Dzika kuchnia – recenzja książki

Dzika kuchnia Łukasza Łuczaja to zarówno zielnik jak i książka kucharska. Nie opowiada jednak o roślinach dostępnych w supermarkecie, a o tych, które możemy znaleźć w lesie, ogrodzie albo na łące. Autor opisuje ponad 60 dzikich i jednocześnie jadalnych polskich roślin, między innymi klon, pokrzywa, łopian, czeremcha, brzoza, bez, podbiał, mniszek lekarski.

Dzika kuchnia, Łukasz Łuczaj, Paleo SMAKKażda roślina jest dokładnie opisana – gdzie można ją typowo znaleźć, jakie części są jadalne i kiedy ją zbierać, a identyfikację ułatwiają liczne ilustracje i zdjęcia. Przy każdym „chwaście” jest kilka przykładowych przepisów, zawierających go w liście składników.

Książka jest ładnie wydana, ma piękne ilustracje i, przynajmniej dla mnie, to czysta przyjemność wziąć ją do ręki.

Dzika kuchnia to nie jest książka o diecie paleo, choć ma stronę poświęconą naszemu sposobowi żywienia. Dlaczego ją jednak opisuję? Nasi przodkowie mieli niezwykle urozmaicone pożywienie, w ciągu tygodnia zjadali rośliny i zwierzęta należące do ponad 100 różnych gatunków.

Czytaj więcej: Co to jest dieta paleo? oraz Co jedli nasi przodkowie?

Współcześnie zaledwie kilka gatunków dostarcza większość naszego pożywienia. Większość naszych znajomych nie jada prawie niczego innego poza pszenicą, krowim nabiałem, kurczakiem i olejem rzepakowym. W ciągu tygodnia zjadają rośliny, zwierzęta (albo pochodzące od nich produkty) z nie więcej niż 10 gatunków.

Każda roślina jest inna i ma inne wartości odżywcze. Nie uzyskamy wszystkich potrzebnych nam witamin i mikroelementów w wymaganych proporcjach i ilościach, jeśli będziemy ograniczać i zawężać nasze pożywienie do zaledwie kilku gatunków, dodatkowo tych najbardziej zmodyfikowanych przez człowieka.

Dzika kuchnia nie jest książką kucharską diety paleo, bo wiele przepisów wykorzystuje zboża albo nabiał, ale może stanowić dla nas świetną inspirację i na jej podstawie możemy bardzo urozmaicić swoje posiłki.

Dlaczego nie jadamy zbóż ani nabiału? Zobacz: Zboża szkodzą oraz Nabiał – jeść czy nie jeść?

Łukasz Łuczaj dzięki swojej książce pozwala nam znaleźć unikalne i darmowe pożywienie, rosnące wokół nas, często jako chwasty – np. pokrzywa, perz, babka, mniszek, paprocie… Prawie każdemu z nas obiło się o uszy, że z pokrzywy można zrobić herbatę, ale kto słyszał o sałatkach, placuszkach, tartach z pokrzywą albo o zupie pokrzywowej?

Dzika kuchnia to nie tylko liście do sałatek – książka podaje przepisy na zupę albo kawę z żołędzi, wino brzozowe, curry z pędami pałki (rosnącej nad brzegami stawów), czy też spaghetti sosnowo-orzechowe. Ba – są jeszcze kwiaty – jadalne (i ponoć całkiem smaczne) są kwiatki stokrotek, rumianka i mniszka lekarskiego (tego od wszędobylskich „dmuchawców”).

Autor załącza też kilkanaście ciekawych felietonów i historyjek, a każda roślina ma dodatkowo ramkę „Uwaga! Nie pomyl z…” – co prawda w naszym klimacie jest bardzo niewiele roślin zdolnych nas uśmiercić, ale wiele z nich jest niesmacznych albo mogą nam zapewnić uroczy weekend w toalecie.

Książkę dopełnia bardzo praktyczny kalendarz obejmujący 9 miesięcy od marca do listopada z oznaczeniem, które rośliny kiedy można zbierać, z wyszczególnieniem optymalnego okresu zbioru.

Zobacz też podobną książkę: Dzika spiżarnia.

Dzika kuchnia Łukasza Łuczaja została wydana w roku 2013 i już wtedy o niej słyszałem, jednak nie zdecydowałem się na kupno. Całe szczęście moja żona wykazała się lepszym zmysłem i sprezentowała mi tę książkę. Byłem miło zaskoczony lekturą i w sumie żałowałem, że wcześniej jej nie kupiłem.

Stokrotki już zaczynają kwitnąć, ale wypatruję jeszcze kwiatów mniszka i nie mogę się doczekać „polnej” sałatki (przepis).

A Wy? Ile roślin jadacie w ciągu tygodnia? Co myślicie o rozszerzeniu swojego jadłospisu o darmowe jedzenie – „chwasty”?

Książka wciąż jest w sprzedaży (sprawdź ceny).

Zobacz też inne „dzikie” książki:


Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.

Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

Dodaj komentarz przez Facebooka poniżej albo formularzem na dole strony:

3 komentarze do “Dzika kuchnia – recenzja książki”

  1. Zacna księga, to fakt. Posiadam pierwsze wydanie – nie kolorowe i bez zdjęć, i przepisów – poza kilkunastoma wplecionymi w tekst – za to z mnóstwem informacji i bardzi wielu gatunkach „chwastów” i opisami gdzie są lub były stosowane. Wydanie opisywane przez Ciebie Grzegorzu – kolorowe – jest chyba bardziej użytkowe, niż wczesniejsze.
    Ten sa autor popełnił także „Podręcznik robakożercy”. Wiadomo o czym;) i jak najbardziej paleo.
    Zresztą ten Łukasz Łuczaj to moim zdanem wybitnie ciekawa i inspirująca postać. Ma sporą wiedze praktyczną i teoretyczną – doktor etnobotaniki, czy coś takiego.

    Pozdrawiam

  2. Łuczaj jest jak najbardziej inspirujący. Pokrzywę piję regularnie, suszoną dodaję też do zup, bo zbieram sobie zapasik przez miesiące letnie. Rumianek, chaber, ale to raczej klasyki. Za to niedługo rozpocznie się sezon na "mlecze" i z nich polecam do zrobienia syrop.
    Poza tym dziki szczaw i podagrycznik dodaję do kotlecików, zup i sałat. Mmm robię się głodna!

  3. To jest jedna z pierwszych książek chwaściarsko-zielarsko-kucharskich, która wpadła mi w ręce. Wsiąkłam totalnie i w zbieranie jadalnych chwastów i ziół. Miny znajomych, kiedy na grillu w plenerze znikam na pół godziny i wracam z workiem zielska są bezcenne. Pomidory bez bluszczyku kurdybanka albo rzeżuchy gorzkiej to już nie to samo. Pogryzanie zielonych szyszek świerka na spacerze stało się rutyną. Jak człowiek raz zacznie, to już nie ma dla niego ratunku. I to jest genialna sprawa: jeden niepozorny wiecheć jakiegoś chabzia, przyniesiony spontanicznie do domu kompletnie zmienił moje życie. Podejście do odżywiania, leków, kosmetyków, ale też do życia ogólnie: kupowania w sklepach, pracy, posiadania dzieci, szeroko pojętego trybu życia. Można śmiało powiedzieć, że książka ta była zapalnikiem, który sprawił, że teraz, po roku czasu, jestem zupełnie innym człowiekiem – prawie wolnym, prawie niezależnym, prawie samowystarczalnym. I nic tak bardzo mnie nie uszczęśliwia.

    Pozdrawiam serdecznie i polecam herbatkę z kwitnącej właśnie forsycji 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *