Rośliny strączkowe nie takie zdrowe

Według jednego z popularniejszych mitów o odżywianiu rośliny strączkowe są bogatym źródłem białka, błonnika, żelaza i cynku oraz stanowią doskonałą roślinną alternatywę dla mięsa. Jest w tym trochę prawdy – warzywa strączkowe jako jeden z niewielu pokarmów łączą białko (choć niepełnowartościowe) i błonnik, lecz ich zawartość białka, żelaza i cynku jest znacznie niższa niż w mięsie, jajkach czy owocach morza. Warto wiedzieć, że są też szkodliwe substancje zawarte roślinach strączkowych. Strączki – jeść czy nie jeść?

rośliny strączkowe paleo smak
Jedzący fasolę, Annibale Carracci, 1584-1585

Zacznijmy jednak od tego, które z roślin zaliczamy do warzyw strączkowych – są to groch, wszystkie odmiany fasoli, soja, bób, ciecierzyca, orzechy ziemne (arachidowe) i kilka innych roślin używanych jako pasze dla zwierząt. Wiele z tych roślin jest trujących w postaci surowej, najbardziej chyba znanym przykładem jest czerwona fasola – w krajach, w których jest jadana, ciągle zdarzają się przytrucia niedogotowaną fasolą, których objawami są zawroty głowy, wymioty, biegunka czy ból brzucha. Jeszcze nie tak dawno import i uprawa czerwonej fasoli w RPA były zabronione ze względu na toksyczność tej rośliny dla ludzi.

Szkodliwe substancje zawarte w roślinach strączkowych to:

  • lektyny – zawierają je także zboża, są to toksyny używane jako obrona roślin przed zjadającymi je zwierzętami. Po spożyciu przechodzą one przez jelita do krwiobiegu i powodują stany zapalne w całym organizmie, przez co przyczyniają się do wywoływania chorób autoimmunologicznych. Stany zapalne naczyń krwionośnych są główną przyczyną miażdżycy (czytaj więcej: Cholesterol nie taki zły). Lektyny także zaburzają mechanizmy sterujące apetytem i pod ich wpływem jemy więcej niż potrzeba. Różne typy lektyn zawarte są w różnych roślinach, te ze strączkowych to głównie aglutyniny, spośród nich te z fasoli są dużo bardziej szkodliwe niż te z grochu czy soczewicy.
  • saponiny – toksyny rozrywające błonę komórkową w naszych ciałach, po zjedzeniu uszkadzają jelita, naczynia krwionośne i czerwone krwinki (osłabiają kondycję i wywołują anemię). Najwięcej ich zawierają soja i różne odmiany fasoli.
  • kwas fitowy – zawierają go także zboża, znacznie obniża przyswajalność mikroelementów z naszego pożywienia: żelaza, cynku, magnezu, wapnia i wielu innych. Osoby jedzące dużo pokarmów bogatych w sole kwasu fitowego mogą być niedożywione i cierpieć na anemię pomimo pożywienia bogatego we wszystkie potrzebne im pierwiastki (czytaj więcej: Kwas fitowy).
  • składniki FODMAP – wszyscy znamy uboczne efekty jedzenia fasoli lub grochu – o ile u większości ludzi kończy się tylko na zwiększonej produkcji gazów, to składniki FODMAP mogą być sporym problemem dla niektórych (czytaj więcej: Dieta FODMAP).
  • fitoestrogeny – związki bardzo zbliżone do żeńskich hormonów płciowych. Choć mają pozytywny wpływ na niektórych (szczególnie kobiety po menopauzie), są niewskazane u innych ludzi. Kobiety jedzące regularnie soję i inne rośliny strączkowe mają średnio o 20% niższe poziomy hormonów FSH i LH, co może prowadzić do problemów z płodnością i w skrajnych przypadkach do zatrzymania miesiączkowania. Niektóre z fitoestrogenów zawartych w soi obniżają przyswajalność jodu, co może skutkować problemami z tarczycą. Istnieją też badania wskazujące na związek pomiędzy niedoborami jodu u ciężarnych a późniejszym autyzmem u ich dzieci.

Rośliny strączkowe zawierają także między innymi inhibitory proteaz (które blokują enzymy trawiące białka i dzięki nim przyswajalność aminokwasów z pokarmów się zmniejsza), rafinozę i oligosacharydy (które u większości wywołują gazy, a u niektórych także inne, bardziej przykre dolegliwości żołądkowe) oraz glikozydy cyjanogenne rozkładane do trującego cyjanowodoru.

Warzywa strączkowe poza tym są bardzo bogatym źródłem węglowodanów. Chcąc ich zjeść tyle, żeby zaspokoić swoje zapotrzebowanie na białko, przekroczymy znacznie zapotrzebowanie na węglowodany. Nadmiar węglowodanów powoduje wszystkie choroby cywilizacyjne – cukrzyca, rak, nadciśnienie, choroby serca, itp (czytaj więcej: Węglowodany).

Na szczególną uwagę zasługują orzechy arachidowe i wytwarzany z nich olej. Mimo iż jest polecany przez wielu dietetyków jako zdrowy i obniżający poziom cholesterolu olej, to badania wykazały, że ma on wyjątkowo silny wpływ na rozwój miażdżycy. Badacze chcąc szybko wywołać miażdżycę u zwierząt doświadczalnych, karmią je olejem arachidowym (źródło). Efekt ten jest najbardziej widoczny u szczurów, królików i małp naczelnych (naszych bliższych i dalszych kuzynów).

Najgorsza ze wszystkich strączkowych jest soja – jeszcze zaledwie kilkaset lat temu uważano tę roślinę za niejadalną dla ludzi. Przemysł i hodowla stworzyły mutanta, którego następnie marketing promował jako zdrową alternatywę dla mięsa. Nic bardziej mylnego! Soja ma najwyższą ilość kwasu fitowego ze wszystkich zbóż i roślin strączkowych. Soja także zaburza trawienie i zwiększa zapotrzebowanie na witaminy B12 i D, których i tak większość ludzi ma za mało.

Soja także dostarcza dużo estrogenów, które wpływają na układ hormonalny, powodują uszkodzenia płodów, za wczesne dojrzewanie dziewczynek i za późne chłopców. Noworodki karmione wyłącznie kaszkami sojowymi dostają codziennie tyle estrogenów, ile zawiera co najmniej 5 tabletek antykoncepcyjnych (źródło). U chłopców zaburza to wpływ męskich hormonów na rozwój płci, takim niemowlętom zaczynają rosnąć piersi, a ich męskie narządy płciowe są niedorozwinięte. Ci chłopcy potem są zniewieściali i mogą mieć problemy z tożsamością płciową.

Fitoestrogeny także powodują raka piersi, choroby tarczycy, wpływają na długość cyklu miesięcznego, powodują bezpłodność u kobiet i zmniejszenie ilości testosteronu u mężczyzn (mnisi buddyjscy jedli tofu, żeby nie myśleć o kobietach). Panowie jedzący dużo soi (albo pijący mleko sojowe) mają 50% mniej plemników niż mężczyźni unikający soi (źródło).

Są jednak dobre wiadomości dotyczące roślin strączkowych – większości szkodliwych substancji możemy się pozbyć przez ich namaczanie i gotowanie. O ile tylko to możliwe, warzywa strączkowe powinniśmy namoczyć w wodzie przez około 24 godziny (wodę należy potem oczywiście wylać), pozbędziemy się w ten sposób połowy lektyn. Fasolkę czy groszek z puszki należy dobrze odsączyć. Gotowanie przez minimum 20 minut powinno zniszczyć większość pozostałych lektyn oraz inhibitory proteaz i glikozydy cyjanogenne.

Istnieją także badania wiążące spożywanie strączków z pozytywnym wpływem na leczenie cukrzycy (link) albo raka (link).Jako gatunek jesteśmy bardzo zróżnicowani i niektórzy z nas bardzo dobrze tolerują rośliny strączkowe, a dla innych są one mniej lub bardziej szkodliwe. To właśnie jest prawdopodobnie przyczyną bardzo niejednoznacznych i sprzecznych wyników badań – zależnie od grupy ludzi biorących udział w testach otrzymujemy wyniki pozytywne albo negatywne. Nie dotyczy to soi – mimo namaczania, czy gotowania, wciąż pozostaje ona trucizną.

Czy rośliny strączkowe mają miejsce w diecie paleo? Krótką odpowiedzią jest: nie wszystkie i w umiarze. Z uwagi na to, że rośliny strączkowe mają zróżnicowaną toksyczność można odpowiedź rozwinąć: nie jemy soi i orzechów ziemnych, dopuszczamy okazyjnie większość fasoli i ciecierzycę, a nie przejmujemy się za bardzo fasolką szparagową, soczewicą i grochem (przede wszystkim zielony groszek), oczywiście wszystko w umiarkowanych ilościach i odpowiednio przygotowane (namoczone, ugotowane).

Jak sprawdzić, czy możesz bezpiecznie jeść strączki? Jak zwykle – najlepiej je całkowicie usunąć z pożywienia na kilka tygodni, a potem powrócić do ich jedzenia i cały czas obserwować siebie. Gdy nie widzisz zauważalnych zmian samopoczucia, to pewnie możesz bezpiecznie jeść większość roślin strączkowych.


Wszystkich strączkowych powinny jednak unikać osoby z chorobami autoimmunologicznymi, chorobami jelit (np. Zespół jelita drażliwego), problemami z płodnością i osoby predysponowane do miażdżycy, szczególnie jeśli mają wysokie poziomy trójglicerydów i cholesterolu LDL (czytaj więcej: Trójglicerydy oraz Cholesterol nie taki zły). Ze względu na wysoką zawartość węglowodanów w roślinach strączkowych i wpływ lektyn na mechanizmy regulujące apetyt rośliny strączkowe powinny być także unikane przez osoby pragnące schudnąć. Warzywa strączkowe nie dostarczają nam niczego unikalnego i nie ma nic złego w ich niejedzeniu.

Podyskutuj o odżywianiu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się doświadczeniami i pomóż innym!

Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.


Czytaj też: Co to jest dieta paleo? | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Zboża szkodzą | Dieta paleo a płodność | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

Niektóre źródła po angielsku: Pokaż

64 myśli nt. „Rośliny strączkowe nie takie zdrowe”

  1. A Co z edemame? Ostatnio odkrylam w pobliskim sklepie zamrozone i jem raz w tygodniu. Bylabym wdzieczna za odpowiedz. Pozdrawiam i gratuluje ciekawego bloga. Nie moge sie oderwac

    1. Edemame to soja, choć co prawda w postaci takiej, jak fasolka szparagowa. Nie mam dokładnych danych na ten temat, ale radzę unikać soi, niezależnie od jej postaci.

    2. Człowiek to zwierze mięsożerne. Mięso to podstawa żywienia. Najważniejszy jest poziom naturalnego żelaza z czerwonego mięsa, dlatego tylko takie mięso powinno być jadane. Im wiecej żelaza z mięsa tym wiekszy poziom inteligencji , siły, zdrowia. Odpowiednia ilość białka zwierzęcego to obwód klatki piersiowej większy niż obwód bioder, ładna skóra, zęby.
      Z powodu zbyt dużej ilości białka roslinnego w diecie wiekszośc osób powinna jadać tylko mięso ( wieprzowina, wołowina, baranina z tłuszczem zwierzęcym ) Warzywa korzeniowe 1 dziennie lub 2,3 razy w tygodniu. Do picia przegotowana woda z kranu.
      Tzw. alergie to reakcja na chemię w żywności. Ala

  2. A ja sie zgodze ze cos jest na rzeczy. Wlasnie czekam w rewelacyjnej kolejce na pogotowiu wczoraj tez. 15 lat temu dostalam potwornej alergii pokarmowej na bób. Nie jadlam az kolezanka zrobila paste na grilla z mala iloscia wystarczylo zeby caly organizm mial pokrzywke i zaczal puchnac. Dopiero po 2 dniach zaczely wychodzic bable i puchnac stawy. Podobna reakcje mialam na surowe szparagi i melon. Ale tam pokazala sie p 15 minutach od zjedzenia wystarczyl telfast 180. Jeszcze jedna byla na lukier w torcie ta byla porownywalna z ta na bob 🙁

    1. Jest coś na rzeczy, bo masz alergie/nietolerancję na jakieś lektyny? Twój opis sugeruje odpowiedź autoimmunologiczną układu odpornościowego. A co jeśli 90% ludzi nie posiada tego typu wadliwych receptorów i nic im nie dolega? W teorii można mieć alergię/nietolerancję pokarmową na każdy rodzaj lektyny pokarmowej, a jaki to ma związek z obiektywną szkodliwością danego pokarmu na skalę zdrowej populacji?

  3. Dziwny ten artykuł. Większość osób pochopnie stwierdzi, że należy obawiać się warzyw strączkowych. Tymczasem niemal wszystkie z nich konsumuje się po namoczeniu i ugotowaniu, co jak sam autor wskazuje w większości niweluje ich negatywne działanie.

    Więcej z tego szkody niż pożytku.

    1. Większość ludzi nie wylewa wody po namoczeniu, ba – nawet przepisy podają, że groch gotuje się w tej samej wodzie, w której był moczony 🙂

      1. ja zawsze gotowałam fasole w wodzie w której moczyłam tak pisze w internecie,że pszenica jest szkodliwa to juz wiedziałam wiec zamieniłam na kasze jaglana, grycczaną, orzechy, owsianke , fasole a tu sie dowiaduje ze nie sa takie zdrowe to co mam jesc? napewno nie tkne miesa z marketów z antybiotykami i sterydami

    2. Na fityny są proste sposoby. Wystarczy dodać czosnku czy cebuli, albo na kilka minut włożyć groch do mikrofalówki na najniższym ustawieniu mocy (fale elektromagnetyczne mikrofalówki neutralizują/rozbijają fityny). Poza tym środowisko kwaśne – czyli np. dodanie przecieru pomidorowego. Fityny w niewielkiej ilości mają pozytywny wpływ na organizm – absorbują metale ciężkie, mają właściwości antyutleniające i zapobiegające rozwojowi raka. Garbniki również są substancjami antyodżywczymi, ale to nie znaczy, że są niezdrowe, bo często myli się te dwa pojęcia, stosując je zamiennie.

  4. Czy strączkowe z puszki (mam na myśli czerwoną fasolę, soczewice i zielony groszek) też trzeba gotować 20 minut? Mam wrażenie, że po takim czasie całkowicie się rozpadną 😉

    Co z bobem? Bardzo zły?

    1. Jedzenie czegokolwiek z puszki to dostawa aluminium do komórek.
      Nic puszkowanego nie nadaje się do jedzenia.

      1. Właśnie ze względu na toksyczność aluminium wszystkie puszki są pokryte cieniutką warstwą plastiku z BPA 🙂
        Strączki z puszek nie wymagają gotowania.

      2. Autor wpisu chyba uważa inaczej, bo dopuścił w nim używanie strączkowych z puszki – więc poczekam na jego opinię.

          1. Ależ ja wiem, że większość puszek ma BPA. Wiem, puszki to kiepski wybór i jedzenie ich często nie będzie zbyt korzystne dla zdrowia. O ile to możliwe, to przetwory staram się kupować w słoikach. Coś z puszki zdarza mi się zjeść parę razy do roku. Od BPA we współczesnym świecie nie uciekniesz, ale można zminimalizować jego obecność wokół siebie.

          2. W Biedronce od niedawna dostępna jest fasola i ciecierzyca w słoiku. Innych puszkowanych radzę nie spożywać, tak samo tuńczyka. Jeśli chodzi o bisfenol to jest chyba gorszy od aluminium i to pokrywanie puszek jego warstwą to jakaś kpina z ludzi, zbyt duża ilość ludzi zaczęła narzekać na szkodliwość aluminium to najlepiej pokryć to aluminium substancją, która „odizoluje” to co ludzie uważają za szkodliwe ale jednocześnie musi to byc substancja równie szkodliwa tylko taka ,na temat której jeszcze szerzej nie uświadomoino.

    2. Dzięki Grzegorzu, nie zauwazylam wczesniej Twojej odpowiedzi 🙂 to fajnie, ze raz na rok mozna zjeść puszkę groszku 🙂 pytam głownie dlatego, ze mam jeszcze jedna w domu i zastanawialam sie, czy oddać czy zostawić 😉

    1. Podobne kontrowersje są do wielu innych „niekorzystnych” substancji roślinnych. Wybrane lektyny, fityny.

  5. A zwróciłes uwagę na to jak różnice w zawartości tych substancji mają się do surowych a przetworzonych strączków?
    Będę pytać.
    Czy wiesz czy jest jakis sposób aby naturalnymi produktami można by bylo neutralizowac działanie tych szkodliwych substancji dla nas?
    I np. dlaczego wg. harwardzkiej piramidy żywienia strączkowe produkty plasują się na całkiem mocnej pozycji wartościowej dla człowieka?

    1. Powyżej masz napisane, co się dzieje z niektórymi tymi substancjami przy przetwarzaniu. A harwardzka piramida żywieniowa ma zboża w podstawie, a masło u samiutkiego szczytu, więc sama widzisz, jak bardzo zakłamana ona jest.

      1. Odnośnie zasad paleo piramida ta oczywiście, że jest zaklamana :). Nie chcialam tym pytaniem udowadniac jej racji :).
        I dzięki za info, że coś o przetwarzaniu było, niefartem ominelam!
        Bo już chciałam płakać nad myślą o wykluczeniu „strączkowych” :).

  6. Nie mogę odpowiedzieć pod komentarzem. Przecież właśnie tłumaczę, że zmienia. Są różne rośliny bobowate: groch, groszek, ciecierzyca, fasola. I nie można postawić znaku równości między nimi.

      1. Kobieto, wpisz green pea to wyszukiwarki angielskiej wikipedii i przestań się upierać 🙂 W angielskiej wikipedii „green pea” przekierowuje na „pea” czyli Pisum Sativum aka groch zwyczajny.

        1. To, że coś gdzieś przekierowuje, jeszcze nie znaczy że coś jest jakieś… W języku angielskim jest słowo pea, które przez różne przedrostki nabiera znaczenia (np. chick pea – ciecierzyca). Zresztą masz na początku This article is about one species of plant and its variations. For other uses, see Pea (disambiguation).
          Nie mają tam dwóch słów groch i groszek. A green pea to w ogóle nazwa potoczna, bo wg naukowych źródeł nie ma czegoś takiego jak green pea.

          1. No i sam wstęp: „The pea is most commonly the small spherical seed or the seed-pod of the pod fruit Pisum sativum” i przypis. MOST COMMONLY, ale niekoniecznie. Dziękuję

        2. nie rozumiem dlaczego opieracie się na wiadomościach z Wikipedii… ludzie!! każdy może tam pisać co mu się podoba. Jak dyskutujecie to błagam bierzcie informacje z pewnych źródeł, a nie z takich nieprawdopodobnie niewiarygodnych jak Wikipedia. Takie moje zdanie, jeśli uważacie, że Wiki jest godnym źródłem wiedzy to nie mam z tym problemu, Wasza nieświadomość. Pozdrawiam

          1. Międzynarodowy zespół naukowców badał artykuły i definicje z Wikipedii i Encyklopedii Britaniki (nie wiedzieli, które są skąd i oceniali na ślepo). Znaleźli dokładnie tyle samo błędów i nieścisłości w obu.
            Na Wikipedii każdy może pisać, ale dużo ludzi z ogromną wiedzą to weryfikuje, poza tym Wikipedia stawia ogromny nacisk na weryfikowalne źródła.

      1. Wkleiłeś (mam nadzieję, że mogę na Ty) link do grochu (Pisum), groszek to co innego (Lathyrus). Po angielsku pea vs. sweet pea. Czepiam się może, ale to tak jakbyś mówił, że bób, groch, cieciorka to wszystko to samo 🙂 Wszystkie należą do rodziny bobowatych.

        Pozdrawiam
        Gosia

        1. Według wiki Lathyrus https://pl.wikipedia.org/wiki/Groszek_pachn%C4%85cy jest uprawiany tylko i wyłącznie jako roślina ozdobna. Groszek zielony kupowany w Polsce to niedojrzałe nasiona grochu zwyczajnego, a nie pachnącego.
          W niektórych krajach rzeczywiście jada się Lathyrus, ale do nich Polska raczej nie należy. Jak już z angielskiego – polski groszek zielony, to jest green pea, a nie sweet pea. A green pea pochodzi od Pisum Sativum.

          1. Nieprawda, Wiki wymienia mnóstwo różnych Lathyrus https://pl.wikipedia.org/wiki/Groszek wśród nich nie tylko pachnący. O groszku siewnym jest na górze artykułu. A z ang Wikipedii – Other species are grown for food, including the Indian pea (L. sativus) and the red pea (L. cicera), and less commonly Cyprus-vetch (L. ochrus) and Spanish vetchling (L. clymenum). The tuberous pea (L. tuberosus) is grown as a root vegetable for its starchy edible tuber.

          2. Dobrze, ale to i tak nie zmienia faktu, że groszek zielony (green pea) to to samo co groch zwyczajny, prawda? 🙂

  7. Z tego całego opisu, zastanawia mnie ta cała nagonka na soję. Grzegorz, skąd masz dane zdrowotne Azjatów, którymi podzieliłeś się w komentarzu? I w ogóle czy jest różnica między zwykłą soją, a np tą sfermentowaną (m. in. tofu). Pytam się, bo w diecie okinawskiej dużo jest owego tofu, a średnia długość życia mieszkańców tej wyspy, jak i ogólnie Japonii jest jednym z najwyższych. Wiadomo zaś, że mieszkańcy tych regionów preferują soję praktycznie w każdym posiłku (np sos sojowy).
    Mam wrażenie, że Aga ma rację, demonizujesz wszystko co jest na przekór z ideą „paleo”. Może przydałoby się trochę obiektywizmu?

    1. Chodziło o zdrowie naszej populacji. Według źródeł angielskojęzycznych jest spora różnica pomiędzy soją zwykłą a sfermentowaną. W sosie sojowym soi jest na lekarstwo 🙂

    2. kiedyś oglądałam program, w którym próbowano latami dowieść skuteczności owej diety na Okinawie i guzik z tego wyszło. Ostatecznie postawili pytanie, czy sekretem nie jest to, że ludzie z tej wyspy do późnej starości spędzają czynnie wspólny czas i zamiast oglądać tv bawią się wspólnie. Większość doniesień to czysty marketing. Osobiście jestem za zdrową dietą ale sos sojowy a soja sama w sobie to dwie różne historie. W Japonii spożywa się również trujące gatunki ryb , które odpowiednio się przygotowuje, aby zniwelować truciznę. Mieszkałam w Japonii przez 1,5 roku i dodatkową sprawą jest to , że oni mega mało jedzą. Pamiętasz słynnego lekarza, który powiedział, że wszystko i zarazem nic nie jest trucizną, gdyż dawka stanowi truciznę. Jak tam mieszkała to nawet jak spożywaliśmy sushi zwracali mi uwagę, że moczę złą stroną w sosie sojowym, gdyż nabieram go zbyt wiele. Zobacz jak większość Polaków moczy sushi w sosie sojowym, choć tutaj raczej odpowiednim zwrotem powinno być „topienie sushi”. Nie od dziś wiadomo, że przejadanie się nie jest zdrowe. A moim zdaniem to jest główny problem w szkodliwości jedzenia.

  8. moim zdaniem, to demonizujesz wszystko, co Ci się nie podoba.
    Wiedz, że osobiście przemieliłam masę książek na temat paleo, weganizmu i ogólnie odżywiania.
    Nie ukrywam, że oglądałam również filmy, czytałam różne blogi i sama próbowałam wege i paleo.
    Idąc Twoim tokiem myślenia Azjaci powinni wymrzeć, a są najzdrowszą nacją na świecie.
    Ale trzeba pamiętać, że żyjemy w innych warunkach i innym klimacie, mamy inną żywność naturalną.

    Z drugiej strony jest multum zaje… zdrowych i długo żyjących wegan, wegetarian.

    Sama szukam sposobu odżywiania, który pomoże mi się pozbierać, ale okazuje się, że czyste paleo nie pomaga, nie wpływa pozytywnie na chorobę auto, jaką posiadam.
    Wege też nie pomaga.

    Na pewno nabiał szkodzi i został wyautowany. Pieczywo lata temu, gluten kilka lat temu i moje zdrowie się już nie poprawia.

    Jestem, staram się być obiektywną.

    Zarówno blogi wegan jak i niektóre paleo są naładowane jakimiś chorymi emocjami, bzdurnymi i kłamliwymi wiadomościami.

    Powiedz, napisz-dlaczego jest tyle osób żyjących i jedzących normalnie bez żadnych schorzeń?
    Bo jest ich dużo.

    Diety specjalne i eliminacje są dla ludzi chorych, nie zdrowych.

    1. Aga – azjaci wcale nie jedzą tak dużo strączkowych, jak to się popularnie uznaje. Jak już, to jedzą sfermentowaną soję.
      Masz rację – około połowy naszej populacji nie ma większych problemów ze współczesnym pożywieniem. Mają tylko lekkie stany zapalne, są opuchnięci i mają małą nadwagę i mają problem z głodem i poziomem energii za dnia. Powodem są geny. Jednak eliminacja strączkowych, nabiału i zbóż nikomu nie zaszkodzi, a przyniesie tylko pożytek – zarówno osobie z „lepszymi” i „gorszymi” genami.

      1. Jak dla mnie problem nie jest w soi, tylko w soi modyfikowanej
        podobnie jest z glutenem, szczególnie pszenica została tak genetycznie zmodyfikowana, że nie powinna być dopuszczona do spożycia.
        Podobnie jest z rafinowanymi produktami, człowiek który spożywa je w nadmiarze, zaczyna mieć problemy ze zdrowiem.
        Co do eliminacji zbóż to na pewno warto wyeliminować zmodyfikowaną pszenicę, ale czy warto wyeliminować grykę albo proso? Dieta rozdzielna Haya (i nie tylko) eliminuje spożycie węglowodanów i białek w jednym posiłku, jednak można je spożywać oddzielnie.

      2. Nie geny, a właściwości wszystkich organizmów. Fizjologia każdego człowieka jest nieco różna od fizjologii innych osób. To sprawia, że niektórzy są bardziej podatni na te czy tamte czynniki wywołujące choroby, a inni z kolei są bardziej podatni na takie czy owakie czynniki. Różnorodność w biochemii i fizjologii ludzkiej owocuje nierównomiernością w kwestii rozprzestrzenienia chorób u ludzi i ich przebiegu.

      3. Geny…..no teraz „pojechales” pisząc o dobrych i złych genach. Może warto to zweryfikować i połączyć z definicja chorób psychosomatycznych? Wtedy znaczenie i całość Twojego artykułu nabiera nowego znaczenia…..myślę, że bardziej pełnego. Wspominasz o ludziach z Okinawy i o nowych sposobach badań. ….tak – myślę, że to właśnie sposób życia jest podstawowym źródłem ich zdrowia.
        Pozdrawiam wszystkich i miłego dnia 🙂

    2. Droga Ago, możesz spróbować jeść owoce, myślę że są najlepsze z dostępnej żywności,,, i mogą Ci pomóc z chorobami, ale co do chorób, to ważna jest energetyka, pracowanie ze swoimi emocjami ( jakieś zajęcia z ciałem fizycznym i mentalnym ( np. joga, modlitwa ) etc… ) Jak nie ma chorych emocji w ciele wtedy też jest się zdrowym,,,
      Po owocowej diecie jest pozniej dieta płynami ( woda, czyste soki naturalne, zioła ), niejedzenie tj. jak prana, albo później światło…
      🙂
      Buziaki :*

    3. Cześć. Ktoś tu juz komentował, że sam rodzaj diety ……można ich tu wymieniać a wymieniać. ..jest pomocne w powrocie do zdrowia ale sama w sobie jest niewystarczająca. Myślę, że głównym źródłem naszych chorób jest sposób i jakość naszego życia. Tyle się mówi o zdrowi azjatow…..ale tym co ich łączy jest sposób życia. Podejście do siebie samego. Od tego zależy nasza psychosomatyka a tym samym choroby na które „zapadamy”. Dociera do nas coraz więcej informacji nt źródeł i pochodzenia chorób, które mają podłoże w nas samych. Sam po sobie zauważam pewne zależności i coraz bardziej ….źle napisałem i jestem pod tym względem kolejna osoba, która zaczyna żyć zgodnie ze swoim JA. Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowia. Psychosomatyka dotyczy też chorób autoimmunologicznych. 🙂 🙂

  9. fitoestrogeny to nie to samo co estrogeny. Wystarczy spojrzeć na Azję gdzie soja i produkty sojowe przewyższają spożycie w Europie, dla porównania można przedstawić przyrost naturalny i w których państwach będzie większy. Można pisać różne rzeczy , ale jakie to ma pokrycie w rzeczywistośći?
    Kiedys naukowcy twierdzili że margaryna jest zdrowsza od masła, chyba tacy sami którzy piszą że jedzenie soi prowadzi do problemów z płodnością.

    1. W Azji jada się dużo sfermentowanej soi (tempeh, tofu itp), za to cywilizacja zachodnia daję soję do wszystkiego. Nie możesz porównywać tradycyjnych sposobów przygotowania soi z nowoczesnym przemysłem.

      1. Ponadto twierdzenie, że wysoka płodność (czy raczej: „rozpłodność”) Azjatów ma jakikolwiek związek ze spożywaną soją, przywodzi na myśl pseudonaukowe badania epidemiologiczne, na podstawie których quasi-naukowcy potrafią wyciągać najróżniejsze wnioski (a tak nie można robić, gdyż badania epidemiologiczne to tylko badania statystyczne nie mówiące NIC o związkach przyczynowo-skutkowych). Nie wiemy zbyt wiele odnośnie tego, dlaczego Azjaci tak się mnożą, ale stawiałbym bardziej na czynniki kulturowo-społeczne, za sprawą których Azjaci rozmnażają się jak króliki POMIMO jedzenia dużych ilości soi. Z dorabianiem teorii i wyjaśnień do prostych danych ilościowych należy bardzo uważać!

    2. Japinia, Hongkong, Singapur, Tajwan to kraje o najniższym współczynniku dzietności na świecie. Zresztą. Na dalekim wschodzie soja to dodatek nie podstawa diety jak głoszą wegemity

  10. Michał, który dwa posty powyżej pisze o fitoestrogenach w marchwi, chyba zna angielski skoro czyta angielską Wiki ale zdaje się, że korzystanie z innych źródeł informacji raczej go przerasta. No więc tak, zawartość fitoestrogenów w produktach sojowych i marchwi (po kilku minutach googlowania) :
    – tofu, miso : 20-70 mg/100g
    – prażone nasiona soi, mąka sojowa : 130-170 mg/100g
    – marchew : 0.3-0.5 mg/100g
    No i chyba wszystko jasne.

  11. Wg angielskiej Wiki w marchewkach też są fitoestrogeny. Czy powinniśmy w takim razie ograniczać marchew?

    1. Poczytaj sobie historię (piszę to bez złośliwości). Kiedyś czytałam, że japonki które nie chciały mieć dzieci przemycały w posiłkach soję dla swoich mężów gdyż działała ona antykoncepcyjnie (w dużych ilościach wywoływała bezpłodność). W samej Azji soja w czystej postaci raczej nie jest spożywana. Jedynie produkty fermentowane (sos sojo, pasta miso, tofu itd.) znajdują tam zastosowanie ponieważ fermentacja pozbawia soję szkodliwych substancji prawie całkowicie.

  12. A co z ciecierzycą? Lubię ją. Czy jeśli zjem w miesiącu dwie porcje po 250 gram to będzie źle?

    1. Kasiu, ciecierzyca nie jest taka zła. Jak nie masz jakichś silnych alergii lub chorób autoimmunologicznych, to sobie możesz spokojnie na nią od czasu do czasu pozwolić.

    2. Jeśli masz możliwość to przygotowuj w szybkowarze. Badania, które czytałem wykazują, że eliminuje się w ten sposób większość fityn. Poza tym fityny nie są aż takie złe w racjonalnych ilościach. Mimo, że same nie dostarczają wartości odżywczych to pełnią inne funkcje: wykazują działanie antyutleniające, mają zdolność absorbowania metali ciężkich, środki na bazie IP6+inositol stosuje się w profilaktyce i wspomaganiu leczenia nowotworów. Nie można zatem twierdzić, że substancje antyodżywcze są złe, tylko dlatego że organizm nie potrafi ich wykorzystać jako substancji odżywczych.
      Ilość FODMAP zwykle ulega wyraźnemu zmniejszeniu po długotrwałym moczeniu (np. przez noc).
      Tekst niepotrzebnie sieje paranoję. Nikt przecież nie spożywa surowych roślin strączkowych, podobnie jak większość ludzi nie czyni tego samego z mięsem, jajkami (które też przecież zawierają substancje antyodżywcze) i wieloma innymi produktami odzwierzęcymi.

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *

Dieta paleo po polsku i styl życia dla dzieci i dorosłych