Jak zmniejszyć poziom cukru we krwi i dzięki temu zmniejszyć podawanie insuliny

Za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że napisałam już wszystko, co robię, aby ujarzmić cukrzycę typu pierwszego dietą a nie insuliną zewnętrzną, pojawia się komentarz albo mail, który uświadamia mi, że pewne rzeczy oczywiste dla mnie, nie zawsze są oczywiste dla innych.
I mimo to, że sporo energii poświęcam temu, aby język którym piszę był zrozumiały dla wszystkich (a żargon medyczny, w pewnym momencie, ciężko jest wyplewić) okazuje się, że zapominam o prostej zasadzie:

Nie tłumacz głośniej, a inaczej

Tylko skąd mam wiedzieć, jak jest inaczej?
Dlatego raz moje wpisy są odpowiedzią na komentarze: Do czego wykorzystałam nasiona chia, Chodząca inspiracja, a innym razem cytuję maile: Jan Nadzieja.
Podobnie i tym razem.

Pod wpisem Jak wyleczyć się z cukrzycy – Walter Last Aga napisała komentarz.
Wiele osób go przeczytało, ale warto go powtórzyć, ponieważ podobne wątpliwości mają też inne słodziaki.

Pierwsze zdanie jest piękną nagrodą dla mnie oraz informacją, że to co robię ma sens. Uważam również, że daje informację niedowiarkom, że w tym szaleństwie jest metoda.

Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga – dodaje skrzydeł, a Twoje wskazówki są bezcenne.

Kiedy opisuję swoją drogę, chcę być autentyczna. Cytując autorów, z którymi nie do końca się zgadzam, nie jestem wiarygodna, że chorując dłużej niż 20/30 lat też można odbudować trzustkę.
Jednak komentarze, bądź maile od osób takich jak Aga są najlepszym źródłem inspiracji dla wszystkich, z dłuższym ode mnie stażem choroby.

Choruję na cukrzycę typu 1 od 28 lat, czyli od szóstego roku życia. Jestem też uwikłana w hashimoto oraz z moich obserwacji w inne choroby z autoagresji, ale nie diagnozuję ich, wolę ten czas przeznaczyć na szukanie przyczyn.

Choroby z autoagresji, jak się ich nie zatrzyma na samym początku, to potrafią zademonstrować się na wielu frontach. Prawda jest taka, że kiedy zadbamy o swój układ autoimmunologiczny (Amy Myers Możesz wyleczyć choroby autoimmulogiczne) to powoli wszystkie objawy różnych chorób zaczynają maleć, niknąć.
Najdłużej będą znikać te objawy, które najdłużej nam towarzyszą. Dlatego u mnie, tak szybko „przeszła” astma (tylko dwa lata była w takim stanie, że wymagała wziewów), a alergia i Hashimoto są coraz łagodniejsze, jednak kilkunastu lat nie cofnę w parę miesięcy.

Od półtorej roku leczę się przy pomocy diety. Oczywiście wciąż przyjmuję insulinę, ale jej ilość zmniejszyłam już o 2/3 w stosunku do ilości wyjściowej, którą podawałam przed dietą. Stało się to powoli, stopniowo – organizm sam mówił kiedy i gdzie podać mniej insuliny. Ponadto poprawił się też stan mojej skóry, nastawienie do życia oraz wzrósł poziom energii, powoli znikają też inne różne dolegliwości.

Dokładnie tak wygląda ujarzmianie cukrzycy typu pierwszego dietą a nie insuliną zewnętrzną – stopniowo. Zmniejszenie ilości insuliny 2/3 przez 18 miesięcy, to jest nie lada sukces. Nie wiem, co Aga jadła przed, ale jeżeli standardowy jadłospis zalecany cukrzykom rekomendowany przez większość diabetologów (czyli nabiał, zboża, zero tłuszczu), to czasami wystarczą trzy dni, żeby ograniczyć zapotrzebowanie na kłucia.

Stan mojej skóry też ogromnie się poprawił. Miałam początki łuszczycy, a teraz nie wiem nawet, co to sucha skóra. Oczywiście, dzięki diecie (Dekalog eMMy: część I,II,III).

Muszę przyznać też, że z tymi dietami w pewnym momencie pobłądziłam. Zaczynałam od diety wegańskiej owocowo-warzywnej + orzechy i oleje roślinne (oczywiście bez pieczywa i nabiału). Wytrwałam na niej 10 m-cy, efekty były: 15 kg mniej, mniejsze zapotrzebowanie na insulinę oraz inne plusy.

Piękny przykład na to, że dieta raw-food też ma rację bytu. Mój organizm nie najlepiej ją zniósł (Zakazany owoc), nie zmienia to faktu, że może pomóc. Wiele filmików na youtube przedstawia spektakularne efekty diety opartej na surowych owocach, warzywach i orzechach.

Niestety w okresie zimowym ta dieta zupełnie się nie sprawdziła – ilość produktów, które trzeba kupić, przerobić i zjeść, przerosła mnie. Żeby nie wrócić do nabiału i pieczywa, a jednocześnie przetrwać zimę, nadmienię, że w tym momencie cały czas jeszcze bałam się tłuszczów, zaczęłam jeść dziwne miksy – typu mięso + owoce – dla organizmu to był cios.

Tak, strach przed zdrowymi tłuszczami jest powszechny. Sama czuję niepokój za każdym razem jak odbieram swój lipidogram. Zawsze mam obawy. Kiedy mam już wyniki w ręku, słyszę w głowie głos mojej lekarki pierwszego kontaktu:
„Ło matko, nigdy jeszcze nie widziała tak wysokiego poziomu dobrego cholesterolu”.
I czuję się jak pierwszoklasista pochwalony za ładnie prowadzony zeszyt ze szlaczków.

Doktor Witoszek ma teorię, że poziom złego cholesterolu zależy od niewłaściwych białek lub ich nadmiaru w diecie (Dekalog eMMy część I). Ma to sens.
Od kiedy pilnuję zasady jedno białko zwierzęce na dobę, albo dwa roślinne na dobę, poziom mojego cholesterolu jest w zdrowej normie. Mimo, że moja dieta, to są głównie tłuszcze.

Jeżeli chodzi o owoce, to awokado i oliwki są jedynymi, które trzymają mi cukry.
Stąd proponowany przez Agę mix: mięso + owoce trzyma mi cukry, pod warunkiem, że jest to 70 g indyka i awokado, albo 70 g innego mięsa i oliwki (nawet 150 g oliwek).

Od miesiąca jestem na diecie, którą Ty stosujesz (przynajmniej staram się wcielać te zalecenia w życie – a nie jest łatwo, bo w zasadzie każdy produkt podnosi mi cukier) – efekty są spektakularne na każdej płaszczyźnie życia. Jedno białko dziennie działa na cukry poranne wzorcowo – dzięki temu udało mi się w przeciągu miesiąca obniżyć insulinę długodziałającą o 5 jednostek.

Obniżyć w ciągu miesiąca o 5 jednostek dawkę insuliny długodziałającej (całodobowej) dzięki diecie, to jest niesamowity wyczyn (zasada jednego białka na dobę: Gdy poranne wstają zorze).
Żeby uniknąć wzrostu cukrów po nowych produktach, zauważyłam, że 30 g produktu węglowodanowego nie podnosi mi drastycznie cukru (tak sprawdzam czekolady, ziemniaki, dynię) a w przypadku mięsa, ryb, warzyw strączkowych itp. jest to 70 g.
Po takiej ilość, nawet jeżeli jest to produkt, który w tym momencie mi nie służy, nie będę musiała podawać insuliny zewnętrznej.

Jem tłuszcze zwierzęce – jest to dla mnie zupełnie nowy smak, bo przez te wszystkie lata lekarze, specjaliści, media skutecznie mnie do tego smaku zniechęcili. Jem, i z jednej strony cieszę się – bo to działa, a z drugiej strony boję się, bo wszyscy dookoła stukają się w głowy i straszą cholesterolem i różnymi innymi rzekomymi efektami ubocznymi. Ale nie zamierzam rezygnować.

Najważniejsze są zdrowe tłuszcze (Grzegorz świetnie to opisał na stronie).
Jeżeli mam w planie zjeść 30 g kaszy gryczanej, to dodaje 20 g oleju kokosowego. Ostatnio prawie w ogóle nie jadam zbóż, ale jeżeli mi się zdarzy, to właśnie w takich proporcjach. Również boczek/skwarki nie powinny podnosić nam cukru (zaliczamy go do tłuszczów a nie do grupy białek zwierzęcych).

Cóż, ja również zauważyłam, że wiele osób stukało się w głowę na mój sposób podejścia do cukrzycy typu pierwszego. Czy ja muszę każdemu wszystko tłumaczyć?!
Moi bliscy już tak się przyzwyczaili, że nie stwarza to żadnego problemu. A jeżeli jestem w nowym towarzystwie, to nie jestem wyjątkiem. Mamy takie czasy, że wszyscy są na jakiejś diecie.

Najważniejsze, że widzę efekty. Najważniejsze, że jestem coraz bliżej swojego celu.

Zwycięzcy skupiają się na celach

A mój cel (cukry 80-90 przez cały czas, bez podawania insuliny zewnętrznej) jest niezmienny i coraz bliżej. Powoli nadchodzi moment, aby określić kolejne cele.

eMMa
"Sweet tooth"
lp.pw@htootteewsamme


Podyskutuj o cukrzycy i jej leczeniu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!

Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.


Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

9 myśli nt. „Jak zmniejszyć poziom cukru we krwi i dzięki temu zmniejszyć podawanie insuliny”

  1. Odkryłam "Cię" w piątek, i przeczytałam jednym tchem. To co nas łączy, to to, że też skończyłam AM, tylko że stomatologię i jestem na diecie niskowęglowodanowej, inspirowanej dr Kwaśniewskim już piąty rok. Mój mąż miał cały zestaw chorób grubasa, czyli nadciśnienie, cukrzycę 2, dnę moczanową. Diabetolog, do którego chodził zapytany o dietę, powiedział: panie jaka dieta , żadna dieta tu nie pomoże, i wraz z tą dobrą radą wręczył mu receptę na statyny :).
    Recepta wylądowała w kominku a my zmieniliśmy styl życia i nie przyjmujemy żadnych leków poza D3 w sezonie zimowym.
    Jednakże cała ta sytuacja spowodowała zwrot w moim życiu, zaczęłam się interesować dietą ( nawet kupiłam Harpera, żeby móc to wszystko weryfikować) i medycyną alternatywną.
    A pisze dlatego, że z mojego dotychczasowego doświadczenia, wyszło mi, że krótkie posty, od 16 godzin w górę działają na organizm leczniczo i pozwalają zregenerować się między innymi układowi hormonalnemu a szczególnie stymulują wzrost poziomu hormonu wzrostu. Przeprowadzam sobie taki post raz w tygodniu, zaczęłam od 24 godzin a doszłam do 42. Dr Bednarczyk-Witoszek też zaleca 16 godzinne przerwy w jedzeniu.
    Ale ponieważ nie wiem jak takie posty działałyby przy cukrzycy 1, zaczęłam szukać informacji na youtoub-ie, a trafiłam na coś zupełnie innego, co jednak mnie zelektryzowało, więc postanowiłam tu napisać, żeby podać Ci linka.
    Otóż z teoriami, że to pasożyty ale i metale ciężkie, pestycydy, bisfenol A itd. zgromadzone w naszych tkankach, powodują tak duże uszkodzenie tychże, że dochodzi do autodestrukcji spotykałam się już wcześniej, ale jakoś nie mogłam w to uwierzyć. No ale skoro sytuacja się powtarza, czyli natykam się na to kolejny raz to musi być coś na rzeczy. : https://www.youtube.com/watch?v=sSXkREpipCg

    Podobne teorie można znaleźć u rosyjskich naukowców, między innymi Małachowa, mam jego książkę "Życie bez pasożytów", jakbyś chciała mogę Ci wysłać.
    A tak na koniec masz świetny styl i wielką poprawność językową, czyta się Ciebie z wielką przyjemnością. 🙂

    1. Izabelo, ogromnie jestem Ci wdzięczna za ten komentarz, link do filmiku oraz piękny komplement. Bardzo dziękuję.
      Odnoszę wrażenie, że to co łączy nas wszystkich zaglądających na tą stronę, to zdrowy rozsądek.
      Absolutnie zgodzę się z Tobą, że szesnastogodzinne posty działają na organizm leczniczo. Dlatego ostatni posiłek jadam o 17:00 a śniadanie o 9:00 a czasami i później.
      Nie dziwię się, że zelektryzowała Cię teoria, że to pasożyty ale i metale ciężkie, pestycydy, itd. zgromadzone w naszych tkankach, powodują tak duże uszkodzenie tychże, że dochodzi do autodestrukcji.
      Masz rację. Pisałam o tym w "Czary Mary".
      Poddałam się takiemu skanowaniu (o którym mowa w tym filmiku), dwa lata po stosowaniu diety o której piszę, i wyszło niewiele. Pozostałości po czterech rodzajach grzybów, itp.
      Po paru miesiącach powtórzyłam skanowanie, i niczego już nie miałam.
      Wszystko, dzięki zasadom diety o której pisałam oraz zasadom Amy Myers.
      Tak sobie myślę, że dzięki "stylowi paleo".
      Bardzo dziękuję, że o mnie pomyślałaś, jednak po zeskanowaniu mojego organizmu wiem, że nie mam pasożytów. Mało który "robaczek" chciałby u mnie zostać na dłużej: same tłuszcze, zero nabiału, zero zbóż, zero owoców. Umierają śmiercią głodową 🙂
      pozdrawiam bardzo serdecznie

  2. eMMo,

    Jest mi niezmiernie miło, że tak obszernie skomentowałaś mój wpis i że mogę służyć jako przykład.

    Oczywiście przed zastosowaniem diety, jadłam wg. wskazań klasycznej diety dla diabetyków, przyznam że ze smakiem, bo od kiedy pamiętam uwielbiałam/uwielbiam? pieczywo i nabiał. W późniejszym okresie doszły do tego słodycze – na zasadzie, skoro i tak choruję na nieuleczalną chorobę, i tak muszę brać zastrzyki, to czy jedno wkłucie mniej czy więcej robi mi jakąkolwiek różnicę? – nie, a przynajmniej osłodzę sobie życie.

    Ktoś mógłby powiedzieć, że w zasadzie co to za wyczyn, skoro odstawiłam cukier i węglowodany, to normalną rzeczą jest, że zapotrzebowanie na insulinę spadnie. Mój c-peptyd wynosi 0 i biorę insulinę zewnętrzną. Tylko tłuszcz w czystej postaci i sałata trzyma mi cukry, więc żeby nie popaść w rutynę jem produkty które od zawsze była w miarę neutralne dla mojego organizmu i mojej glikemi.

    Mam już na swoim koncie mały udokumentowany sukces. Otóż dwa lata temu stwierdzono u mnie początki niedoczynności tarczycy, udało mi się z TSH=6,87 mlU/l zejść do poziomu 4,02 mlU/l – czyli już mieszczę się w ustalonych widełkach.

    Po trzech miesiącach diety zrobiłam lipidogram. Cholesterol trochę podwyższony – 216 mg/dl, ale zarówno HDL i LDL są w górnych granicy normy.

    Pozdrawiam wszystkich,
    Aga

    1. Ago, cieszę się, że na Twoim przykładzie mogłam napisać co myśli większość.
      Nie oszukujmy się, ale ja dokładnie tak samo myślałam na początku insulinoterapii. Też jadłam słodycze, mając dokładnie taki sam monolog jak Ty.
      Czemu tak ciężko przychodzi nam, cukrzykom, bycie dumnym z tego, że uzależnieni od węglowodanów, nabiału i zbóż potrafimy je odstawić?!
      To jest MEGA wyczyn!!
      Dziękuję, że tak szczerze napisałaś.
      W dwa lata tak zmienić poziom TSH!! GRATULUJE!!
      Ciekawe, po jakim czasie coraz więcej produktów będzie Ci służyć?
      Jestem przekonana, że to tylko kwestia czasu.
      pozdrawiam

  3. „Jeżeli mam w planie zjeść 30 g kaszy gryczanej, to dodaje 20 g oleju kokosowego”

    Nie chę się czepiać, ale czy to aby na pewno rozsądna rada dla cukrzyka?
    Jasne, że tłuszcz ograniczy trawienie tej kaszy i finalny poziom glukozy będzie niższy, problem jest jednak w tym, iż będzie się dłużej utrzymywał.

    Mój przypadek:
    -50 gram kaszy gryczanej : glukoza po 1h ok. 150, po 2h ok. 105, po 4h ok.90
    -50 gram kaszy gryczanej plus 20-30 gram tłuszczu: glukoza po 1h ok. 120, po 2h: 120 po 4h ok. 115 – nie siedzę, ruszam się cały dzień .

    Metabolizmu nie oszukamy.
    Życzę wszystkiego dobrego!

    1. Przecież każdy jest inny, zatem inny stosunek węglowodanu do tłuszczu będzie trzymał cukry – nie ma reguł. Przecież w ogólnym rozrachunku chodzi o to by cukry były na poziomie stałym, poniżej 135 mg. Czyli u Ciebie Łukasz wariant 50 gram kaszy + 20-30 gram tłuszczu, u eMMy 30 gram kaszy + 20 gram tłuszczu, a u mnie będzie to 0 gram kaszy + do woli tłuszczu.

    2. Łukasz, ogromnie dziękuję za ten komentarz.
      Tak często pisałam żeby kwestionować wszystko, o czym piszę, ponieważ każdy z nas jest inny, że już przestałam to powtarzać.
      Staram się nie dawać rad.
      Często podkreślam, że to co mi trzyma cukry innym może podnosić.
      Najważniejsze, to obserwować swój organizm.
      Cieszę się, że się z tym nie zgadzasz.
      Proszę, czepiaj się więcej 🙂 dzięki temu jest miejsce na fajną, mądrą dyskusję. Wszyscy skorzystamy.
      Napisałbyś mi proszę od kiedy chorujesz?
      Ile już nie podajesz sobie insuliny zewnętrznej?
      pozdrawiam serdecznie

      1. U mnie jest to cukrzyca typu 2.
        Podałem tylko zanotowany przykład z początków modyfikacji diety.
        Na ten moment odżywiam się nisko-węglowodanowo, nie przekraczając w jednym posiłku 5 gram węglowodanów. Wyjątkiem są pestki dyni, które mimo iż mają sporo węglowodanów to nie podnoszą mi cukru. Na insulinie nigdy nie było, prócz incydentu w szpitalu po badaniach. Na szczęście szybko trafiłem na rozsądnego lekarza, który wskazał na zmiany w odżywianiu i wspomagająco przepisał metforminę.

        „Przecież w ogólnym rozrachunku chodzi o to by cukry były na poziomie stałym, poniżej 135 mg. Czyli u Ciebie Łukasz wariant 50 gram kaszy + 20-30 gram tłuszczu.”

        Aga,
        Jasne, ale dla mnie powyżej 95 po 3h to jest już źle. Generalnie staram się trzymać glukozę na poziomie 85-95. Trzy bogate, w szybko wysokoenergetyczny tłuszcz, posiłki. Takie jest moje optimum.

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *