Śródmiąższowe zapalenie pęcherza – historia Hanki

Jeśli udało Ci się odnieść sukces, stosując zawarte na tej stronie informacje i chcesz się podzielić swoim szczęściem, a przez to pomóc innym - daj znać. Będę publikował Wasze historie - tak długo, jak będą przychodzić.
Jest to kopia wpisu Hanki, który kilka dni temu umieściła na forum. Za zgodą autorki umieszczam ten wpis także tutaj, bo uważam, że może się przydać wielu osobom.

Mam na imię Hanka, na PaleoSmak zaglądam od zeszłego roku, kiedy to – po wielu różnych zdrowotnych perypetiach i badaniach – okazało się, że wybór mam zero-jedynkowy: żyć szczęśliwie i lekko, albo umierać długo i w boleściach 😛

Nie jestem aż taką masochistką, oczywiście wybrałam szczęście i bezbolesną lekkość.
Konto na forum założyłam dzisiaj, po sygnale ze strony Suzu, w sprawie podzielenia się swoimi doświadczeniami na temat śródmiąższowego zapalenia pęcherza. Myślę, że moje przeżycia na drodze od trwania w permanentnym bólu po bezbolesną radość istnienia mogą się komuś przydać.

Historie czytelników PaleoSMAK

Powiem tylko, bez wchodzenia w zbędne szczegóły, że w roku 2015 osiągnęłam wagę 130 kg, totalną niemożność normalnego funkcjonowania, po faszerowaniu się środkami przeciwbólowymi (stawy, migreny, zapalenia pęcherza) dobrnęłam do finału pod tytułem „Rozpad absolutny”.

Sygnałem były nieustanne problemy z jelitami i pęcherzem. Potem doszła arytmia serca. Lekarze – bateria tabletek – jeszcze gorszy stan. I wtedy, wiosną 2016, trafiłam tutaj.

Wchodząc na PaleoSmak, szukałam przede wszystkim sposobów na pozbycie się bólu – po lekturze tutejszych artykułów najbardziej logiczne wydało mi się odstawienie żywności „stwarzającej problemy”. Praca nad tym tematem zajęła mi kilka miesięcy, ale po ostatniej wizycie u kardiologa, który niemal mnie zabił swoimi pomysłami na moją arytmię, było już z górki.

Otóż – żaden, słownie żaden z wysoko tytułowanych kardiologów ani słowem nie zająknął się, że powodem arytmii może być nietolerancja histaminy. Żaden z odwiedzonych urologów nie bąknął słowa na temat, że nietolerancja histaminy może być powodem permanentnego bólu pęcherza. Żaden z lekarzy, których spotkałam na tej mojej „drodze tysiąca nieszczęść”, nie uświadomił mi, jak ważne w produkcji enzymu dao jest jelito cienkie (u mnie zapewne wtedy doszczętnie zrujnowane nierozsądnym odżywianiem się i środkami przeciwbólowymi).
O tym wszystkim poczytałam już sama (również i tutaj), jednocześnie zrywając z tzw. leczeniem konwencjonalnym.

Odpowiadam na pytanie Suzu o moją dietę przy śródmiąższowym zapaleniu pęcherza.
Przede wszystkim, przez wiele tygodni studiowałam wszystko, co można znaleźć w internecie na ten temat. Równolegle zaczęłam wyrzucać ze swojej diety każdą potrawę, na którą mój organizm reagował bólem. Poleciały zboża, cukier, wszystkie wysoko przetworzone zabawki typu konserwy, zupki trupki (tzn. w proszku), zniknęły ukochane serki pleśniowe, a potem wszystkie inne. Herbata, kawa, alkohol.

W pewnym momencie zostałam twarzą w twarz z surowym ogórkiem, rzodkiewką, marchewką (ale tylko gotowaną!!) i rybami gotowanymi na parze. Co przy moim ówczesnym wyborze Ból albo Przysmaki było i tak oszałamiającą ilością żarełka ;) I z kilometrami regałów pełnych żarcia (obecnie mieszkam w Niemczech – widoki półek w tutejszych marketach przez pierwsze tygodnie zabijały mnie niemal tak samo jak ból).
Ale dałam radę – marzenie o życiu bez bólu wygrało z hedonistycznym uwielbieniem smaków i słodyczy.

Nawyki, które powinny wejść w krew każdej osobie, mającej problemy z nietolerancją histaminy (ból pęcherza przy śródmiąższowym zapaleniu spowodowany jest – w skrócie – działaniem drażniącym histaminy na uszkodzoną błonę śluzową, wyściełającą pęcherz):
– wykucie na pamięć tabeli produktów zawierających histaminę oraz powodujących jej wyrzut (lub zainstalowanie tematycznej aplikacji w smartfonie)
– spożywanie wyłącznie świeżych produktów (lub potraw przyrządzonych z nich samodzielnie)
– opracowanie osobistej diety, wykluczającej dokuczliwe bóle (u mnie pozostało około 10% tego, co spożywa przeciętny klient marketu i niestety odbywało się to metodą prób i błędów, plus aplikacja ICN FoodList, ratująca mnie podczas zakupów w pierwszych tygodniach świadomości)
– bezwzględnie: wyrobienie w sobie odporności na stres – ból spowodowany stresem stanowił u mnie ponad połowę czasu trwania dolegliwości

Co jem obecnie:
Ogórki i rzodkiewkę :lol: w dalszym ciągu to moi najwierniejsi przyjaciele. Ogólnie rzecz biorąc – jarzyny w postaci zupy, którą to potrawę ćwiczę już drugi rok (choć nie wyłącznie, ale przede wszystkim). Zestaw jarzyn do dobrania osobistego – każdy z nas toleruje / nie toleruje inaczej. Jarzyny wkładam do gotującego się rosołu (pierś kurczaka lub cielęcina, jeśli mam możliwość zdobycia dobrego mięsa) i po pięciu minutach wyłączam gaz. To wystarcza, aby jarzyny nie były całkiem surowe.

Poza tym jajka, ryby (nie wędzone), masło, czasami kasza gryczana, ziemniaki w mundurkach (na parze). Żadnych ekstremalnych przypraw, żadnych kiszonek, cytrusów, z owocami też nie mogę przesadzić z uwagi na nie do końca opanowaną sprawę fruktozy. Mięso wyłącznie czyste (żadnych wędlin) – rzadko. Na początku próbowałam wyrobów tzw. bezglutenowych, ale gdy po którymś bezglutenowym cudzie omal nie wypaliło mi śluzówki w ustach – zaczęłam czytać skład i… natychmiast wyrzuciłam.

Od tamtej pory zresztą przestałam kupować gotowce. Choć nie ukrywam – czasami skusi mnie kawałek czekolady (kostka, bo po dwóch może być już kiepsko). Przez półtora roku piłam herbatę Rooibos, ale ostatnio coś mnie od niej odrzuciło – piję samą wodę. Ponieważ nie mogę przyjmować żadnych witamin w tabletkach, postawiłam na pyłek pszczeli – spożywam regularnie (w zalecanych interwałach czasowych) dwie łyżeczki dziennie.

W przeciągu czternastu miesięcy schudłam ponad 30 kg. Waga nadal idzie w dół, choć już spokojniej – w granicach 1,5 kg miesięcznie. Nie przyjmuję żadnych środków przeciwbólowych. Funkcjonuję normalnie. Pracuję. Codziennie chodzę na spacery po 3-5 km. Myślę wyłącznie pozytywnie, albowiem „czuć się inaczej niż dobrze, po prostu się nie opłaca” :D

Podyskutuj o historiach powrotu do zdrowia: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!


Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.

Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

5 thoughts on “Śródmiąższowe zapalenie pęcherza – historia Hanki”

  1. Bardzo dziękuję za Waszą Obecność. Nie przypuszczałam, że da mi ona tyle radości czy wręcz wzruszenia. Wiem, że jest nas coraz więcej – ludzi żyjących świadomie. Wiem też, ile pracy trzeba niekiedy włożyć, by przetrwać najróżniejsze trudy – łącznie z marzeniem o zamknięciu za sobą tych ostatnich drzwi.

    Okazuje się jednak, że warto. Każdy dzień przynosi coś nowego. Uczymy się nowych dróg, którymi w miarę sensownie da się przejść przez nasze niekoniecznie proste życie. Spotykamy nowych ludzi, którzy w najmniej oczekiwanym momencie dodają nam mocy.

    Właśnie obejrzałam film "Brain on fire", oparty na prawdziwych wydarzeniach – młoda dziewczyna zapada na rzadką autoimmunologiczną chorobę, jest zdiagnozowana jako 217 pacjent w całej historii medycyny. Badania kosztowały około miliona dolarów – ojciec bankier miał na to pieniądze – i przez ponad miesiąc nie dały absolutnie żadnych efektów.
    Nie zdradzam reszty – warto obejrzeć, warto też poczytać o autentycznym przypadku.

    Myślę, że gdyby dane nam było żyć kilkanaście lat wcześniej, bez internetu, moglibyśmy mieć mocno pod górkę. Gdyby nie możliwość tak szerokiej wymiany informacji, prawdopodobnie już bym nie żyła, bo nawet gdybym nie zamknęła samodzielnie tych ostatnich drzwi, to zatrzasnęliby je moi "lekarze" (było niebezpiecznie blisko). Cieszę się, że im uciekłam 😉 i że trafiłam tutaj.

    Przesyłam zwrotnie Wszystkim całą tę moc, którą poczułam po Waszych słowach 🙂 No i – niech żyją ogórki !! 🙂

  2. Bardzo dziękuję za ten wpis – Autorce i prowadzącemu bloga.
    mnie też służą ogórki,najbardziej surowe:)))
    pozdrawiam

  3. Jestem pod wrażeniem 🙂 Bardzo pozytywnym wrażeniem. Jesteś MEGASUPER !!! Trzymam kciuki i dzięki Tobie wiem, że <<MOŻNA>>
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *