosą na nią do NIL, że nie leczy cukrzycy zgodnie z wytycznymi jakie powinna głosić.

        1. Ateoro, jak zawsze: nic dodać nic ująć 🙂
          Twoje komentarze są niesamowite. Bardzo dziękuję.
          Również i tym wpisem trafiłaś w sedno.
          Czasami mam wrażenie, że czytasz w moich myślach.
          Czy jest coś, o czym nie wiesz?! 🙂
          Czytając Wasze komentarze, jestem pod ogromnym wrażeniem, jak z pozoru obcy sobie ludzie potrafią dzielić się wiedzą i doświadczeniem.
          A widząc, ile osób korzysta z tych mądrości, to aż serce rośnie.
          W duchu sobie myślę, że może to jest własnie moja karma: dobro wraca 🙂 i że swój swego przyciąga 🙂 🙂
          pozdrawiam serdecznie

          1. Dzieki:-) Czasem rozmawiałam z lekarzami, pielęgniarkami. I tak jesteś wyjątkiem, że dla własnych potrzeb zaczęłaś zadawać sobie pytania, które doprowadziły Cię do innego sposobu leczenia. Wielu lekarzy nawet nie chce sobie takich pytań stawiać.

            Wiesz może czy w każdym kraju choćby UE są NIL-e i taki system? Bo ten system trzeba zmienić, i lekarze są do tego potrzebni. Bo ani pacjent nie jest z tego zadowolony, ani lekarz nie może skutecznie leczyć, a nasza służba zdrowia jest na szarym koncu w jakości leczenia – Europejski Konsumenckim Indeksie Zdrowia (EHCI).
            W Szwajcarii lekarz ustala terapię z pacjentem i mogą wybrać naturoterapie i inne sposoby leczenia odpowiednie dla pacjenta. To może zaskakiwać, bo ten kraj ma chyba największe skupisko firm farmaceutycznych:-)

            Mam nadzieję, że wyzdrowiejesz:-) I będziesz miała siły wspierać zmiany tego systemu, który dziś nas (nie)leczy:-)
            pozdrawiam serdecznie

          2. Ateoro, nie do końca jestem wyjątkiem. Jest przecież dr Ewa Bednarczyk-Witoszek, drKwaśniewski i kilku jeszcze innych lekarzy, którzy mają odwagę publicznie i głośno mówić o tym, o czym my tu piszemy.
            Możliwe, że moja wyjątkowość polega na tym, że sama mam cukrzycę typu I.
            Wiem, że w Stanach Zjednoczonych jest podobnie. Resztą się nie interesowałam, ponieważ nie przeprowadzę się z tego powodu do innego kraju, a dojazdy na wizyty kontrolne wyjdą mi drożej, niż gdybym sama miała w Polsce płacić za wszystko 100%.
            To że wyzdrowieję, to jestem pewna 😛 nie zakładam innej opcji ha ha
            Czasami sobie myślę, że szkoda mi energii na walkę. Wolę ten czas poświęcić na inne, równie pożyteczne sprawy. Czy to coś zmieni?
            Jak się zastanawiam, to wolę pójść do hospicjum w ramach wolontariatu. Ale, kto to wie? Zobaczymy.
            pozdrawiam serdecznie wszechwiedzącą Ateorę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *