Dekalog eMMy – część III

10. i zarazem ostatni punkt z mojego dekalogu.

Ciężko było mi wybrać tylko dziesięć rzeczy, które wydają się najważniejsze.
Są ich jeszcze tysiące. Mało tego, z każdym dniem i pomysłem, przychodzą kolejne.

Dlatego ostatnią zasadę nazwałam:
Mam otwarty umysł i wierzę, że „Siła Wyższa” (dla katolików będzie to Bóg, dla buddystów – Budda, dla fizyka kwantowego – energia, itd.) sprawiła, że wszystko, co się do tej pory wydarzyło, ma sens. Z tego też względu niczego nie żałuję, ponieważ dzięki temu wszystkiemu, co do tej pory przeżyłam, jestem tu, gdzie jestem i jestem szczęśliwa.

Ale równocześnie: kwestionuję i nie wierzę we wszystko. Takie dwie sprzeczne rzeczy, ale według mnie idące w parze.

Człowiek idzie wzdłuż urwiska, nagle się poślizgnął, traci równowagę i leci w przepaść. Na szczęście zachowuje przytomność umysłu, chwyta się występu skalnego i teraz zwisa nad przepaścią, próbując jakoś ratować swoje drogie życie. Wisi tak i wisi, aż w końcu woła: „Czy jest tam ktoś, kto może mi pomóc?” W końcu rozbrzmiewa potężny głos: „To ja, Bóg. Pomogę ci. Puść cię i zaufaj mi.” Człowiek odpowiada: „Czy jest tam ktoś inny, kto może mi pomóc?”T.Harv Eker „Bogaty albo biedny”

Dlatego nie chcę być takim człowiekiem. W sumie, moja cukrzyca, mój zagubiony układ autoimmunologiczny, to takie wiszenie nad przepaścią. Wewnętrznie wołam o pomoc. Mało tego, bardzo często na głos. I jak ktoś mi coś podpowiada, dzieli się fajną informacją, że słyszał o jakimś nowym pomyśle, to staram się mieć otwarty umysł na to. Traktuję to jako potężny głos „boga” z powyższej anegdoty.

Prawie zawsze, kiedy zaczynam tłumaczyć osobie z cukrzycą typu I, co ja takiego robię, że nie podaję insuliny, słyszę: „Czy jest tam ktoś inny, kto może mi pomóc?”. Oczywiście, są ludzie, którym wygodnie żyć tak, jak głoszą powszechnie dostępne zasady współczesnej diabetologi. Nie osądzam ich, nie oceniam. Szanuję za to, jak sobie radzą. Mają prawo do życia swoim życiem. Jednak powinni też być poinformowani, że można z tego wyjść. Ja wiem, że chcę jeszcze żyć. Żyć w zdrowiu, a nie wegetować, chorując. Nikt mnie nie poinformował o tym, że można z tego gówna się wyleczyć. Wiem, że to mocne i trochę wulgarne określenie, ale dosadnie wyraża moją frustrację na ignorancję świata diabetologicznego. Dlatego będę trąbić na prawo i lewo, że TO JEST MOŻLIWE!!!! Są osoby, którym się udało.
Już i tak jestem czasami poirytowana, czekając w kolejce na kolejną wizytę u lekarza (po paski do glukometru), czy badanie dna oka (kontrolne badania każdego cukrzyka). Ile to w sumie czasu spędzam w przychodni…
Wolałabym zapisać się do jakiegoś klubu sportowego, a nie do kolejnego specjalisty…
Cóż, może te godziny w poczekalni w przychodni mają dać mi szansę na przemyślenia i wnioski?

Kiedy zdiagnozowano u mnie cukrzycę typu I wprowadziłam suplementację witaminą D3. Istotnie wpływa na układ odpornościowy, ponieważ bierze udział w rozwoju i różnicowaniu się „moich wojsk obronnych”.
Od zawsze moja mama (lekarz) po powrotach z różnych sympozjów naukowych na nowo odkrywała potęgę tej witaminy. Jednak z czasem mijał nam zapał i chęć jej przyjmowania.
Nie robiłam do tej pory badania jej poziomu, bo po co? Z resztą 78 zł ciut mnie stopowało.
Mimo wszystko, od ponad dwóch lat przyjmuję witaminę D3.
Coraz więcej badań oraz publikacji naukowych łączy niedobory tej witaminy z chorobami z autoagresji.
Na początku przyjmowałam tylko dwa tysiące jednostek w kapsułkach, kropelkach, sprayu. Po roku codziennej (codziennej!) suplementacji – ze strachu, że przedobrzę, zrobiłam badania. Pierwszy raz sprawdziłam poziom witaminy D3 u siebie. Wynik nawet nie w normie: 26,7 ng/ml przy wartości referencyjnej 30–100.
W takim razie, jak mały musiał być poziom te pół roku temu?!?!
Zaczęłam przyjmować dawkę 4.000 j.
Badania po kolejnym roku – w normie, ale na dolnej granicy: 46,2 ng/ml przy wartości referencyjnej 30-100.
Od ostatniego badania częściej zapominałam, niż pamiętałam, co pokazały wyniki. Po niemal kolejnych sześciu miesiącach, poziom wyniósł ciut mniej: 40,8 ng/ml. Obecnie wiem, że nie ma co. Codziennie, sumiennie będę pilnować.
Teraz biorę witaminę D3 razem z witaminą K2.

Moja znajoma, słysząc jakie mam podejście do cukrzycy i słuchając, co wymyślam z dietą, zaproponowała, żebym poszła na badanie krwi z kropli krwi. Powiedziała mi to teatralnym szeptem, z poczuciem konspiracji. Kurczę, czy to nie jakieś czary mary?
Co mi szkodzi, pomyślałam. Skoro przez tyle lat, robiłam to, co „się powinno” i zachorowałam na cukrzycę, to teraz zmieniam sposób myślenia i zaczynam robić totalnie inne rzeczy.
Jeszcze tam mnie nie było.
Więc poszłam. Wychodząc z założenia, że nie ma przypadków; z jakiegoś powodu właśnie teraz ktoś mi o tym mówi.

Pan pokazywał i tłumaczył na monitorze, co widać pod mikroskopem.
Podobno jest to podstawowe badanie w Chinach.
Okazało się, że powinnam pić herbatkę z głogu, żeby moje erytrocyty były bardziej samodzielne. Piję czystek. Mogę pić i głóg.
Potwierdził szczelność moich jelit. Ucieszyłam się.
Poradził mi również, żebym zamieniła kawę na wodę z dodatkiem wody utlenionej.

Ale to, co mnie POWALIŁO i ROZWALIŁO na atomy, to widok moich limfocytów – obrońców/ochroniarzy/wojsk niszczących się nawzajem.
Kurczę, aż tak się nienawidzę?!?! Żeby moje własne komórki się zżerały?!?!
Ja pierdzielę. Co tu zrobić?
Muszą dostawać sygnał z góry.
Czyli z głowy…
Co tu dużo kryć… Moje zaburzenia odżywiania nie wzięły się z powietrza…
Praca nad sobą, jest najtrudniejsza. Wejść na poziom, który sprawi, że pokocham siebie, tak prawdziwie, to wyzwanie.
Dużo już zrobiłam na tym polu, ale jeszcze wiele mi zostało.

Praca nad sobą

Słyszałam od osoby, uczestniczącej parę lat temu w sympozjum, na którym razem z diabetologami i lekarzami medycyny naturalnej miał wykład lekarz z Tajwanu, że cukrzyca typu I jest uleczalna!!!!!
Niestety nie mogę znaleźć, jaka jest pisownia nazwiska tego doktora. Jedyne, co wiem i pamiętam, to wymowę: [Piter Pjuć]. Nie natrafiłam jeszcze na jego publikacje.
Z pewnością ktoś o tym słyszał i ma już te artykuły.
Dlaczego jest o tym tak cicho? Dlaczego tak mało osób o tym trąbi?
Dlaczego o tym się nie mówi?!

To trudne. Łatwiej zjeść co się chce i podawać insulinę.
Łatwiej nie pracować nad sobą. Wierzyć w to, że nie mamy żadnego wpływu na to, że limfocyty się niszczą nawzajem.

Czasami mam ochotę, tak po prostu, wziąć „wakacje” od swoich chorób.

I can't diabetes today
Źródło: postermywall.com

Myślę, że najlepszym podsumowaniem tego ostatniego punktu z „dekalogu eMMy” będzie „12 kroków do dobrostanu”. Czyż dobrostanem nie jest życie w zdrowiu? Bez chorób?
Kochające się leukocyty, a nie zjadające się nawzajem?
Do ostatniego, dwunastego podpunktu dodałabym „Kochaj Siebie”.
Nam, osobom z chorobami autoimmunologicznymi (inaczej: z autoagresją), trzeba za każdym razem przypominać, że „kto kocha, ten nie choruje”.*

12 kroków do dobrostanu
Źródło: pomper.pl

*) cytat z filmu „Body – ciało” M.Szumowskiej

eMMa
„Sweet tooth”

Pierwszy wpis z tej serii: Ja i moja cukrzyca typu I
Następny wpis z serii – Czary mary


Podyskutuj o cukrzycy i jej leczeniu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!

Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.


Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

6 myśli nt. „Dekalog eMMy – część III”

  1. Witaj 🙂
    Od początku czytam twojego bloga i każdy kolejny wpis podnosi mnie na duchu 🙂
    U mnie zdiagnozowano póki co insulinooporność i kazano włączyć metforminę, jednak opieram się jak mogę i na razie piję tylko herbatę z morwy i dużo się ruszam 🙂 Za 2 miesiące test tolerancji i liczę, że jednak będzie poniżej 140…
    Mam prośbę, mogłabyś napisać swój jadłospis z jakiegokolwiek dnia? 🙂 Widziałam już ten z kiełbaską, ale jestem ciekawa jak wygląda u ciebie godzenie twojego sposobu jedzenia z gustem twojej rodziny 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    1. Martuszka, godzę to w ten sposób, że ja jem mięso i ogórki, a moja rodzina do tego ma ziemniaki i warzywa, na które mają ochotę. Na deser czasami pozwalam sobie na 30 gram gorzkiej czekolady ( taka ilość nie podnosi mi cukrów) albo masło orzechowe, które dzieciaki uwielbiają. A jak przyjeźdża mój dziadek, to je makowca. Jeżeli mają ochotę na wino, to piją wino, a ja czystek.
      Wszystko idzie pogodzić.

  2. Moje badanie z kropli krwi przeprowadziła pani doktor z Głogowa 🙂
    Z badań jednej z moich wykładowczyń (bromatologia) wynika, że Polacy mają niedobory absolutnie wszystkiego, a najbardziej właśnie witaminy D oraz jodu 🙁 wynika to z klimatu, złej jakości produktów, ale przede wszystkim z braku „świadomości jedzenia” 🙁
    Ja sama choruję na niedoczynność tarczycy (uff uff nie Hashi) oraz PCOS 🙂 i wierz mi, także chciałabym chociaż na jeden dzień przenieść się do zdrowego ciała 😉
    Pozdrawiam i podziwiam!
    Oraz czekam na kolejną dawkę motywacji :*

  3. Witamina D3 i k2 mają bardzo dobry wpływ na zmniejszenie insulinooporności. Należy także dodać o witaminie C – czysty kwas L-askorbionwy w dawkach minimum 2-3gramy u dorosłego.

  4. Brawo!!! Jestem pod ogromnym wrażeniem pani determinacji, z przyjemnością przeczytałam wszystkie części dekalogu. Gratuluje i trzymam kciuki za dalsze leczenie i wychodzenie z choroby. Fakt, mało jest takich ludzi jak pani, którzy mają odwagę głosić, że cukrzycę można pokonać, mało jest też takich, którzy chcą z tego wyjść, tak jak pani pisze wolą wziąć insulinę.
    Proszę mi napisać gdzie pani robiła badania z kropli krwi?
    Pozdrawiam 😉

    1. Bardzo dziękuję. Wystarczy wpisać w google: badanie krwi z kropli krwi i miasto w którym pani mieszka. Wbrew pozorom, jest wiele osób, tym się zajmujących. Słyszałam, że niektórzy przyjeżdżają do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *