Insulina, nasz cichy zabójca

Insulina, nasz cichy zabójca
Thomas Smith

„Cukrzyca jest uleczalna, to zależy tylko od Ciebie”

Insulina, nasz cichy zabójca

Thomas Smith, wielokrotnie odznaczany weteran wojny w Korei, po przejściu do cywila został specjalistą inżynierii układów sterowania.

Na emeryturze, w wieku 65 lat, stwierdzono u niego cukrzycę typu II.
Szybko się zorientował, że konwencjonalna medycyna nie jest w stanie go wyleczyć.
Zajął się więc studiowaniem literatury naukowej na własną rękę. W książce Insulina, nasz cichy zabójca nie tylko wyjaśnia, w jaki sposób można skutecznie wyleczyć się z cukrzycy nieinsulinozależnej, zastanawia się również, dlaczego z języka lekarzy zaczęło znikać słowo „wyleczyć”.
Obecnie zajmuje się badaniem wielkiego biznesu, jakim jest medycyna.
Prowadzi audycje radiowe, stronę internetową (www.healingmatters.com) i pisze artykuły prasowe na tematy związane ze zdrowiem.

Przez niektóre rozdziały ciężko się brnęło (nawet mnie) ze względu na ogromną ilość specjalistycznych twierdzeń oraz haseł (wyjaśnione w słowniczku na końcu książki, bądź od razu w ramkach obok tekstu).
W sposobie pisania czuć było inżynierskie podejście do sprawy.

Właśnie ze względu na dokładność, z jaką autor zapoznał się ze swoją chorobą, wiedza, którą skumulował na kartkach tej książki, powinna być obowiązkową lekturą każdego cukrzyka – nie ma znaczenia jakiego typu.

Większość świadomych pacjentów zdaje sobie sprawę, że oferowane na linii farmacja-lekarz lekarstwa nie leczą cukrzycy, a jedynie obniżają poziom cukru.

Warto zapoznać się ze skutkami ubocznymi tych leków, które zebrane na kilku kartkach potrafią przerazić. Dają też do myślenia.
To rozdział dla tych chorych, którzy nie czytają ulotek i ślepo wierzą w lekarza.

Wiele poglądów mamy podobnych. Jak i doświadczeń z diabetologami.
Okazuje się, że nie tylko w Polsce ale i w Stanach ciężko znaleźć lekarza z pogranicza medycyny funkcjonalnej.

Zapytałem wtedy bez ogródek, czy kiedykolwiek, jeśli w ogóle, ten „sposób” doprowadził do całkowitego wyleczenia, zapewniał mnie, dalej powtarzając, że właśnie taka jest „procedura leczenia”.

Wynika to z faktu, że odejście od zatwierdzonego sposobu leczenia sztucznymi specyfikami, skutkuje prześladowaniem takiego lekarza nie tylko przez swoich kolegów po fachu, ale również przez lekarskie związki zawodowe, towarzystwa ubezpieczeniowe i państwowe instytucje nadzorujące.

Istnieje wielki nacisk na to, by zabronić lekarzom i pacjentom stosowania jakichkolwiek metod leczenia, które zmniejszyły by zależność społeczeństwa od sztucznych leków lub ograniczyły dochody lekarzy stosujących niebezpieczne zabiegi.

Pacjent wyleczony, klient stracony

Konsekwencją konwencjonalnego leczenia jest odwleczenie w czasie i zminimalizowanie uszkodzeń naczyń krwionośnych.
Takie postępowanie coraz bardziej uzależnia pacjenta od coraz większych dawek leków i trwa do momentu, kiedy żadna dawka nie jest już w stanie mu pomóc.
Powstałe uszkodzenia innych systemów organizmu (przez chorobę i syntetyczne leki) powodują powstanie licznych chorób powiązanych z przyczyną pierwotną.
Takie „podkręcanie” choroby poprzez skupianie się na symptomach i ignorowanie jej przyczyn ma ogromne finansowe znaczenie dla dwóch potężnych biznesów: medycznego i farmaceutycznego.

Thomas Smith bardzo dokładnie i zrozumiale tłumaczy, jakie w naszym organizmie ma zadanie insulina (produkowana przez nasz organizm, jak i ta podawana w zastrzykach) oraz jaka jest funkcja i rola trzustki.

Doskonale opisuje wpływ kwasów cis i trans tłuszczowych na komórki naszego organizmu.
Równie przekonująco – co się dzieję, kiedy dobre tłuszcze zastępujemy złymi (liczne badania potwierdzają, że po wyeliminowaniu „złych tłuszczów”, po upływie kilku tygodni obniża się średni poziom cukru we krwi).

Dosadnie tłumaczy, jak powstaje retinopatia, niewydolność nerek, stopa cukrzycowa.
Diabetyk, u którego przez dłuższy czas utrzymuje się podwyższony poziom glukozy we krwi, staje się podatny na przerost grzybów typu Candida albicans oraz innych gatunków Candida.
W miarę upływu czasu, skutkuje to rozwojem dysbiotycznej flory jelitowej, alergiami żywnościowymi, nieżytem jelit, a w końcu nadwrażliwością środowiskową oraz poważnym obciążeniem układu immunologicznego.

Autor dał ujście swojej niechęci do przemysłu farmaceutycznego i medycznego.
Nie zabrakło stron poświęconych teorii (według wielu spiskowej) o zależności między przemysłem badań nad rakiem a FDA, rządem federalnym USA i wieloma innymi ważniakami. W tej walce używa pewnych kontrargumentów.
Bronią armatnią jest rozdział o słodzikach.
Wymienia, które odpowiedzialne są za nowotwory pęcherza, uszkodzenia DNA, wywołanie nowotworów, zanik jąder, przewlekłe zaburzenia układu immunologicznego oraz nerwowego.
Kiedy przeczytałam, że aspartam nazwano „bronią chemiczną zaprojektowaną do rażenia całej ludzkości” i że znajdował się na liście broni biologicznych, po raz kolejny doceniłam zaangażowanie autora.
Najprostszym i najskuteczniejszym sposobem unikania tych trucizn jest czytanie etykiet.
Jednak i to bywa złudne, gdyż etykiety zawierają coraz mniej informacji.

Istnieje na rynku grupa względnie bezpiecznych, naturalnych artykułów mogących służyć diabetykom, które właściwie nie są nigdzie reklamowane.
Stewia, według badań autora, jest szczególnie bezpieczna.
Co ciekawe, do niedawna mogła być importowana i sprzedawana jako suplement diety, a nie jako środek słodzący.
Taka praktyka skutecznie uniemożliwiała podkopanie rynku sztucznych słodzików.
W moim sklepie ze zdrową żywnością stewię znajduję w dziale „kosmetyki”…

Można powstrzymać tą chorobę i cofnąć. Nawet chorzy, u których choroba poczyniła szkody nie do odwrócenia, mogą poprawić swój stan zdrowia.

Satysfakcja i spełnienie
Autor zauważa, że dany pokarm potrafi dawać reakcję alergiczną/podnosić cukier nawet po kilku godzinach od zjedzenia.
Sposób na sprawdzenie tego na sobie (czyli „test pulsu alergicznego”) przyda się każdemu, kto nie choruje na cukrzycę insulinozależną (jaki produkt po jakim czasie daje reakcję u cukrzyka opisałam w Dekalog eMMy część II.)

Dowiedziałam się, w jaki sposób powstał przemysł „cukrzycowy”: kto i kiedy udowodnił wartość zastrzyków z insuliny; od kiedy zaczęto produkcję tego „cudownego leku”.

Mimo że dotyczy to historii Stanów Zjednoczonych, ma to wpływ również i na mnie: insulinozależną Polkę XXI wieku.

Co prawda nikt nie był zachwycony pomysłem uzależniania pacjenta od zastrzyków do końca jego życia, ale zaakceptowano to rozwiązanie jako lepsze niż przedwczesna śmierć.

W roku 1936 dokument nr 264 senatu USA, opublikowany na drugiej sesji 74. kongresu, stanowił:
„Czy wiecie, że większość z nas cierpi dziś na niebezpieczne niedobory diety, których nie można wyeliminować, dopóki gleby, z której wszak nasze pożywienie pochodzi, nie oprowadzi się do minerałowej równowagi?
Faktem, który powinien nas zaalarmować, jest to, iż na milionach hektarów ziemi uprawiana jest obecnie żywność – owoce, warzywa i ziarna – która nie zawiera już wystarczających ilości niezbędnych minerałów.
Niezależnie od tego, ile byśmy jej nie spożywali – ta żywność nas nie nakarmi”.

Gleba w USA straciła 85% zawartości swoich składników mineralnych wskutek stosowania ówczesnych sposobów uprawy.
Czym nawozić, jak sprawić, aby w naszym ogródku była żywność zdrowa i wartościowa – cenne wskazówki docenią ogrodnicy.
Na większą skalę jest to nieopłacalne. Farmerom zależy na uzyskiwaniu maksymalnej wydajności z hektara produktu, który mogą sprzedać – nie jest to żadna motywacja do produkcji dobrej żywności.

Do tego momentu w znacznej mierze zgadzałam się z teoriami poruszonymi w książce Insulina, nasz cichy zabójca.
Tym momentem są rozdziały poświęcone żywieniu.

Każdy z nas jest biochemiczną indywidualnością, na każdego działa coś innego, ale czy komuś może pomóc chuda dieta z glutenem (!!?).
Ale o tym w kolejnym wpisie: Jadłospis diety cukrzyka Thomasa Smitha.

eMMa
„Sweet tooth”

* wszystkie cytaty pochodzą z książki Thomasa Smitha Insulina nasz cichy zabójca.

Książka jest wciąż w sprzedaży (sprawdź ceny).

Pierwszy wpis z tej serii: Ja i moja cukrzyca typu I
Następny wpis – Jadłospis diety cukrzyka Thomasa Smitha


Podyskutuj o książkach o zdrowiu i odżywianiu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!

Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.


Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

8 myśli nt. „Insulina, nasz cichy zabójca”

    1. Dishdogz jeżeli masz cukrzycę i postanowiłaś dać szansę swojej trzustce się zregenerować, to są duże szanse, że utwierdzisz się w przekonaniu, że dieta może zdziałać cuda!

  1. Pięknie, Pani Marto. Jestem pod ogromny wrażeniem.
    To żeby przejść do kolejnego poziomu w byciu specjalistą swojego organizmu, powiem, że to co mi podnosi cukry w określonym czasie po posiłku, będzie podnosiło Pani puls. Jakie pokarmy w jakim czasie po posiłku mogą dawać reakcje, opisałam w „Dekalogu eMMy części II”.
    Pozdrawiam serdecznie.

  2. Czym jest „test pulsu alergicznego” ? Sprawdziłam w poprzednich Pani tekstach ale tego nie znalazłam. Zainteresował mnie ten temat, bo odnoszę wrażenie, że niektóre potrawy powodują u mnie podniesienie pulsu, a z samym podniesionym bez przyczyny pulsem walczę już od 2 lat. Pozdrawiam

    1. Nie znalazła Pani, ponieważ o nim nie pisałam.
      Wspomniałam tylko w jednym komentarzu, że doktor Witoszek proponuje aby zmierzyć tętno po piętnastu minutach od zjedzenia posiłku. Znaczący wzrost oznacza nieprawidłowy posiłek.
      T. Smith dokładnie opisuje w swojej książce, krok po kroku.
      Najpierw należy określić swój puls spoczynkowy. Można zrobić to siedząc przy stole, przed posiłkiem. Na czczo i nie podejmując żadnego wysiłku. Po wykonaniu pomiaru, ciągle siedząc przy stole, należy zjeść małą miseczkę pokarmu. Jeżeli spożywa się pokarm, na który jest alergia, puls w ciągu 10 sekund szybko wzrośnie o około 10 uderzeń na minutę.
      Pozdrawiam serdecznie.

      1. Dziękuję za wyjaśnienie! Jest tylko Pani pewna, że chodzi o 10 sekund (a nie np. 10 minut)? Byłaby to zaskakująco szybka reakcja.
        Pozdrawiam

        1. Pani Marto, T.Smith opisując ten test, miał na myśli reakcję alergiczną natychmiastową.
          Tak, chodzi o 10 sekund.
          Jednak każdy organizm jest inny. Dlatego wspomniałam również o 15 minutach według dr Witoszek. Proszę sprawdzić samej, i po tygodniowej obserwacji swojego organizmu ocenić, czy 10 sekund czy 15 minut.
          Po kilku latach wnikliwej obserwacji mojego organizmu, wiem, że jeżeli po 10 sekundach po pierwszym kęsie jakiegoś pokarmu mam „katar”, (taki chwilowy), to prawie na bank cukry po godzinie będę miała większe niż 135 glc.
          Są też późne reakcje alergiczne. Tutaj trudniej z obserwacją, ale też można się tego nauczyć.
          Życzę wytrwałości.

          1. Dziękuję za wyjaśnienie.
            Obserwuję się i na tej podstawie nauczyłam się omijać pewne pokarmy. Pierwsze odpadły węglowodany proste w rodzaju jasnych makaronów (nawet bezglutenowych) bo serce mi po nich waliło 120 na minutę. Aktualnie trzymam się na poziomie około 70bps a powyżej 80bps podskakuje jak jestem zestresowana, albo zjem coś czego jeść nie powinnam. Obserwacja samego siebie daje dobre efekty.
            Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *