Wylecz się sam, Megadawki witamin – recenzja książki

Andew W. Saul we wstępie do swej książki Wylecz się sam, Megadawki witamin podaje anegdotę, według której doktor Abram Hoffer usłyszał w szkole medycznej: „Połowa rzeczy, których was nauczymy, to nieprawda… I niestety – nie wiemy, która to połowa”. O ironio – to samo autor powinien powiedzieć o swojej książce: „Połowa rzeczy w tej książce to nieprawda – i niestety nie wiem, która to połowa”.

Wylecz się sam, Megadawki witamin - Andew W. Saul, Paleo SMAK Większa część tej książki to rozdziały poświęcone poszczególnym chorobom lub schorzeniom i mam wrażenie, że kilka z nich zostało tam wciśniętych na siłę, bo zawierają głównie (mało ciekawe) historie z młodości autora albo opis wyleczenia jednego pacjenta, który pewnie nijak ma się do większości chorujących.

Wylecz się sam, Megadawki witamin to dość gruba i niedroga książka (sprawdź ceny). Nie trzeba jej czytać od deski do deski (choć oczywiście można), w wielu przypadkach wystarczy wstęp, rozdział dotyczący konkretnego schorzenia, a następnie końcowe porady dotyczące suplementowania konkretnych witamin.

Prawie każdy rozdział składa się z dwóch wyraźnych części – najpierw Andrew W. Saul rozważa przyczyny choroby i kuracje witaminowe i ta część książki jest przygotowana naprawdę rzetelnie z dziesiątkami referencjami do literatury i badań potwierdzających tezy autora.

Dalsza treść rozdziału to porady autora dotyczące jedzenia, które niezależnie od choroby sprowadzają się do „zrezygnuj z mięsa, jedz dużo pełnych ziaren, nabiału i strączków”. Co ciekawe, nie ma absolutnie ani jednego źródła tych porad autora, który raz tylko stwierdził, że „szkodliwość mięsa jest tak znanym i akceptowanym faktem, że nie trzeba tego nijak udowadniać”.

Dlatego też mam bardzo mieszane odczucia odnośnie książki Wylecz się sam, Megadawki witamin. Całkowicie zgadzam się z autorem, gdy pisze, że nasze komórki przez miliony lat doskonaliły się w jednym – przetrwaniu, a naturalne procesy zawodzą, gdy brakuje naszym ciałom niezbędnych substancji – w tym witamin.

Tak samo jak autor twierdzę, że leczenie chorób powinno przede wszystkim polegać na podawaniu naturalnych substancji, obecnych w każdej komórce, których aktualnie naszemu organizmowi może brakować. Połykanie lekarstw zawierających związki chemiczne niewystępujące w przyrodzie jest ślepą uliczką i nie ma wiele wspólnego z leczeniem.

Andew W. Saul prawidłowo diagnozuje większość problemów współczesnej medycyny i dobrze opisuje, że lekarze stali się akwizytorami koncernów farmaceutycznych i czasem zamiast stosować proste i wyjątkowo skuteczne terapie żywieniowe przepisują nam trujące chemikalia.

Jednak wskazówki autora dotyczące żywienia są całkowicie chybione. Jest on zadeklarowanym wegetarianinem i nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że mięso nam może być potrzebne (czytaj więcej: Dieta wegetariańska oraz Mięso – zdrowie, pieniądze, sumienie). Zaleca on np. połykanie tabletek z witaminą B12, zamiast jeść jej najlepsze naturalne źródło – wołowinę.

Autor nawet w przypadku chorób autoimmunologicznych każe zrezygnować z mięsa i jeść głównie zboża, nabiał i strączki, podczas gdy prawidłowe żywienie przy problemach autoimmunologicznych powinno właśnie te składniki całkowicie eliminować (zobacz więcej: Protokół autoimmunologiczny | Zboża szkodzą | Nabiał – jeść czy nie jeść? oraz Rośliny strączkowe nie takie zdrowe).

Jak można w XXI wieku publikować książki o terapiach żywieniowych i nie wiedzieć tak podstawowych rzeczy? Jak można ślepo wierzyć w kalorie i szkodliwość tłuszczu? Rady autora dotyczące żywienia bazują na myśleniu sprzed 60 lat i nadają się tylko do kosza – w całej książce nie ma chyba ani jednej, która miałaby jakikolwiek sens w świetle obecnej wiedzy medycznej.

To niestety największa wada tej książki. Treści dotyczące witamin są doskonale i rzetelnie przygotowane, szczegółowo opisują, kiedy i jak brać suplementy, czy i kiedy możliwe jest przedawkowanie i jakie może mieć konsekwencje. Porady żywieniowe są fatalne, a autor jeszcze poleca homeopatię.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie przeprowadził eksperymentu. Na końcu książki Wylecz się sam, Megadawki witamin autor podaje, jak zacząć kurację witaminową, twierdzi, że każdy z nas ma ogromne niedobory witamin, szczególnie B3 i C oraz sugeruje jak najszybsze ich suplementowanie w dużych dawkach.

Kupiłem tabletki witaminy B3 i 2 kg witaminy C i zacząłem brać ich dawki zgodnie z sugestiami autora. W przypadku witaminy C nie zaobserwowałem żadnej widocznej zmiany, ale to nie oznacza, że autor się myli, bo żywienie paleo tak poprawiło stan mojego zdrowia, że ciężko cokolwiek więcej ulepszyć 🙂

Witamina B3 (niacyna) w ilościach dużo mniejszych od sugestii autora zaczęła u mnie dawać wyraźne efekty przedawkowania. Sprawdziłem i okazało się, że występuje ona głównie w mięsie i rybach i nabiale – rośliny mają jej niewiele. Nasz organizm może także syntetyzować witaminę B3 z tryptofanu – aminokwasu, którego najlepsze źródła to także pokarmy zwierzęce.

Autor, wegetarianin od lat, nie zjada wystarczająco dużo witaminy B3 ani tryptofanu, dlatego też, oceniając wszystkich swoją miarką, doradza duże dawki tej witaminy, które naprawdę zdrowo odżywiającym się osobom są całkowicie zbędne i szybko powodują objawy wyraźnego przedawkowania.

Niezależnie od tego wegetariańskiego zboczenia oceniam treści dotyczące witamin bardzo wysoko. Sam, mając od lat „fioła” na punkcie zdrowego i naturalnego odżywiania, sporo się z tej książki dowiedziałem o witaminach, ich bezpiecznych dawkach, a przede wszystkim związkach pomiędzy ich niedoborami a konkretnymi chorobami cywilizacyjnymi.

Wskazówki autora dotyczące żywienia są jednak nieprawidłowe i w wielu przypadkach mogą doprowadzić do pogorszenia zdrowia, zamiast uzdrowienia! Pamiętaj – słuchaj swojego ciała, a nie stron w internecie lub książek – eliminując z diety czasowo zboża, nabiał i/lub inne grupy pokarmów zobaczysz, jakie żywienie ci najlepiej służy.

Jeśli chcesz dowiedzieć się dużo o witaminach, ich stosowaniu, dawkach i przypadkach, kiedy mogą pomóc, to Wylecz się sam, Megadawki witamin Andrew W. Saula jest książką dla ciebie. Żyjemy we współczesnym świecie i mamy tak kiepską żywność, że czasem pomimo najlepszych starań potrzebujemy suplementowania (czytaj więcej: Suplementy). Współczesna medycyna działa pod dyktando koncernów farmaceutycznych, całkowicie pomijając naturalne terapie, w tym duże dawki witaminami.

Kup tę książkę, jednak bardzo proszę – porady żywieniowe autora włóż między bajki a gawędzenie wegetarian. Sprawdź na sobie – odżywiaj się przez miesiąc zgodnie z poradami zawartymi na tej stronie, a potem przez miesiąc tak, jak sugeruje Andrew W. Saul. Twój organizm wyraźnie wskaże, kto ma rację.

Książka wciąż jest w sprzedaży (sprawdź ceny).

Podyskutuj o książkach o zdrowiu i odżywianiu: polskie forum paleo. Zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym!


Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.

Czytaj więcej: Dieta paleo | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Dieta na… | Paleo dla dzieci? | Styl życia paleo

Dodaj komentarz przez Facebooka poniżej albo formularzem na dole strony:

3 komentarze do “Wylecz się sam, Megadawki witamin – recenzja książki”

  1. przejrzalem ją w księgarni ale ani słowa w niej o witaminie K2. Ta książka to nie tylko odnośnie żywienia trącący myszką "zabytek" sprzed 60 lat…

  2. No cóż, ostatnio opublikowano cały szereg badań wskazujących na rakotwórcze działanie czerwonego mięsa. Pewnie kolejny spisek, tym razem światowego lobby wegetariańskiego, o ile takie istnieje.
    Odkładając żarty na bok, długość przewodu pokarmowego nie predystynuje gatunku ludzkiego do spożywania żywności pochodzenia zwierzęcego, zwłaszcza białek których rozkład pozostawia toksyczne reszty. Korzystna wydaje się być jedynie ketoza dietetyczna. Jak dla mnie hodowla zwierząt rzeźnych tylko dla tłuszczu nie jest uzasadniona, olej kokosowy ma podobne właściwości. Więc nie taki bajkopisarz ten Saul. Autor artykułu mam nadzieję dysponuje również naukowym uzasadnieniem swoich twierdzeń, bo jeśli tylko tym że wystarczy pobyć miesiąc na jednej i drugiej diecie, to gratuluję profesjonalizmu.

Pozostaw odpowiedź Grzegorz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *