Jedzenie owadów

Choć powszechne w wielu regionach, jedzenie owadów w naszej tzw. zachodniej kulturze jest wciąż czymś całkowicie obcym. Czy człowiek prehistoryczny jadł robaki? Czy owady są zdrowym i bogatym w składniki odżywcze pożywieniem? Czy będziemy w przyszłości jeść insekty?

Jedzenie owadów

Współczesny człowiek je owady, choć najczęściej nieświadomie i nie w całości. Wiele zmielonych pokarmów jak mąki czy masła orzechowe zawierają resztki drobnych zwierzątek. Ba – nawet są normy spożywcze określające, ile drobinek owadów może być w słoiku masła orzechowego (całkiem sporo).

Tak naprawdę jemy owady od zawsze – już kilka milionów lat temu najdalsi ludzcy przodkowie je jadali. Także nasi współcześni kuzyni szympansy nie pogardzają larwami i z chęcią je zjadają.

Owady są najbardziej powszechną grupą stworzeń na naszej planecie po bakteriach, nasi przodkowie nie przetrwaliby, gdyby byli wybredni i ignorowali to wszechobecne pożywienie.

Większość owadów da się zdobyć bez specjalnych narzędzi ani umiejętności. Są za małe, by nas zabić albo pokaleczyć, broniąc się ( niektóre mogą nas użądlić albo ukąsić, ale to nie jest śmiertelne). Doskonałe i wszędzie dostępne źródło białka.

Skamieniałe odchody ludzkie z Meksyku wskazują na jadanie kleszczy, mrówek, larw, wszy i roztoczy (źródło). Zarówno Biblia jak i Koran opisują i pozwalają na spożywanie owadów (szczególnie szarańczy). Przekąską Arystotelesa były cykady, a wiele prymitywnych kultur jada plastry miodu z larwami pszczół.

Współcześnie w Tajlandii na bazarze można znaleźć kosze pełne pająków, świerszczy, ważek, skorpionów i innych owadów. Można nawet kupić całe kolonie mrówek – w celach oczywiście kulinarnych.

Europejczycy są jacyś dziwni i większość kulturowo nie jest w stanie zmusić się do jedzenia owadów. Dotyczy to głównie dorosłych – dzieci nie mają takich ograniczeń (o tym później). 80% populacji naszej planety jada owady – szacuje się, że ponad 1600 ich gatunków (źródło). Prawie wszyscy, tylko nie my.

Jedzenie przez nas owadów ma bardzo duży sens. Nie tylko jeszcze bardziej zbliżamy się do diety naszych przodków – diety, do której nas dostosowała ewolucja, ale także ma to znacznie mniejsze wymagania i wpływ na naszą planetę niż np. konsumpcja mięsa.

Owady są wyjątkowo odżywcze – suszone zawierają nawet 90% białka – i to wszystkie nam potrzebna aminokwasy. Niektóre z nich są także dobrym źródłem tłuszczu, szczególnie kwasów tłuszczowych omega-3 (źródło).

Większość insektów jest uboga w węglowodany, za to niektóre z nich mają całkiem sporo witamin (B1, B2, B12, C i E – źródło) i minerałów. Są gatunki, które mają więcej żelaza niż czerwone mięso (źródło)! Są hipotezy, które wiążą spadek konsumpcji owadów przez mieszkańców meksykańskich wsi z pogorszeniem stanu ich zdrowia (źródło).

Żelazo w owadach
Źródło: https://www.sciencedaily.com/releases/2016/10/161026104806.htm za American Chemical Society

 

Nasza planeta ma skończoną ilość zasobów, a nas jest coraz więcej. Przemysłowa hodowla mięsa jest istotnym obciążeniem zasobów naturalnych. Rozwiązaniem części tych problemów może być hodowla pastwiskowa, ale w niektórych krajach może być ciężko znaleźć odpowiednią ilość pastwisk.

Z punktu widzenia ochrony przyrody owady są wręcz doskonałe. Są zmiennocieplne (nie ogrzewają swoich ciał), więc nie tracą sporej części swojej paszy na utrzymanie temperatury ciała. Zużywają także znikome ilości wody – a właśnie niedobory wody pitnej będą coraz bardziej widoczne w wielu regionach naszej planety.

Szacunki dotyczące zużycia wody przez bydło są dość różne i niektórzy twierdzą, że trzeba aż 3290 litrów wody do produkcji 150 g wołowiny (z hodowli przemysłowej). Tymczasem do wyhodowania 150 g koników polnych albo szarańczy trzeba znikomych ilości (źródło).

Owady także tradycyjnie zjada się w całości – nie ma patroszenia, porcjowania, odpadów. Zabijamy krowę, mamy z nią kupę roboty, a mięso, które trafia do sklepów, to w najlepszym razie połowa jej wagi. Insekty są doskonałe – ich przygotowanie wymaga znikomej ilości pracy i jest bardzo efektywne.

Twardy pancerzyk owadów zbudowany jest z chityny, której nie trawimy (zawierają ją też grzyby i wodorosty). Nie szkodzi nam ona i może pełnić funkcje błonnika pokarmowego. Niektóre zwierzęta mają w jelitach bakterie rozkładającą chitynę i pozwalającą na przyswojenie jej składników, można sobie wyobrazić więc w przyszłości probiotyki jeszcze zwiększające wartości odżywcze owadów.

Owady jedzą byle co, niektóre nawet drewno. Większość może zjeść nasze odpady. Nie będziemy mieć raczej problemów z ich wykarmieniem.

Chcąc uzyskać owady bez glutenu i białek mleka będziemy musieli jednak uważać na to, czym je karmimy. Rynek sobie z tym jednak bez problemu poradzi i na pewno będzie można kupić bezglutenowe larwy mącznika młynarka 🙂

Hodowane przez nas owady nie muszą być zjadane tylko przez nas, ale mogą zastąpić sporą część soi, kukurydzy i innych pasz dla drobiu. Nie tylko zaoszczędzimy plony, ale uzyskamy lepszy profil omega-3/6 jajek.

Choć nie wyobrażamy sobie jedzenia owadów, można to łatwo zmienić. Już w 1885 roku w manifeście Why not eat insects? Vincent Holt uważał, że nie da się łatwo przekonać ludzi do zmiany upodobań kulinarnych, ale że istnieje jeden skuteczny sposób –  moda.

Tak też było z sushi. Nie tak dawno jedzenie surowej ryby było dla większości Europejczyków i Amerykanów nie do pomyślenia. Hollywood jednak wykreował modę na sushi i w ciągu zaledwie jednego pokolenia sushi zmieniło się z „a fuj” na modną i stylową przekąskę.

Nasze podejście do jedzenia owadów się zmienia. W Europie i USA jest coraz więcej restauracji serwujących „robaczywe” dania. Można kupić batony białkowe z owadami i coraz więcej sklepów wprowadza do swojej oferty suszone owady.

Trwają przygotowania do załogowej misji na Marsa i wielu naukowców uważa, że najbardziej racjonalnym źródłem niezbędnego nam białka zwierzęcego będą hodowle owadów.

Jeden z raportów Unii Europejskiej uważa, że „jedzenie owadów może być bezpieczną, odżywczą i bardziej przyjazną środowisku alternatywą dla drobiu albo wołowiny” (źródło).

Na naszych oczach następuje zmiana kulturowa. 1/3 Amerykanów jest zainteresowana jedzeniem owadów (źródło). Młode pokolenie, które niezbyt chętnie jada mięso, nie ma takich oporów w przypadku owadów (źródło).

Zdjęcie na początku tego wpisu nie jest znalezione w Internecie – zrobiłem je sam. Udało mi się kupić suszone owady w jednym z europejskich marketów. Żona nie chciała, ale ja w ciągu tygodnia zjadłem z dziećmi. Smakowały jak ryż dmuchany, a dzieci kilka razy pytały, czy mam więcej, „bo to dobre”.

Nie pamiętam już, jakie to owady były. Te po prawej to najprawdopodobniej larwy mącznika młynarka. Na razie nie mam możliwości regularnego kupowania owadów, ale jeśli będą one niedrogie i czyste (bez glutenu i mleka), to myślę, że mogą one zastąpić pewną część zjadanego przez mnie mięsa. Może kiedyś 🙂

Myślę, że w najbliższych latach będzie coraz więcej informacji w mediach o jedzeniu owadów. Politycy szykują się do wprowadzeniu podatku od mięsa i białko z owadów może stać się naprawdę kuszącą alternatywą.

Wszystko wskazuje na to, że w tym jest przyszłość. Za 30 lat dla naszych dzieci jedzenie białka z owadów może być tak samo normalne jak współcześnie jedzenie nabiału.

Nie chcesz jeść owadów, nie wyobrażasz sobie tego? Nie musisz. Ale twoje dzieci najprawdopodobniej je będą jadły. I to pewnie ze smakiem 🙂

Podyskutuj o zdrowiu i jedzeniu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się doświadczeniami i pomóż innym!


Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.

Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

Dodaj komentarz przez Facebooka poniżej albo formularzem na dole strony:

2 komentarze do “Jedzenie owadów”

  1. O rany, tym zdjęciem, to żeś dał!…
    Szybciutko przewinęłam!
    Artykuł bardzo ciekawy, dzięki. Ja bym zjadła szarańcze, koniki polne, skorpiony. Ale te te na górze, to już nie.

  2. Super wpis. I podzielam Twoje zdanie o tym, że robaki spożywcze to przyszłość, pytanie jak daleka. Patrząc na znane mi przypadki pierwszych takich restauracji w PL (Co To To Je w Warszawie czy Insekt w Łodzi), raczej odległa, choć kto wie. Też kluczem wydaje się wykreowanie mody. Ale kiedy i czy w ogóle? Miejmy nadzieję, że jak najszybciej. Już sobie wyobrażam te reklamy domowych hodowlarni owadów 🙂

Pozostaw odpowiedź Anja Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *