Dziś swój jadłospis prezentuje Kasia, która mieszka i pracuje na Karaibach. Swoją przygodę z paleo rozpoczęła cztery lata temu i od tego czasu, dzięki ciągle pogłębianej wiedzy udało jej się „naprawić” niedoczynną tarczycę (Hashimoto). Mimo że dziś cieszy się zdrowiem, a do swojej diety włączyła niedawno nawet odstawione na lata ziarna, jej codzienny jadłospis nadal w zdecydowanej większości składa się ze świeżych, przygotowywanych z lokalnych produktów dań w stylu primal/paleo.
Kiedy sześć miesięcy temu postanowiłam zapisywać swoją przygodę z cukrzycą, moim celem było pomóc chociaż jednej osobie. Absolutnie daleka byłam i jestem od udowadniania czegokolwiek komukolwiek. Nikogo też nie chciałam i nie chcę obrazić. Zrobiłam to też dlatego, ponieważ wiele zdrowych nawyków weszło mi tak w krew, że ledwo pamiętam, jak musiałam wylewać mleko po gościach, żeby mnie nie kusiło (Nabiałowy odwyk). Mijają kolejne miesiące i ja, nabiałoholiczka, jestem paleoholiczką. Stało się to tak naturalne niezauważalnie, że sama jestem zszokowana.
Nadal mam wzloty i upadki (wzrosty cukrów), ale coraz rzadziej. Początkowo bałam się do tego przyznawać, jednak stwierdziłam, że skoro mam być wiarygodna, będę pokazywać również i gorsze chwile. Czytaj dalej Wszyscy święci→
Poziom trójglicerydów w krwi jest jednym z najważniejszych wskaźników ryzyka chorób układu krążenia, np. miażdżycy (czytaj więcej: Trójglicerydy). Pochodząc z rodziny, która może mieć pewne genetyczne predyspozycje do większej zapadalności na te choroby, już od 16 lat regularnie robię badania krwi pod kątem trójglicerydów. Oto ostatni wykres:
Pierwsze, wykonane w 2001 badanie wykazało u mnie alarmująco wysoki poziom trójglicerydów w krwi. Nie chciałem w wieku 35-40 lat stać się wrakiem człowieka trzymanym przy życiu tylko dzięki garściom lekarstw łykanych przy każdym posiłku, więc starałem się modyfikować swoje jedzenie i tryb życia i przez to obniżyć ilość trójglicerydów w krwi.
Z cukrzycą można wygrać! „Diabetyczna Rewolucja, plan cudu pH dla ludzi chorych na cukrzycę typu I i II”. Pozwól, by jedzenie Cię uleczyło! Dr Robert O. Young i Shelley Redford Young
Wciąż myślę o cudzie pH. Pijąc takie ilości płynów, jakie dr Young zaleca w książce, wypłukuje się wszystko z organizmu: zarówno nadmiar cukru, jak i witaminy, mikro- i makroelementy. Nie podoba mi się również to, że wszędzie podkreślana jest niezbędność zielonego proszku i kropelek pH – codziennie na moją skrzynkę mailową przychodzą reklamy tych „elementów cudu”. Zdaję sobie sprawę, że najlepszą kasę zbija się na tabletkach-cud na odchudzanie, rzucanie palenia, potencję i raka. Do tej listy można dopisać cukrzycę. Ludzi, którzy mają wiele do stracenia, oszukać najłatwiej.
Nasza żywność nie musi pochodzić w 100% ze sklepu. Część jedzenia możemy próbować sobie samodzielnie wyhodować (nawet na balkonie), a część możemy znaleźć na łące. Zainspirowany niedawno opisywaną książką Łukasza Łuczaja Dzika kuchnia postanowiłem zrobić polną sałatkę.
Dzika kuchnia to zielnik i książka kucharska opisujących ponad 60 dzikich i jednocześnie jadalnych polskich roślin. W Polsce są jeszcze rejony, gdzie można znaleźć dzikie pieczarki albo szpinak, ale mnie zainteresowały rośliny, których nie kupi się w sklepie, a które rosną powszechnie, wokół każdego polskiego domu. Stąd pomysł na sałatkę z mniszkiem i stokrotkami.
Początek nowego miesiąca to nowy jadłospis – wciąż kontynuujemy cykl gościnnych jadłospisów i dziś Alicja ze strony www.czystytalerz.pl (strona już niestety nie istnieje) przedstawia, co je w ciągu przykładowego dnia. Ala kocha gotować używając naturalnych i nieprzetworzonych składników i kilka miesięcy temu rzuciła cukier, zboża i – jak sama przyznaje – kilka zbędnych kilogramów.
Z cukrzycą można wygrać! „Diabetyczna Rewolucja, plan cudu pH dla ludzi chorych na cukrzycę typu I i II”. Pozwól, by jedzenie Cię uleczyło! Dr Robert O. Young i Shelley Redford Young
Najpierw sok z kapusty. Samej kapusty. Z grządki, bez żadnej chemii, pielonej ręcznie. Miałam opory. Kapusta podnosi mi cukry, nawet surowa. Co prawda, dawno jej nie jadłam, jest więc szansa, że będzie OK. Wypiłam szklankę. Smaczne. Przez moment nawet pomyślałam, że mogłabym zostać sokoholiczką, jednak później spojrzałam na wyciskarkę i wizja mycia każdej jej części szybko mnie wyleczyła. Odbiło mi się. Co już jest informacją, że najprawdopodobniej mi nie sprzyja (czyli cukry skoczą). Nic to. Czekam 30 minut, jak zaleca twórca tej teorii dr Young. Po 30 minutach czuję, że cukier szaleje, glukometr wskazał: 253 mg/dl. No pięknie. Ale poczekam. Po godzinie: 231 mg/dl. Po dwóch 201 mg/dl. Coś kiepsko z tym cudem…
Moimi ulubionymi ciastami były serniki i ciasta czekoladowe. O ile z sernikami pożegnałem się bez żalu, to wciąż czasem mam ochotę na dobre czekoladowe ciasto. Kiedyś robiłem brownie z batatów, jednak miało ono trochę za dużo węglowodanów. Zacząłem więc testować brownie z cukinii i okazało się, że jest całkiem smaczne!
Od czasu do czasu zdarza mi się zatrzymać podczas wyjazdów w hotelu i choć zbóż nie jadam już jakieś 6 lat, to nigdy nie przyszedł mi do głowy pomysł szukania bezglutenowego hotelu. Po prostu wybieram hotel z bufetem śniadaniowym, podczas którego jem jajka, mięso, warzywa i owoce. Naprawdę się zdziwiłem, gdy niedawno zobaczyłem reklamę hotelu bezglutenowego.
Reklama dotyczyła włoskiego hotelu Bikini położonego w miejscowości Rimini (strona hotelu). Hotel chwali się wieloletnią certyfikacją włoskiego stowarzyszenia celiaków i reklamuje się tak: Czytaj dalej Bezglutenowy hotel→
Moja historia zaczęła się podobnie jak wiele innych…
Jako dziecko miałam dobry wzrok, potem wraz z rozpoczęciem nauki szkolnej zaczął się stopniowo pogarszać, by na zakończenie studiów osiągnąć wartość -5.75 dioptrii. Moje okulary wyglądały jak denka od słoików, a ja bardzo nie lubiłam tego, jak wyglądam w okularach, ani tego, że życie z nimi jest po prostu niewygodne.
Anna w soczewkach kontaktowych, fot. Sławek Trojan
Każda wizyta u okulisty wyglądała tak samo. Pogorszyło się, no to trzeba zmienić szkła. Po każdej takiej zmianie głowa bolała tak samo mocno, jak oczy. Obraz, który widziałam przez szkła okularów był dla mnie przeostrzony. Toczyłam batalie z lekarzami, żeby wypisywali mi receptę na szkła z mniejszą korekcją, niż ta, przy której czytałam wszystkie literki z dolnego rzędu tablicy. Wtedy przynajmniej czułam się względnie dobrze, niż po „ostrej” zmianie szkieł.