Dieta wegetariańska

Wegetarianizm jest świadomym wykluczeniem z diety mięsa i czasem też innych produktów pochodzenia zwierzęcego: jajek, nabiału, a nawet miodu. Jak się dieta wegetariańska ma do diety paleo? Czy można je pogodzić? I czy wegetarianizm jest naprawdę zdrowy?

Dieta wegetariańska, Paleo SMAK

Wegetarianizm rozwinął się na subkontynencie indyjskim w II tysiącleciu p.n.e. wyłącznie z pobudek religijnych. Do Europy trafił w VI wieku p.n.e. i to Pitagorejczycy jako pierwszy ruch stawiali nacisk na etyczną stronę wegetarianizmu. Zmierzch kultury antycznej także spowodował nikłe zainteresowanie wegetarianizmem – w średniowieczu tylko mnisi w ramach ascezy odmawiali sobie jedzenia mięsa.

Renesans przyniósł powrót idei unikania jedzenia mięsa, a wegetarianizm powoli rósł w siłę w XIX i XX wieku. Dopiero od kilkudziesięciu lat (od czasu ruchu hippisowskiego w połowy lat 60. i początku lat 70.) wegetarianizm ma poza religijną i etyczną podstawą ma także motywacje zdrowotne, ekonomiczne oraz wynikające z ochrony środowiska naturalnego.

Wegetarianizm powstał kilka tysięcy lat temu z pobudek religijnych. Jakiekolwiek zdrowotne motywy unikania mięsa pojawiły się bardzo niedawno i nie mają więcej niż 60 lat.

Obecnie wegetarianizm jest jednym z najpopularniejszych ruchów dietetycznych. Najwięcej wegetarian jest w Indiach (40% tego licznego kraju), a w Europie we Włoszech – 10%. W Polsce w 2013 roku 3,7% badanych określiło się jako wegetarianie, przyznając się jednak do okazyjnego jedzenia mięsa (źródło).

Pojęcie wegetarianizmu jest różnie rozumiane w różnych krajach, najczęściej rozróżniamy następujące odmiany:

  • laktoowowegetarianizm (albo owolaktarianizm) to najczęstsza postać wegetarianizmu – wyklucza mięso (także ryby), ale pozwala jeść jajka, nabiał i miód
  • laktowegetarianizm też jest dość popularny – wyklucza jajka, ale pozwala jeść nabiał
  • owowegetarianizm dla odmiany wyklucza nabiał, a pozwala jeść jajka
  • weganizm – rezygnacja z wszelkich pokarmów pochodzących od zwierząt, czasem nawet miodu
  • frutarianizm (albo fruktarianizm) jest najbardziej restrykcyjny, bo pozwala jeść tylko te części roślin, których zerwanie ich nie uśmierca (czyli marchewka i kapusta nie, ale fasola, jabłko i ogórek tak)

Czasem wyróżnia się też semiwegetarianizm czyli dietę ograniczającą spożycie mięsa, w tym: pollowegetarianizm (odrzucenie czerwonego mięsa, ale przyzwolenie na drób i czasem ryby) oraz pescowegetarianizm (albo ichtiwegetarianizm), czyli wykluczenie czerwonego mięsa i drobiu, a jedzenie ryb. Niektórzy także określają się wegetarianami, bo „mięso jedzą bardzo rzadko”.

Jest wiele różniących się znacznie od siebie odmian wegetarianizmu.

Nie rozumiem myślenia laktoowowegetarian – żeby uzyskać jajka i nabiał nie zabijamy drobiu, ani krów, ale te zwierzęta żyją w potwornych warunkach i cierpią przez całe życie. Kurczak hodowany na mięso żyje i cierpi przez kilka tygodni, kura nioska żyje i cierpi nawet dwa lata, a jak zacznie nieść mniej jajek, to i tak hodowca ją zabije.

Na mięso hoduje się zwierzęta obu płci, a kurczaki samce raz nieśnych są mielone żywcem zaraz po procesie selekcji. Czy wegetarianin jedzący jajka i nabiał, a odmawiający jedzenia mięsa z powodów etycznych, zastanawia się, co się stało z ptactwem i bydłem płci męskiej? Albo co się dzieje z kurą nioska albo krową mleczną, jak już przestaną być użyteczne?

Hodowla roślin nie jest obojętna dla zwierząt – ptaki i owady są zabijane chemikaliami, a traktory rozjeżdżają myszy i zające. Monokultury roślin są całkowicie pozbawione życia zwierzęcego, podczas gdy pastwisko dla bydła jest domem dla wielu owadów, ptaków i drobnych ssaków. Przemysłowi hodowcy warzyw zabijają czyniące im szkodę gryzonie, zające i króliki.

Pora zbiorów pokrywa się z czasem, kiedy wiele gryzoni ma młode ukryte w norach pod ziemią. Matki są zabijane masowo przez kombajny, a ich młode czeka długie cierpienie i śmierć głodowa. Kto jest gorszy – mięsożerca skazujący na zabicie zwierzę, które zostaje ogłuszone i ból nie trwa nawet sekundy, czy wegetarianin, dzięki któremu młode zwierzęta zdychają z głodu cierpiąc wiele dni?

Czy frutarianie kupujący swoje jedzenie w sklepach myślą, że rolnik po zerwaniu ostatniego pomidora albo ogórka pozwala roślinie naturalnie obumrzeć i wciąż się o nią troszczy? Przecież takie rośliny są natychmiast niszczone po zbiorach, żeby zrobić miejsce na nowe uprawy.

Pobudki etyczne wegetarianizmu opierającego się na żywności sklepowej są dyskusyjne.

Wegetarianie podnoszą argument o powierzchni ziemi, jaka idzie na hodowlę bydła, tylko zapominają, że pastwiska to ziemia najgorszej jakości, na której warzywa ani zboża nie urosną. Dużo zwierząt hoduje się w krajach Afryki i Ameryki południowej, gdzie ze względu na klimat warzyw nie da się uprawiać.

Ssaki roślinożerne są niezbędne do utrzymania wielu obszarów trawiastych – bez hodowli czeka je erozja, susza, co doprowadzi do śmierci większości ptaków i drobnych zwierząt tam żyjących.

Wegetarianie lubują się w cytowaniu badań potwierdzających zdrowotne aspekty ich diety. O ile nie jest to kłamstwo, to jest to manipulacja. Tak, niektóre badania rzeczywiście pokazuje, że wegetarianizm jest nieco zdrowszy niż współczesne odżywianie pełne wysoko przetworzonej żywności o bardzo kiepskiej jakości.

Jednak wegetarianizm nie jest lepszy nawet od „zdrowej” diety w powszechnym fałszywym tego rozumieniu (piramida żywieniowa). Nie ma ani jednego badania, które by pokazywało wyższość wegetarianizmu nad dietą paleo.

Naukowcy udowadniają za to, że nawet w porównaniu do zwykłych mięsożerców wegetarianie częściej chorują i mają obniżoną jakość życia. Wegetarianie mają dwa razy więcej alergii, prawie trzykrotnie częściej zapadają na raka, także częściej chorują na choroby układu krążenia, astmę, cukrzycę, osteoporozę i podobne choroby. Wegetarianie mają więcej problemów psychicznych: dwukrotnie częściej cierpią na depresję i stany lękowe, częściej mają zaburzenia łaknienia, a także częściej chodzą do lekarza (źródło).

Są też inne badania pokazujące, że wegetarianie żyją tak samo długo, jak „wszystkożerni” (źródło), że niejedzenie mięsa nawet całe życie nijak nie zmniejsza ryzyka raka piersi (źródło) ani prostaty lub jelita grubego (źródło) – albo że mężczyźni wegetarianie i weganie mają o 30% mniej plemników (i mniej ruchliwych) w porównaniu do mięsożerców (źrodło). Nauka też dowodzi, że mózg potrzebuje mięsa (źródło).

O ile niektóre badania pokazują wyższość wegetarianizmu nad współczesnym „śmieciowym” jedzeniem, to według innych wegetarianie częściej chorują na raka, choroby układu krążenia i mają więcej problemów psychicznych od mięsożerców.

Sprzeczności zapewne wynikają z tego, kogo porównujemy do kogo. Są różne odmiany wegetarianizmu, a wiele badań wrzuca do jednego worka wegan i laktoowowegetarian. Ważne jest też, jaka jest baza do porównań. W porównaniu do ludzi jedzących czipsy na kanapie przed telewizorem od rana do wieczora rzeczywiście wegetarianie będą zdrowsi. Ale gdy bierzemy pod uwagę mięsożerne osoby, które mają choć niewielką ilość ruchu i świadomość zdrowia, to wegetarianie wyraźnie do nich tracą.

Zobacz też: Warzywa, owoce i pestycydy.

Dlaczego wegetarianizm jest niezdrowy? Jeśli znajomy wegetarianin (a szczególnie weganin) powie, że jego pożywienie dostarcza wszystkich potrzebnych do życia substancji, to albo jest niedouczony, albo kłamie. Świadomych i mądrych wegetarian poznasz po tym, że poza zaletami znają wady swojego sposobu odżywiania. Dla mnie przykładem naprawdę mądrego i świadomego weganina jest dr Michael Greger – polecam obejrzeć choćby ten film.

Czego brakuje w diecie wegetariańskiej?

  • kwasy tłuszczowe omega-3 DHA i EPA – występują w większych ilościach tylko w produktach zwierzęcych, głównie rybach i owocach morza. Ważna jest dla nas równowaga tłuszczów wielonienasyconych omega-3 i omega-6 (czytaj więcej: Tłuszcze omega-3, -6), która jest niemożliwa do osiągnięcia na diecie bez mięsa i ryb. Wegetarianie jedzą wielokrotnie więcej wywołujących stany zapalne tłuszczów omega-6, co może tłumaczyć większą zapadalność na depresję (która jest nie tyle chorobą, co reakcją mózgu na stany zapalne organizmu, czytaj więcej: Depresja).
  • witamina B12 – niezbędna do życia, występuje tylko w mięsie i pokarmach pochodzących od zwierząt, szczególnie bogata w nią jest wołowina. Deficyty witaminy B12 są powszechne, nawet wśród mięsożerców, a co dopiero u wegetarian. Wśród objawów braku tej witaminy poza anemią i utratą wagi też są problemy psychiczne (depresja, lęki, zaburzenia autystyczne u dzieci). Badania pokazują, że deficyty B12 ma 68% wegetarian i 83% wegan, a wśród wszystkożerców tylko 5% (źródło). Wbrew temu, co niektórzy weganie twierdzą, glony i soja nie zawierają witaminy B12, tylko jej analogi, które jeszcze bardziej zwiększają jej braki (źródło).
  • witamina D3 – jej niedobory w Polsce są powszechne, nie tylko zimą. Jej najlepsze źródła to ryby, wątróbka, jajka. Weganie mają tylko jedno (i to kiepskie) źródło witaminy D3 – porosty. Znacie kogoś, kto je porosty? 🙂
  • witamina A – najlepsze jej źródła to ryby, wątroba i podroby. Rośliny zawierają dużo prowitaminy A (β-karoten), której konwersja w formę aktywną jest dość słaba (źródło).
  • wapń – wiele roślin ma dość dużo wapnia, ale mają także fityniany i szczawiany, które blokują jego przyswajanie (czytaj więcej: Kwas fitowy), dlatego też deficyty wapnia u wegetarian są powszechne (źródło).
  • żelazo – rośliny zawierają tylko żelazo niehemowe, które jest słabo przez nas przyswajalne. Wiele powszechnie spożywanych pokarmów (kawa, herbata, błonnik) dodatkowo zmniejsza przyswajalność takiej formy żelaza, przez co wegetarianie mają nawet 85% mniej żelaza od wszystkożerców (źródło).
  • cynk – jego roślinne źródła mają także fityniany, blokujące jako absorpcję, dlatego wegetarianie przyswajają o 35% cynku mniej od wszystkożerców (źródło).
  • inne – białko roślinne jest niepełnowartościowe, w pokarmie roślinnym brakuje niektórych aminokwasów; część innych witamin jest także głównie w pokarmach zwierzęcych, np. B3, B4 i B9.

Czego jest za dużo w diecie wegetariańskiej?

  • zboża – są podstawą wyżywienia większości wegetarian, niestety są bardzo niezdrowe (czytaj więcej: Zboża szkodzą).
  • nabiał – o ile niektórzy z nas go dobrze tolerują, to dla innych jest on mniej lub bardziej szkodliwy (czytaj więcej: Nabiał – jeść czy nie jeść?).
  • rośliny strączkowe – główne źródło białka u roślinożerców, niestety nie są one obojętne dla naszego zdrowia (czytaj więcej: Rośliny strączkowe nie takie zdrowe).
  • tłuszcze wielonienasycone – choć dieta wegetariańska nie zawiera zbyt wiele tłuszczu, to dostarcza za dużo prozapalnych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6. Spośród tłuszczów omega-3 rośliny zawierają tylko ALA, którego konwersja do DHA i EPA jest słaba (czytaj więcej: Tłuszcze omega-3, -6).
  • węglowodany – typowa dieta wegetariańska dostarcza dużo węglowodanów, czasem nawet więcej niż typowe współczesne śmieciowe jedzenie. O ile niektórzy dość dobrze tolerują nawet dość wysokie ilości węglowodanów, to dla innych może to być spory problem zdrowotny (czytaj więcej: Węglowodany).
Najlepszym (i często jedynym) źródłem niektórych substancji odżywczych są zwierzęta i pochodzące od nich pokarmy.

Dieta wegańska jest uboga w niezbędne do życia składniki odżywcze. Weganie, chcąc żyć w zdrowiu, muszą łykać wiele suplementów. Laktoowowegetarianie (czyli jedzący jajka i nabiał) mogą być dobrze odżywieni i muszą suplementować tylko tłuszcze omega-3 DHA i EPA. Pescowegetarianie (jedzący jajka, nabiał i ryby) mogą tak ułożyć swoją dietę, żeby być zdrowymi bez suplementów.

Wegetarianizm jest wykluczony przy chorobach autoimmunologicznych, choćby przy zapaleniu tarczycy Hashimoto. Stosowana wtedy bardzo dieta to protokół autoimmunologiczny, czyli restrykcyjna odmiana diety paleo, która całkowicie wyklucza zboża i nabiał, a często także jajka, orzechy i rośliny strączkowe. Alergie albo nadwrażliwości na gluten, jajka albo nabiał także wykluczają wegetarianizm.

najzdrowsze warzywa, Paleo smak

Droga czytelniczko, jeśli jesteś weg(etari)anką, a masz Hashimoto, to masz dylemat moralny przed sobą. Chcąc ratować swoje zdrowie, musisz jeść mięso i tłuszcz zwierząt. Jedząc dalej zboża, nabiał i strączki zniszczysz sobie całkowicie tarczycę, roztyjesz się, a w dłuższym terminie prawdopodobnie dorobisz się też cukrzycy typu 1, zapalenia jelit (np. choroba Leśniowskiego-Crohna) i stawów (reumatyzm) oraz depresji i chorób neurodegeneracyjnych (stwardnienie rozsiane, Parkinson). Jeśli oczywiście dożyjesz do tego czasu. Wiem, bardzo mocno napisane, ale niestety tak jest.

Jeśli dobrze tolerujesz gluten (zboża) i kazeinę (nabiał), to być może zachowasz zdrowie stosując dietę wegetariańską z jajkami i nabiałem. Jest to jednak całkowicie niemożliwe przy chorobach autoimmunologicznych i alergiach.

Przez miliony lat swojej ewolucji ludzie nigdy nie byli wegetarianami. Nasi kuzyni szympansy jedzą głównie pokarmy roślinne, ale czasem polują na inne małpy i zjadają ich mięso. Praktycznie nie ma ssaków żywiących się tylko roślinami, mamy niezliczone dowody na to, że zwierzęta takie jak krowy i jelenie jedzą od czasu do czasu drobne kręgowce, pisklęta ptaków albo padlinę.

Czy natura się pomyliła? Raczej przeciwnie – to właśnie dzięki skoncentrowanej energii z mięsa i szpiku kostnego mogły się rozwinąć nasze mózgi. Pierwsze ludzkie narzędzia służyły do rozłupywania kości zabitych i znalezionych zwierząt (zobacz też: Szpik – masło bogów). Nie znamy ani jednego prymitywnego plemienia, które by nie jadło mięsa (choć niektóre, w tropikach, jedzą go rzeczywiście mało).

Zobacz też: książka o diecie paleo, której autorka była przez 20 lat wegetarianką: Dieta paleo dla początkujących.

Czy można pogodzić wegetarianizm i dietę paleo? Zwróć uwagę, że wegetarianizm to ideologia (wywodząca się z religii), a dieta paleo to sposób odżywiania bazujący na naszej przeszłości ewolucyjnej i badaniach naukowych (czytaj więcej: Dieta paleo). To dwa różne zagadnienia – wiara i wiedza naukowa.

Weganizm i dieta paleo są raczej nie do pogodzenia, ale wegetarianie mogą wdrożyć wiele idei ze świata paleo do swojego życia (gwoli sprawiedliwości należy dodać, że niektóre zalecenia paleo wywodzą się właśnie z dużo starszych od niej nurtów wegetariańskich). Zarówno wegetarianie jak i nowocześni jaskiniowcy mogą starać się jeść zdrowe, odżywcze i nieprzetworzone pokarmy, unikając reklamowanego w telewizji chemicznego pseudojedzenia z fabryki.

Dieta paleo nie polega na jedzeniu tylko i wyłącznie mięsa i ma wiele idei wspólnych z wegetarianizmem. Najzdrowsze dla nas mięso pochodzi od zwierząt, które miały dobre i godne życie i nie cierpiały niepotrzebnie. Przeczytaj koniecznie: Mięso, zdrowie, pieniądze, sumienie.

Przy odrobinie wysiłku można być wegetarianinem i wykluczyć całkowicie gluten ze swojego pożywienia, choć wtedy trzeba uważać na niedobory witamin z grupy B, np. B3, B4, B9 (kwas foliowy). Mąka i wiele produktów zbożowych są sztucznie wzbogacane tymi witaminami, a ich naturalne źródła to głównie pokarmy zwierzęce.

Nie ma za to żadnych problemów, żeby pogodzić styl życia paleo z dietą wegetariańską. Nie musisz jeść mięsa, żeby żyć bliżej natury, odgracić swoje mieszkanie (minimalizm), wyspać się (zdrowy sen), zmniejszyć stres albo stosować zdrową i naturalną higienę.

Podyskutuj o diecie paleo i wegetarianizmie: polskie forum paleo – zadaj pytanie albo podziel się swoimi doświadczeniami i pomóż innym.


Chcesz dostawać informacje na maila o nowych postach na stronie PaleoSMAK? Nie spamujemy, szanujemy prywatność i zawsze możesz się wypisać.

Czytaj też: Co to jest dieta paleo? | Paleo dla początkujących | Efekty diety paleo | Żywieniowe fakty i mity | Paleo higiena | Zboża szkodzą | Nabiał – jeść czy nie jeść? | Rak żywi się cukrem | Paleo dla dzieci?

4 myśli nt. „Dieta wegetariańska”

  1. Przypadkiem trafiłem na tę stronę i muszę powiedzieć, że jestem nawet pozytywnie zaskoczony wysokim poziomem zamieszczonych tu treści, choćby na temat hodowli zwierząt na mięso, jajka i nabiał.
    Z częścią rzeczy jednak nie sposób się zgodzić.
    Choćby z tym – co już padło w poprzednim komentarzu – że roślinożercy są odpowiedzialni za szkody powodowane uprawami roślin, tj. śmierć gryzoni, ptaków, owadów, zanieczyszczenie chemią, a mięsożercy jakoby mogą się do tej odpowiedzialności nie poczuwać, bo oni odpowiadają "tylko" za ubój zwierząt. Otóż niestety zwierzęta hodowane na ubój też muszą coś jeść i przeważnie są to rośliny pochodzące z upraw o charakterze monokultury. Przy czym w dodatku są to uprawy roślin o gorszej jakości niż te przeznaczone bezpośrednio dla ludzi, bardziej szkodliwe dla środowiska, nierzadko modyfikowane genetycznie. Więc niestety, ale o ile roślinożercy odpowiadają tylko za szkody wynikające z uprawy roślin, to mięsożercy odpowiadają i za nie (w dodatku w większej skali, bo zwierzę w ciągu swojego nawet krótkiego życia w hodowli zje dużo więcej niż zjadłby człowiek zastępujący mięso z tego jednego zwierzęcia choćby najbardziej "zasobochłonnym" odpowiednikiem roślinnym) i oczywiście również za ubój. Ja wiem, że ideałem dla zwolenników paleo byłoby wyeliminowanie mięsa pochodzącego z uboju zwierząt żywionych przemysłowo (sama dziczyzna albo wolno pasące się bydło) i to rzeczywiście byłby jakiś tam postęp. Ale w praktyce to mało realne założenie (poza nielicznymi ludami żyjącymi na obrzeżach cywilizacji). Zna ktoś wszystkożercę, który jadłby tylko mięso zwierząt żywiących się bez roślin z upraw, tak "samodzielnie"? Bo ja nie. Może tacy istnieją, ale w ilości statystycznie pomijalnej. A weganie istnieją, żyją, jest ich coraz więcej i dobrze się mają 🙂
    Kolejna rzecz, to kwestia zdrowia i niedoborów składników odżywczych. Nie mam zamiaru wdawać się tu w przerzucanie się wynikami badań (są od tego lepsi, a ja naukowcem ani dietetykiem nie jestem, i wcale zresztą nie muszę być, żeby być weganinem) poprzestanę tylko na ogólnym stwierdzeniu, że obecnie w nauce o żywieniu człowieka przyjęty i ugruntowany jest pogląd, że diety roślinne mogą być odpowiednie, tzn. zdrowe i pełnowartościowe na każdym etapie życia człowieka, choć rzeczywiście przy pewnym niewielkim uzupełnieniu suplementacją. Najlepiej dowodzi tego fakt, że zdrowych i dobrze się mających wegan jest dużo, coraz więcej, w niektórych krajach ich udział w liczbie ludności dochodzi już do kilku procent.
    Oczywiście, samo odrzucenie produktów zwierzęcych i żywienie się frytkami, colą, sztucznymi zupkami itp. zdrowia raczej nie zapewni., ale wystarczy trochę wiedzy i uwagi, żeby skompletować zdrową dietę.
    Suplementacja rzeczywiście jest potrzebna, ale wcale nie w jakichś potężnych ilościach – bezwzględnie konieczna jest jedynie suplementacja witaminą B12, niekiedy również EPA i DHA z alg (choć też nie zawsze! –konwersja potrafi być istotnie znacząca, ale to jeszcze nie do końca zbadane) no i w naszym klimacie witaminą D.
    Z tym że – i tu najważniejsza sprawa – nie wiem dlaczego konieczność pewnej suplementacji miałaby być jakimś rozstrzygającym kryterium przy wyborze sposobu żywienia. Szukanie jakiejś idealnej, jedynej właściwiej i pierwotnie naturalnej diety jest moim zdaniem bezcelowe. Warunki, w jakich ludzie żyli i żyją są bardzo różne, zmieniają się w czasie i przestrzeni, do tej zmienności powinien być też dostosowany sposób żywienia. Umiejętność adaptacji do zmiennych warunków jest zresztą zasadniczym czynnikiem przetrwania i ewolucyjnego sukcesu gatunku, a niewątpliwe homo sapiens taki sukces odniósł (choć może ze szkodą dla reszty planety, ale to już inna kwestia…). Dieta paleo zapewne była adekwatna w czasach i warunkach paleo, na pewnym etapie historii ludzkości, ale obecnie przecież nie odtworzymy ani warunków tamtej epoki ani tamtej diety (nawet gdybyśmy wiedzieli, jaka ona dokładnie była i gdyby istniał jakiś jeden niezmienny, trwały punkt odniesienia pt. "paleo"). Nikt dziś, w naszej cywilizacji nie będzie się przecież mięsem dziko żyjących gdzieś na sawannach zwierząt z niewielkim dodatkiem padliny, mięczaków czy owadów (chociaż to ostatnie z etycznego i środowiskowego punktu widzenia nie byłoby akurat takie głupie). Oczywiście, można próbować zmierzać do tego typu diety, pojawia się tylko zasadnicze pytanie – po co? Dlaczego najistotniejszym kryterium wyboru diety miałaby być jej zgodność z jakimś – mniej lub bardziej znanym albo hipotetycznym – sposobem żywienia z pewnego momentu w historii ludzkości (odległym i takim, kiedy ludzi było jeszcze bardzo mało)? Gdzieś potem w określonych warunkach ludzie wpadli na pomysł uprawy zbóż, pozyskiwania mleka zwierząt, pewnie było to jakoś sensowne, dziś może jest, może nie (w pewnych warunkach może tak, w innych nie). Z dorobku ludzkości trzeba wybierać to, co najlepsze i odpowiednie do aktualnych warunków, wiedzy czy poziomu etyki.
    Według mnie podstawowe kryteria są takie, że sposób żywienia być zdrowy i pełnowartościowy oraz etyczny, przy czym to ostatnie rozumiem dość szeroko, co oznacza, że powinien w miarę możliwości jak najmniej przyczyniać się do zabijania i cierpienia zwierząt, eksploatacji, niszczenia i zanieczyszczania środowiska, głodu i biedy ludzi oraz utrwalania i powstawania między nimi nierówności w dostępie do jedzenia i zdrowia.
    Te kryteria spełnia w możliwie największym stopniu weganizm. I wcale nie musi oznaczać konfliktu między zdrowiem, pieniędzmi a sumieniem. Można żywić się zdrowo i etycznie. Oczywiście wszystko w miarę możliwości – skoro, jemy, żyjemy, oddychamy, poruszamy się itp. zawsze zostawimy po sobie jakiś ślad, zawsze jakąś tam "szkodę" reszcie planety wyrządzimy, ale weganizm pozwala na nieosiągalne w innych sposobach żywienia zminimalizowanie tych szkód (zabijania, cierpienia, dewastacji środowiska, biedy i nierówności). Zresztą nawet, jeśli w jakimś momencie życia (wypadek, choroba, leczenie, zagrożona ciąża itp.) ktoś podejmie decyzję, że wspomoże sie produktem zwierzęcym, to i tak o klasę lepsze i bardziej etyczne niż regularne jedzenie mięsa.
    I naprawdę nie rozumiem, dlaczego jakimkolwiek argumentem za jedzeniem mięsa miałoby być to, że ludzie nigdy wcześniej w historii nie byli weganami czy wegetarianami (choć jednostki czy jakieś małe populacje pewnie by się znalazły, ale to nie o to chodzi). Przecież tak samo nigdy dotąd ludzie nie żyli masowo tak długo, jak w naszej cywilizacji, nigdy dotąd nie przeżywało tak dużo dzieci (kiedyś śmiertelność niemowląt była potężna, a rzadko które dziecko dożywało dorosłości), ludzie nie robili sobie operacji, nie podróżowali między kontynentami, nie uprawiali sportu, nie chodzili do dentysty, nie latali samolotami, nie zażywali suplementów itp. itd…. Tylko co z tego?
    Potrafimy jako gatunek przystosować się do różnych zmiennych warunków, zmieniać swoje życie, otoczenie, więc rzecz w tym, żeby robić to jak najlepiej. Jeśli chodzi o żywienie to zdrowo i etycznie. Normy etyczne też się zmieniają – wystarczy przypomnieć, jakie jeszcze dwieście lat temu dominowały przekonania na temat niewolnictwa, pańszczyzny, praw kobiet, dzieci, ludzi o innym kolorze skóry, „gorzej” urodzonych, niepełnosprawnych, psychicznie chorych itp. itd.
    Nie wiem, dlaczego konieczność zażycia np. witaminy B12 w formie suplementu miałoby być gorsze niż w ramach mięsnego posiłku. Jedno i drugie powoduje podobne efekty jeśli chodzi o zdrowie, ale suplement jest etyczny, a mięso nie. Dla mnie wybór jest oczywisty.
    Czy bieganie po bieżni jest gorsze niż bieganie po lesie? Pływanie w basenie gorsze niż w jeziorze? Dla zdrowia o to samo (tyle oczywiście w przypadku biegania i pływania nie ma dylematu etycznego).
    Poza tym nie ma takiej możliwości, żeby cała ludzkość, czyli 7,5 miliarda, a niebawem już pewnie 8 miliardów, żywiła się mięsem, a już na pewno nie takim, jakie jest zalecane w diecie paleo. Nie ma takiej możliwości żeby dla wszystkich starczyło mięsa zwierząt żyjących w warunkach względnego dobrostanu lub na dziko. W czasach paleo, kiedy ludzi było tysiące razy mniej, to było możliwe, ale nie dziś. Żeby nikt nie głodował i żeby zapewnić odpowiednie wyżywienie dla całej ludzkości, świat musiałby albo przejść na dietę roślinną właśnie, ewentualnie z niewielką ilością pokarmu zwierzęcego (z owadów np.) albo musi zostać wdrożona masowa produkcja sztucznego mięsa z hodowli tkankowej. To ostatnie jest już zresztą ponoć na dobrej drodze i niedługo koszty produkcji spadną na tyle, że będzie mogło być upowszechnione . I jeśli ktoś już naprawdę musi jeść mięso ) albo uważa, ze musi…), to właśnie to będzie najlepsze rozwiązanie – bez dylematu zdrowie-pieniądze-sumienie…

    1. Dziękuję za wyważony i rzeczowy komentarz. Poruszasz głównie etyczną stronę żywienia, a zapominasz o tym, jak nasze ciała reagują na różne diety. Ja byłem wegetarianinem przez jakiś czas, ale niestety wyniki badań krwi mi się pogarszały dosłownie z miesiąca na miesiąc, czułem się też fatalnie.
      Zapominasz też, że jak są jakieś szkodliwe, uczulające pokarmy, to są to głównie rośliny.
      Poza tym popełniłaś kilka błędów – napisałaś, że kiedyś ludzie nie uprawiali sportu, ale oni ruszali się od rana do wieczora i ciężko fizycznie pracowali. Ten cały nasz sport to jest właśnie próba naśladowania sposobu życia naszych przodków. Inna sprawa, że czujemy się dobrze, gdy się ruszamy.
      A badania naukowe dowodzą, że pomiędzy pływaniem na basenie i w jeziorze jest przepaść. Sport uprawiany pod gołym niebem daje ogromne korzyści psychiczne, których niestety nie osiągniemy trenując pod dachem.
      Wiem, że nie wykarmimy mięsem całej planety. Ale to nie moja wina, że jest za dużo ludzi na świecie – ja mam jedno rodzeństwo i tylko dwójkę dzieci. Mam luksus życia w jednej z najbogatszych części naszej planety, dlatego nie zamierzam pozbawiać się najbardziej odżywczych pokarmów i pogarszać stanu mojego zdrowia tylko dlatego, że kogoś innego na nie nie stać.

  2. Ciężko aby badania pokazywały wyższość wegetarianizmu/weganizmu nad paleo, skoro paleo jest dietą prozdrowotną, a większość wegetarian I wegan je tyle niezdrowego jedzenia, co zwyczajny człowiek 😉 po za tym myślę, że każdy powinien jeść to, co mu najbardziej służy, prawda? Mi nie służy mięso, gluten, nabiał I cukier, no więc tego nie jem. Myślę, że nasz organizm to tak skomplikowany system, że promowanie jakiejkowiek diety jako jedynej słusznej jest bardzo szkodliwe.
    A, no i myślę, że raczej każdy wegetarianin zdaje sobie sprawę z tego, że jakieś zwierzę zawsze "przez niego" ucierpi. Chodzi o to, aby to cierpienie zminimalizować. W hodowlach zwierzęta męczą się wiele tygodni, natomiast przykładowo mysz polna przed śmiercią żyje na wolności i ma się raczej dobrze. Ponadto zwierzęta mięsne również muszą coś jeść, więc teoretycznie większymi nabywcami roślin są ludzie paleo, niż roślinożercy.

    1. Okay, po zrobieniu szybkiego researchu już wiem, że mięso z hodowli przemysłowych nie jest do końca paleo.

Dodaj komentarz

Twój adres nie zostanie opublikowany. Pola wymagane są oznaczone symbolem *

Dieta paleo po polsku i styl życia dla dzieci i dorosłych