Jak wyleczyć się z cukrzycy – Walter Last

Kupując kolejną książkę o cukrzycy i jej leczeniu dietą, zastanawiałam się: po co?
Przecież mój sposób świetnie działa. Początkowo wydaje się skomplikowany, ale wszystko, co nowe, może dawać takie złudzenie.
W każdej z książek już opisanych przeze mnie znajdowałam potwierdzenie słuszności swoich poczynań. Jednak nadal czegoś mi brakowało. Wiele rzeczy testowałam (z różnym skutkiem dla poziomu moich cukrów), dochodząc zawsze do tego samego wniosku: po co zmieniać coś, co świetnie sprawdza się w moim przypadku.
Dlatego stwierdziłam, że ta pozycja już będzie ostatnią.
(Jest jeszcze jedna książka, która czeka w kolejce – będę ją tłumaczyć i systematycznie publikować).
Dopiero jak przeczytałam tę małą hmm… broszurkę, bez zdjęć, bez obrazków oraz jadłospisu, wiedziałam, dlaczego ją kupiłam.

Jak wyleczyć się z cukrzycy - Walter Last

A wszystko zaczęło się tak:
Pod wpisem Jan Nadzieja Malgonia napisała w komentarzu o niemieckim biochemiku, naturopacie, żywieniowcu, terapeucie, nazywającym się Walter Last – polecając jego książkę i zamieszczając link do artykułu: www.health-science-spirit.com/diabetestreatment.html.
Urzekło mnie to, że w tej krótkiej publikacji 90% pokrywa się z tym, co robię. Jeszcze piękniejsze jest to, że kolejna osoba z dużym doświadczeniem twierdzi, że o wyleczeniu cukrzycy typu I nie decyduje staż choroby, a jedynie to, że im dłużej się choruje, tym więcej organizm potrzebuje czasu, żeby wyzdrowieć.

Generalnie treść książki Jak wyleczyć się z cukrzycy niewiele różni się od innych przeze mnie opisanych.
Jest jednak jedna różnica – ta książka jest tylko o cukrzycy. Głównie typu I.
Nie wyczułam amerykańskiego prania mózgu. Nie ma lania wody, nawijania makaronu na uszy. Jest konkret.

Walter Last twierdzi, że aby pokonać cukrzycę typu I, należy unikać glutenu oraz wszelkich przetworów mlecznych z mleka A1 (czyli od większości krów, np. holsztyno-fryzyjskich), zawierającego beta-kazeinę A1 (zobacz też: Kazeina A1 i A2), może to również bardzo pomóc przy cukrzycy typu 2. Namawia do programu oczyszczania organizmu za pomocą surowych pokarmów. Mam wrażenie, że jest to kalka językowa bądź błąd tłumaczenia, a surowa dieta nie jest niczym innym jak dietą paleo.
Dla wielu ludzi kupowanie fasoli w warzywniaku na kilogramy i mięsa od wiejskiego gospodarza, może stwarzać wrażenie surowej diety.
Chodzi chyba bardziej o to, że taka fasola, jest w sumie surowa: bo bez konserwantów, chemii i nie z puszki.

Tak samo jak wielu innych autorów, których książki już opisałam (Insulina, nasz cichy zabójca, Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne, Diabetyczna rewolucja, plan cudu pH) zaleca suplementację witaminami, minerałami oraz innymi składnikami odżywczymi.

Pokarmami zalecanymi przez Waltera Lasta dla cukrzyków typu I są:
mięso, ryby i owoce morza, jajka, pasta białkowo-tłuszczowa (z twarogu niepochodzącego z mleka A1), ser z koziego i owczego mleka, awokado, zielone oliwki, oliwa, mielone siemię lniane, rośliny strączkowe takie jak gotowana fasola oraz kiełki fasoli mung i soczewicy, ciecierzyca, kozieradka, gryka, orzechy (poza nerkowcami), sałata i inne warzywa liściowe oraz kapustne, rzodkiewki, ogórki, seler, zielona fasola, świeże pomidory i cebula, grejpfrut oraz sok z cytryny i limonki.
Dla mojej trzustki lista ta powinna być zmodyfikowana.
Mięso oraz ryby owszem, ale muszę pamiętać: jedno białko zwierzęce dziennie.
Pasty białkowo-tłuszczowej na mleku bez kazeiny A1 nie próbowałam. W książce jest opisane, jak samemu zrobić taki twaróg, oraz o co dokładnie w tym wszystkim chodzi.
Rzeczywiście, ser z mleka koziego nie podnosi mi cukru (porcja 70 g).
Awokado mogę jeść również bezkarnie, chociaż ostatnio mi się przejadło.
Czarne oliwki traktuję jako przekąskę. Zielone jakoś mi nie leżą. Ale może to kwestia czasu?
Siemię lniane i rośliny strączkowe nie są dla mnie. (Pisałam o tym: Cierpliwość bambusa)
Zarówno kapustne, rzodkiewki, fasola, pomidory i cebula drażnią moją trzustkę.
Ogórki i seler naciowy mogę wcinać bez ograniczeń. Dzięki Bogu!!
Owoców dawno nie jadłam, więc nie mogę powiedzieć, czy sugerowany grejpfrut, cytryna i limonka nie nadwyrężą mojej trzustki. Ale wolę nie ryzykować (Zakazany owoc).
A nerkowce, raz na jakiś czas, trzymają mi cukry.

Autor zwraca uwagę, że testowanie pokarmów ma największe znaczenie w przypadku dzieci i cierpiących na cukrzycę typu I, bowiem w zależności od rodzaju spożytego pokarmu poziom cukru we krwi może się znacząco zmieniać. Łączy to, podobnie jak dr E. Bednarczyk–Witoszek z alergią pokarmową (klasyfikację cukrzycy w zależności od zakresu nietolerancji opisałam w Cierpliwość bambusa).

Halloween, dieta

Zaleca dietę dr Budwig, z zaznaczeniem, że twaróg ma pochodzić wyłącznie z mleka owczego, koziego lub A2 – czyli pochodzącego od krów mniej mlecznych ras, z wyższą zawartością tłuszczu. Absolutnie nie spożywać białego sera ze sklepu.
Twaróg, czyli sfermentowany biały ser, jest generalnie dobrze przyswajalny przez organizm, ponieważ laktoza występuje tam w dużej mierze w postaci kwasu mlekowego albo w odciągniętej serwatce. W przypadku mleka nieorganicznego wszelkie zanieczyszczenia znajdują się w serwatce albo w odciągniętym tłuszczu i to jest to, co nam (cukrzykom) szkodzi.

Ogólne zalecenia dla wszystkich cukrzyków, czyli co należy, a czego nie, w większości pokrywają się z moimi zasadami (Dekalog eMMy: część I, II, III). Nie ma tylko rozróżnienia na zasadę dwóch i pół dnia oraz zasadę niemieszania białek (Gdy poranne wstają zorze).

Proponuje pić koktajle: łyżeczkę spiruliny, mielonego siemienia lnianego, oliwy z pierwszego tłoczenia albo surowego żółtka jaja oraz łyżeczkę lecytyny należy wlać do szklanki rozcieńczonego soku z cytryny lub limonki albo octu jabłkowego i pić kilka razy dziennie (albo przy napadzie głodu). Należy rozcieńczać 1/10 soku lub octu w 9/10 wody.

Nie przekonał mnie, głównie dlatego, że zawierał sok z owoców. Zresztą, nadal pamiętam swój eksperyment z piciem soków, i wolę już do tego nie wracać (Diabetyczna rewolucja, plan cudu pH: część I, II i III).

Kluczowe dla mnie zdanie, dla którego warto było kupić tą książkę:
Jeżeli chcesz przywrócić zdolności swojej trzustki do wytwarzania własnej insuliny, musisz przyjmować jej absolutne minimum. Dopóki bowiem dostarczasz ją organizmowi, nie ma mowy o jakimkolwiek wytwarzaniu własnej.”
Wspominałam już o tym, jednak było to intuicyjne (Nabiałowy odwyk).
Interpretacja tego zdania może być różna. Chodzi o to, aby utrzymywać poziom cukru na zdrowym poziomie za pomocą diety a nie zastrzyków.
Jeżeli okaże się, że zjemy coś, co podniesie nam cukier (ja, nawet do jednego wafla ryżowego w gorzkiej czekoladzie muszę się kłuć, podczas gdy do 100 gramów pistacji utartych na masło – nie), to należy podać doposiłkowo odpowiednią dawkę insuliny.
Poziom cukru powinien być na stałym, zdrowym poziomie. Absolutnie karygodne i nierozsądne jest dla mnie nagłe odstawienie intensywnej insulinoterapii bez przejścia na odpowiednią dietę i ruch.

Walter Last opiera się na pomyśle dr Carem Ramsa*, który zasłynął tym, że wyleczył tysiące cukrzyków przy pomocy trzytygodniowej kuracji sokiem z cytryny. Pacjenci pili dziesięć razy dziennie albo co godzinę, szklankę zawierającą 1/10 soku z cytryny i 9/10 wody, a po trzech tygodniach przechodzili na nieuczulającą naturalną dietę. Głównym celem kuracji była poprawa działania wątroby.

Ilekroć podaje się małym dzieciom insulinę, wyrządza się im wielką krzywdę. Insulina nigdy nie powinna być podawana dzieciom poza krytycznymi przypadkami. Dzieciom chorym na cukrzycę bardzo służy właściwa dieta. Pomogłem tysiącom z nich i żadne z nich nie potrzebowało insuliny.fragment wywiadu z dr C. Ramsejem

Kiedy stwierdziłam, że tak wiele rzeczy się zgadza, zaczęłam rozważać picie proponowanych mikstur. Skoro zaleca się picie szklanki rozcieńczonego soku z cytryny i limonki bądź octu jabłkowego przed lub między posiłkami kilka razy dziennie albo gdy czuje się głodnym, to może spróbuję?
Zaczęłam jednak od najprostszego: rozcieńczenia 1/10 soku albo octu w 9/10 wody.
Wahałam się.

Postanowiłam spróbować. Przecież cytryna nie jest słodka – pomyślałam.
Wypiłam szklankę. Mocne. Na wszelki wypadek tego dnia nie miałam żadnego białka zwierzęcego
(Owoce mogą podnosić cukier bardziej, kiedy jemy je w dniu z białkiem zwierzęcym).
Mocne też było moje zdziwienie, kiedy glukometr pokazał znacznie więcej niż 150 mg%…
Hmm… to może spróbuję z octem jabłkowym? Efekt był taki sam.
Po raz kolejny przekonałam się, że każdy jest inny. Najważniejsze to umieć czytać swój organizm. Nie jest powiedziane, że za jakiś czas, będę mogła bezkarnie pić tą miksturę, ale w tym momencie nie jest to dla mnie.

Wspomina również o dodatkowych terapiach koncentrujących się na wątrobie i trzustce.
Wiele rzeczy pokrywa się z moimi Czary mary.

Podaje znane już wszystkim fakty i liczby. Uważam, że za często o nich zapomina współczesna diabetologia. Dlatego wspomnę o nich raz jeszcze:
po wprowadzeniu insuliny poziom śmiertelności zaczął z każdym rokiem wzrastać.
Paradoks? Dawniej cukrzykom zalecano dietę, która z nadejściem insuliny została odrzucona i od tej pory pacjenci mogli jeść wszystko, czego tylko chcieli, narażając się na przykre konsekwencje w dłuższej perspektywie.
Jednak główną przyczyną wzrostu śmiertelności w ostatnich latach jest prawdopodobnie coraz częstsze występowanie obu typów cukrzycy, wraz z opłakanymi skutkami konwencjonalnej terapii (dzięki której zwiększają się autoagresywne ataki na trzustkę albo zwyczajnie wyczerpują jej zdolność do produkcji insuliny).

Książkę czyta się bardzo przyjemnie ze względu na język, jak również większość znanych i po raz kolejny powtarzanych informacji.
Zachętą niech będzie cytat ze wstępu tej książki, pod którym podpisuję się obydwiema rękoma: ja, eMMa i moja prawie zregenerowana trzustka.

Jestem przekonany, że w prawie każdym przypadku można całkowicie wyleczyć i pokonać cukrzycę typu 2 oraz wczesne stadia cukrzycy typu 1. Uważam także, iż w wielu sytuacjach można pozbyć się nawet zaawansowanej cukrzycy typu 1, a przynajmniej mocno ograniczyć.
Gdy mówię o „wyleczeniu” się z choroby, nie oznacza to, że możemy od tej pory jeść wszystko, czego tylko sobie zażyczymy (co jest oczywiście możliwe). Mam na myśli raczej to, że przejście na dobrą dietę i stosowanie specjalnych środków pozwala kontrolować poziom naszego cukru we krwi w znacznie zdrowszy sposób, niż gdybyśmy przyjmowali lekarstwa. Moim zdaniem ich skutki uboczne wraz ze złymi nawykami żywieniowymi pociągają za sobą poważniejsze konsekwencje zdrowia niż sam rozwój choroby.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy czytają moje wpisy oraz tym, którzy zostawiają pod nimi komentarze. Ten artykuł nie powstałby pewnie, gdyby nie komentarz Malgoni (za co jestem Ci bardzo wdzięczna).
Chcę tylko napisać, że wszystkie komentarze są dla mnie bardzo cenne. Wszystkie są inspiracją do kolejnych wpisów.

* fragment wywiadu z doktorem Ramsem (jego pełny tekst znajduje się www.brixman.com/hypoglycemia.html)

** wszystkie cytaty pochodzą z książki Waltera Lasta Jak wyleczyć się z cukrzycy. Książka jest w sprzedaży (sprawdź ceny)

eMMa
"Sweet tooth"
lp.pw@htootteewsamme


Podyskutuj o cukrzycy i jej leczeniu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!

Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.


Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

24 myśli nt. „Jak wyleczyć się z cukrzycy – Walter Last”

  1. Od prawie roku stosuję się (w 90%) do zasad odżywiania paleo. Jedyny wyjatek jaki wciąż uznaję to twarożek na śniadanie przyrządzany w/g zasad dr.Budwig. Od ponad dwóch miesięcy zauważyłem wzrost poziomu cukru i w zasadzie ze stanu przedcukrzycowego powinienem się uznać(śledząc poziom cukru we krwi) za cukrzyka. Sądziłem że odzywianie w/g zasad paleo pomaga mi w obniżaniu poziomu cukru ale tak sie nie stało. Myślę zatem że to wynik nadmiernej ilości tłuszczów i mięsa w mojej diecie(które w zasadzie jadłem w sposób beztroski). Chyba jedynym wyjściem teraz było by przejść na dietę wegańską lub wegeteriańską aby nie przyjmować pigułek na obniżanie ciśnienia? Czy ktos miał podobne doświadczenia?

    1. Jerzy, ja mam cukrzycę typu I i dzięki zasadom opisanym w "Dekalog eMMy" mój poziom cukru nie wymaga podawania insuliny zewnętrznej.
      Zaczęłabym od ograniczenia produktów bogatobiałkowych zwierzęcych do jednego na dobę.
      Również twarożek, nawet przyrządzany w/g zasad dr.Budwig jedzony codziennie, może podnieść cukier. Nie trzeba od razu rezygnować, ale może raz w tygodniu?
      Ciekawa jestem, jak Twój organizm zareaguje po tych zmianach.
      Moje doświadczenie jest takie, że dietą można wiele.

      1. Po małej analizie stwierdziłem że faktycznie ograniczenie spożycia białka(nieprzetwarzanego) do jednej niewielkiej porcji 1 raz dziennie może mi pomóc.Okres zimowy nie bardzo sprzyja aktywności fizycznej na świeżym powietrzu -co też zapewne przyczyniło się do wzrostu poziomu cukru.Tak więc i na tym polu mam lekcje do odrobienia. Ponadto zamiast twarożku tradycyjnego-mimo że używam chudego albo nisko-tłuszczowego, postanowiłem zastosować wyłącznie kozi.Po prostu nie potrafię żyć bez mojego ulubionego śniadania.Dodatkowo wprowadze do "mieszanki " twarożku większą ilość zielonych sałat, ogórka itp w miejsce ograniczonej ilości migdałów i orzechów.Dodatkowo odstawię spożycie alkoholu(wino czerwone) od którego nie stronię(1-2 kieliszki dziennie) . Spróbuję też wprowadzić większą kontrolę spożywanych surowych owoców.Po kilku miesiącach porównam uzyskane wyniki .

  2. Droga eMMo

    Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga – dodaje skrzydeł, a Twoje wskazówki są bezcenne. Choruję na cukrzycę typu1 od 28 lat, czyli od szóstego roku życia. Jestem też uwikłana w hashimoto oraz z moich obserwacji w inne choroby z autoagresji, ale nie diagnozuję ich, wolę ten czas przeznaczyć na szukanie przyczyn. Od półtorej roku leczę się przy pomocy diety. Oczywiście wciąż przyjmuję insulinę, ale jej ilość zmniejszyłam już o 2/3 w stosunku do ilości wyjściowej, którą podawałam przed dietą, stało się to powoli, stopniowo – organizm sam mówił kiedy i gdzie podać mniej insuliny. Ponadto poprawił się też stan mojej skóry, nastawienie do życia oraz wzrósł poziom energii, powoli znikają też inne różne dolegliwości. Mimo dużego stażu choroby wciąż wierzę, że można ją przezwyciężyć, czego wszystkim serdecznie życzę.

    1. Droga Ago, to ja bardzo Ci dziękuję, że mogłam dodać Ci skrzydeł 🙂
      Jestem Ci ogromnie wdzięczna, że napisałaś o Swoim sukcesie.
      Dla mnie, ktoś, kto od dziecka chorował na cukrzycę typu I a mimo to, po 28 latach potrafił zmniejszyć dawkę insuliny o 2/3 powoli przestaje być uwikłany w choroby!! GRATULUJE!!!
      Cóż, kolejny dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych.
      Teraz, to już z górki 🙂
      Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrwałości

      1. Muszę przyznać też, że z tymi dietami w pewnym momencie pobłądziłam. Zaczynałam od diety wegańskiej owocowo-warzywnej + orzechy i oleje roślinne (oczywiście bez pieczywa i nabiału). Wytrwałam na niej 10 m-scy, efekty były: 15 kg mniej, mniejsze zapotrzebowanie na insulinę oraz inne plusy.

        Niestety w okresie zimowym ta dieta zupełnie się nie sprawdziła – ilość produktów które trzeba kupić, przerobić i zjeść przerosła mnie. Żeby nie wrócić do nabiału i pieczywa, a jednocześnie przetrwać zimę, nadmienię że w tym momencie cały czas jeszcze bałam się tłuszczy, zaczęłam jeść dziwne mixy – typu mięso + owoce – dla organizmu to był cios.

        Od miesiąca jestem na diecie, którą Ty stosujesz (przynajmniej staram się wcielać te zalecenia w życie – a nie jest łatwo bo w zasadzie każdy produkt podnosi mi cukier) – efekty są spektakularne na każdej płaszczyźnie życia. Jedno białko dziennie działa na cukry poranne wzorcowo – dzięki temu udało mi się w przeciągu miesiąca obniżyć insulinę długodziałającą o 5 jednostek.

        Jem tłuszcze zwierzęce – jest to dla mnie zupełnie nowy smak, bo przez te wszystkie lata lekarze, specjaliści, media skutecznie mnie do tego smaku zniechęciły. Jem, i z jednej strony cieszę się – bo to działa, a z drugiej strony boję się, bo wszyscy dookoła stukają się w głowy i straszą cholesterolem i różnymi innymi rzekomymi efektami ubocznymi. Ale nie zamierzam rezygnować.

        1. Aga zmniejszenie insuliny długodziałającej o 5 jednostek w miesiąc- TO JEST MEGA WYCZYN!!!! Gratuluję!
          Hmm…każdy produkt podnosi Ci cukier? Wielokrotnie pisałam, że to co mi służy innym może szkodzić. Najważniejsze, to wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.
          Z tymi tłuszczami zwierzęcymi to bym nie przesadzała. Najważniejsze są zdrowe tłuszcze (Grzegorz świetnie to opisał na stronie).
          Cóż, ja również zauważyłam, że wiele osób stukało się w głowę na mój sposób podejścia do cukrzycy typu I. Czy ja muszę każdemu wszystko tłumaczyć?!
          Jeżeli chodzi o cholesterol: ja regularnie badam swój poziom. Moja lekarka pierwszego kontaktu ostatnio powiedziała, że w życiu nie widziała tak wysokiego poziomu dobrego cholesterolu 🙂 ( oczywiście, w granicach zdrowej normy). A poziom złego cholesterolu według dr Witoszek zależy od niewłaściwych białek lub ich nadmiaru w diecie.
          Ogromnie się cieszę, że widzisz efekty i nie zamierzasz rezygnować!!!

  3. Mój syn ma prawdopodobnie cukrzycę typu I. Jest jeszcze diagnozowany. Cenne informacje, które tutaj przeczytałam napawają mnie nadzieją, że jest inna droga niż insulina – o ile okaże się, że jednak to cukrzyca. Ja mam hashimoto, jestem na paleo od 1,5 roku. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za te wszystkie wpisy.

    1. Beato, zawsze jest inna droga.
      Podobno, kiedy jedne drzwi się zamykają, otwierają się kolejne; jednak najgorszy jest ten korytarz pomiędzy nimi.
      Bardzo się cieszę, że moje wpisy dały Ci nadzieję.
      Pozdrawiam serdecznie i bez względu na wynik diagnozy Twojego synka, wierzę, że Sobie poradzisz.

  4. Witaj eMMo!
    Bardzo rzadko piszę komentarze, dlatego tym bardziej jestem dumna, że to co napisałam jednak coś wniosło do Twojej walki albo tylko potwierdziło to co już wiesz. Szczerze mówiąc aż się wzruszyłam. Kibicuję Ci od momentu kiedy przeczytałam Twój pierwszy wpis. Dzielna z Ciebie kobieta.
    Chcę żebyś wiedziała że ja również schodzę z hormonu tarczycy, od miesiąca jestem na połowie dotychczasowej dawki i próbuję zmusić tarczycę do pracy. Trzymaj się cieplutko.

    A tak na marginesie dodam że Walter Last napisał wiele książek, kilka zostało przetłumaczonych na język polski. Prowadzi też stronę internetową. Wypowiada się na różne tematy i naprawdę warto zastosować jego rady przy konkretnych schorzeniach. Polecam wszystkim którzy nie mają już siły i pomysłu jak rozwiązać swój problem, bo tam można po prostu znaleźć brakująca część układanki.

    1. Malgoniu dobre rady zawsze w cenie. Jestem przekonana, że bardzo dużo ludzi korzysta z komentarzy i zawartych w nich informacji.
      Wszyscy się czegoś uczymy od siebie nawzajem.
      I to jest piękne!! Niesamowite i wzruszające 🙂
      Dziękuję za tak ciepłe słowa.
      Gratuluje połowy dotychczasowej dawki hormonu tarczycy. Z własnych obserwacji wiem, że nie można nikogo (a tym bardziej własnej tarczycy) do niczego zmusić. Trzeba pokochać, zadbać i dać jej tyle czasu ile potrzebuje. Niestety, prawie każdy gdzieś goni i wszystko chce na wczoraj.
      A pewne rzeczy dzieją się w swoim tempie, wymagają spokoju i uważności.
      pozdrawiam serdecznie i życzę cierpliwości

  5. Witaj eMMo. Nie mam cukrzycy, nie mam zdiagnozowanej choroby autoimmunologicznej. Można powiedzieć, że z punktu widzenia medycyny jestem prawie zdrowa. Ale twoje wpisy czytam z wielką uwagą i dziękuję ci bardzo, że tak szczerze i wyczerpująco dzielisz się z innymi swoimi zmaganiami z chorobą. Każdy twój wpis to dla mnie kolejna porcja wiedzy o zdrowym odżywianiu. Tak jak piszesz – każdy jest indywidualnym przypadkiem, ale czytając o doświadczeniach innych mamy szansę znaleźć własną drogę do zdrowia. Ja przez 20 lat z pomocą lekarzy rujnowałam swój żołądek i jelita przyjmowaniem leków na reflux – z grupy znamiennych w skutki inhibitorów pompy protonowej. W moim przypadku ocet jabłkowy okazał się strzałem w dziesiątkę. Ocet jabłkowy i kwaszonki. Pozbyłam się uzależnienia od moich piguł. Teraz pracuję nad odbudową jelit.
    Zmartwiło mnie to, że postanowiłaś nie kupować więcej książek o cukrzycy. Chociaż mnie to nie dotyczy, to wydaje mi się, że twoje bardzo rzeczowe i wyważone recenzje bardzo pomagają innym. Twoje wielkie doświadczenie i analityczne podejście to cechy wybitnego recenzenta dla takich lektur. Bardzo dużo osób kupuje książki właśnie dlatego, że ktoś je pozytywnie zaopiniował. A twoja opinia jest wyjątkowo wartościowa.
    Pozdrawiam
    magdaeska

    1. magdaeska bardzo dziękuję za tak miłe słowa. Ogromnie się cieszę, że tyle czerpiesz z moich wpisów. Jestem Ci ogromnie wdzięczna, że napisałaś jak Twój organizm potrzebował tego, co mój uznał za szkodliwe. Miejmy nadzieję, że dzięki temu, inni „skazani” na leki z grupy inhibitorów pompy protonowej, będą mogli znaleźć odpowiednie rozwiązanie dla swoich dolegliwości.
      Jestem pod ogromnym wrażeniem, że pozbyłaś się uzależnienia od swoich piguł. Mam przeczucie, że odbudowa jelit, to przy tym pestka :D.
      Jeżeli chodzi o kolejne książki- to wydaje mi się, że nic nowego nie wniosą. Ale kto wie?
      Mam cichą nadzieję, że moje kolejne wpisy, niekoniecznie dotyczące książek, będą dla Ciebie wartościowe.
      pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoje zdrowiejące jelita 🙂

  6. Cenne wpisy. Jest faktem u mnie, że bez glutenu i mlekowych, cukier powrócił do normy . Oczywiście z kontrolą i badaniem wszelkich owoców. Tych po prostu nie jem. Sprawdzę cytrynę, bo to ciekawe. Czy po 2 godzinach czy też po 1 godz. ? Jakie uważasz wyniki powinny być prawidłowe? Pozdrawiam 🙂

    1. zofia, bardzo dziękuję i cieszę się, że moje wpisy zawierają cenne dla Ciebie wskazówki. Jeżeli jakiś pokarm nam służy, to trzyma cukry cały dzień: po godzinie, po dwóch, trzech i nie daje wysokich cukrów porannych.
      Prawidłowy wynik: to cukry mniejsze niż 135 mg%.
      Jestem BARDZO ciekawa reakcji Twojej trzustki. Zarówno na ocet jabłkowy jak i na cytrynę. Napisałabyś proszę jak zareagował Twój organizm?
      pozdrawiam serdecznie i gratuluje normalnych cukrów

      1. Witaj eMMa „Sweet tooth”
        Przed cytryną cukier 88, po soku z 1 cytryny, ok 2 cm w szklance z wodą, po 1 godzinie 95, a po 2 godzinach 91 mg/dl. Jednak to był sok a nie cała cytryna. Zauważyłam że fakt reagujemy różnie. Po surowym jabłku obranym, cukier mi leci powyżej 200, a koleżanka zawsze trzyma się w ok 170 (najwyższe wyniki ) a gorzej reaguje po innych cukrowych składnikach niż ja. Zauważyłam również że glukometry też są różne. Badanie na 2 różnych podawały wynik z różnicą ok 5 do 10. Testowałam z koleżanką. Teraz mam inny. Jeszcze zbadam kwas buraczany bo lubię, ale burak jest cukierkowy, więc zobaczę, co wyjdzie. Lecz barszcz jeszcze nie zakiszony. 🙂 Bardzo ostre normy podałaś. Czytałam gdzieś ze 180 mg/dl to maksymalna dopuszczalna norma w jakimkolwiek czasu po spożyciu. Jednak ja ograniczam się do 150 a po 2 godz koniecznie 140mg/dl Czym motywujesz te dyscyplinarne normy? Pozdrawiam serdecznie. 🙂

        1. zofio, bardzo dziękuję, że napisałaś o tym.
          Czy dobrze zrozumiałam, że Ty również masz stwierdzoną cukrzyce typu I i dzięki diecie trzymasz cukry i NIE JESTEŚ na insulinie?
          Jeżeli chodzi o dopuszczalną normę: cóż, zdrowa trzustka/ organizm ma poziom cukru maksymalnie 100 mg/dl i to są moje normy, do których dążę.
          Jest to możliwe. Nie zapomnę swojej radości, jak pierwszy dzień, przez cały dzień miałam cukry do 100 mg/dl. I nie głodowałam.
          Nie podawałam ani jednej jednostki insuliny.
          Zjadłam powyżej 2200 kcal, bez katowania się ćwiczeniami.
          Nie zawsze mi się to udaje, o czym wielokrotnie pisałam.
          pozdrawiam serdecznie

          1. Nie. U mnie cukrzyca II lecz od dłuższego czasu nie stosuję tabletek, bo dietą cukier utrzymuję na dobrym poziomie. Nowe produkty staram się osobiście sprawdzać jak je toleruję. Pozdrawiam Cię serdecznie.

          2. zofio, bardzo dziękuję za wyjaśnienie. Może właśnie przy takich produktach wychodzi różnica między cukrzycą typu I a II.
            Ciekawa jestem reakcji organizmu osoby z cukrzycą typu I ( która tak jak ja radzi sobie bez insuliny zewnętrznej) na tą „miksturę” z soku z cytryny.
            A Tobie gratuluję, że cukry dzięki diecie są na dobrym poziomie!!!

  7. Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy i jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej wiedzy ,determinacji ,konsekwencji, siły charakteru. Mam w rodzinie 2 osoby z chorobami z autoagresji i nie podjęły nawet próby diety po lekturze książki Meyers.
    Czy osoby zdrowe mogą również badając cukier po posiłku sprawdzić czy dany pokarm im służy?
    Pozdrawiam

    1. Gosiu, bardzo dziękuję. Kiedyś taka nie byłam.
      Z Hashimoto generalnie łatwo się żyje- jedna tabletka dziennie, co trzy miesiące badania.
      Z astmą- ciut trudniej, ale kilka inhalatorów w torebce, to też nie problem. Łuszczycę można zawsze zasłonić długim rękawem, makijażem.
      Dopiero cukrzyca, była moim dnem. Mam wrażenie, że gdyby nie intensywna insulinoterpia i strach przed hipoglikemią oraz powikłaniami pewnie nadal tkwiłabym w glutenie i nabiale.
      Rozumiem Twoją chęć „naprawienia” innych. Bardzo trudno było mi się nauczyć i zrozumieć, że każdy ma swoje życie (swoje choroby) i swój czas do podjęcia ich leczenia.
      Kiedyś przeczytałam, że dzieci nie uczą się przez gadanie i moralizowanie, tylko przez przykład. Zauważyłam, że działa to na wszystkich. I na tym się skupiłam- na dawaniu przykładu.
      Jeżeli chodzi o sprawdzanie czy dany pokarm służy osobie zdrowej, bez cukrzycy, to nie wiem jak z cukrami poposiłkowymi (cukry na czczo jak najbardziej są miarodajne) ale pisałam o teście pulsu w komentarzu pod wpisem „Insulina, nasz cichy zabójca- T.Smith”.
      pozdrawiam

      1. To zdanie jest nieprawdziwie: „Z Hashimoto generalnie łatwo się żyje- jedna tabletka dziennie, co trzy miesiące badania.”
        Może u Ciebie tak to działa ale nie u wszystkich. Choćby dlatego, że wszystkie tabletki dostępne w naszym pięknym kraju na Hashimoto zawierają gluten, a jak się ma celiakie i Hashimoto to sobie wyobraź jak się żyje albo z tabletką i objawami po glutenie albo bez tabletki?
        Poczytaj sobie Jaskiniową Kuchnię, alpacasquare albo Paleo Dla Opornych gdzie ludzie opisują jak się im żyje z Hashimoto albo inni opisują jak się im żyje z ludźmi z Hashimoto.
        Zwróć uwagę, że podobnie jak piszesz o insulinie „„Jeżeli chcesz przywrócić zdolności swojej trzustki do wytwarzania własnej insuliny, musisz przyjmować jej absolutne minimum.” – to samo dotyczy hormonów tarczycy – jak przyjmujesz to tarczyca przestaje produkować własne. Inna sprawa, że każdy tą chorobę może mieć inną bo albo nie mamy dobrej konwersji hormonów, albo brakuje nam składników aby doszło do konwersji, albo tarczyca nam zanikła i nie ma co wytwarzać hormonów itd. Każdemu co innego może pomóc.
        Każdy choruje inaczej, i naprawdę trzeba się postarać żeby choroba nie panowała nad naszym życiem.

        1. Anno z powodu mojej nieumiejętności przelania ironii w słowa, wyszło pewne nieporozumienie.
          Zdanie ” Z Hashimoto generalnie łatwo się żyje…” jest jak najbardziej prawdziwe, ponieważ ja tak kiedyś myślałam.
          Pisząc o Hashimoto, astmie, łuszczycy- pisałam o swoim dawnym myśleniu o chorobach. W ten sposób zależało mi, aby pokazać, jak bardzo się zmieniłam od momentu, kiedy zdiagnozowano u mnie cukrzycę typu I i postanowiłam z nabiałoholiczki i zbożożercy przemienić się w fascynatkę paleo 😀 .
          Masz absolutną rację pisząc o tabletkach. Twoje uwagi dużo wnoszą. Odnoszę wrażenie, że obydwie wkładamy wiele trudu w to, żeby choroba nie panowała nad naszym życiem.
          Twój komentarz przypomniał mi, że powinnam być bardziej uważna na słowa.
          pozdrawiam serdecznie i bardo dziękuję

          1. Ufff odetchnęłam z ulgą:-) a przeczytałam Twój komentarz kilka razy, i masz rację, że zabrzmiało to jak w gabinecie u endokrynologa:-)
            Tak, choroba zmusza nas do studiowania biochemii, testowania na sobie zmian odżywiania, wnikliwego studiowania procesu produkcji żywności (bo akurat może być gdzieś ukryty gluten, pestycydy)…. ciągła (samo)edukacja.

            Faktycznie podobnie wkładamy wiele wysiłku, zeby żyć normalnie z chorobą. Też nawet kiedyś myślałam, że kolejne książki/badania nie wniosą już nic nowego, że w sumie „opanowałam” chorobę to co ja mogę się jeszcze dowiedzieć z kolejnej ksiażki, która może wydawać się podobna do poprzednich ale okazywało się, że odkrywałam nowe spojrzenie na problem, coś na co wcześniej nie wpadłam. Może więcej czasu poświęcam na wybór książek bo dalej poszukuję, żeby wspierać organizm przy samouzdrawianiu.
            Zdrowia życzę i pozdrawiam serdecznie:-)

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *